piątek, 23 maja 2014

VI - You're never gonna be alone...

-Wiki. Proszę.-wyszeptał. Leciutko podniósł na dłoni jej podbródek i spojrzał w jej oczy, ale ta nie odpowiedziała. Spojrzała w dół i zaczęła ponownie płakać. Adam nie mógł już na to patrzeć. Pomimo jej protestu chwycił ją mocno w ramiona i nie puścił pomimo wszelkich starań blondynki. Chłopak starał się ją uspokoić głaszcząc ją po głowię i szepcząc. Dziewczyna nie zwracała jednak na to uwagi. Cała się trzęsła, bała się myśli Adama, bała się jego reakcji i planów. Nie chciała by ją widział, już kilka razy popełniła ten błąd ujawniając całą prawdę przed „zaufanymi osobami”. Zawsze zostawała sama. Po chwili jednak nie miała już siły i bezwładnie opadła na jego ciało szepcząc tylko jedno słowo, pełne wyrzutów, bólu i zmęczenia.
-Przepraszam.- Siedzieli tak dłuższą chwilę, oddech dziewczyny powoli się uspokajał, drgawki ustawały. Adam uznał, że teraz może poruszyć temat.
-Wiki. Wiesz, że musimy o tym porozmawiać, bo… Okazuje się, że nie znam swojej dziewczyny.
-Nie Adam, proszę.- wszystko zaczęło się od nowa. Dziewczyna chciała się wyrwać, ale Horoszczak był szybszy i ją przytrzymał.
-Wiki. Nie odpuszczę ci tego. Muszę wiedzieć.- dziewczyna znieruchomiała więc ten rozluźnił uścisk.
-Po co? Inni też chcieli wiedzieć. Dopytywali aż odeszli. Ty też odejdziesz! Zostawisz mnie.
-Co? Wiki, pro…
-Nie. Tak będzie. Uznasz mnie za psychopatkę i odejdziesz! Wyrzucisz mnie za drzwi, zostawisz samą.
-Nie mów hop zanim nie skoczysz.- przerwał jej stanowczo, nie chciał tego słuchać, nie wierzył, że była w stanie tak go posadzać.- Czy ja jestem tak jak inni? Nawet jeśli nasz związek miałby się rozpaść, rodziny się nie zostawia.
-Naprawdę chcesz wiedzieć?
-Muszę, nie tylko chcę.
-Mówiłam ci już, że miałam trudne dzieciństwo. To nie było wszystko. Po śmierci ojca podróżowaliśmy z miasta do miasta. Nie byliśmy zbyt bogaci więc zawsze były to mieszkania w dzielnicach… patologicznych. Idealnych tak naprawdę do mojej rodziny. Moja matka kłóciła się z każdym, ze mną też. Rok po odejściu taty znalazła sobie jakiegoś fagasa. Na początku gdy coś mi zarzucali kłóciłam się, ale… Z każdym uderzeniem przestawałam. Zdarzało się, że chodziłam ze złamanymi żebrami i sinikami na ciele, ale tam nikt tego nie widział, a jak zwrócił uwagę w domu dostawałam kolejne uderzenia. Miałam koło 10 lat gdy zrozumiałam, że nie ma sensu się odzywać, gdy zaczynały się awantury siedziałam cicho i czekałam aż skończą, dostawał w twarz, ale nie było to tak bolesne. Żeby się wyrzyc chodziłam na ulicę i rozbijałam butelki o ściany i okna. Jak skończyłam 6 klasę znajomi z ulicy pokazali mi inne sposoby na wyładowanie stresu. Na klatce chłopaki pokazali mi różne sposoby. Te mniej i bardziej intymne. Wiedziałam, że seks, trunek, fajki czy narkotyki to nie przejdzie do mojego domu,  a na ulicy znajomi tego skurwiela wyczają i mnie zakablują. Zostało mi jedno wyjście. Żyletka. Chłopaki pokazali mi jak się ciąć żeby się nie zabić. No i tak jakoś się to ciągnęło, codziennie rano, wieczór, południe. Regularnie się cięłam. Gdy zabrakło mi miejsca na ręce zaczęłam w innych miejscach. Stres w domu zaczął się nasilać. Ten koleś zostawił matkę, a ona swoje smutki topiła w kieliszku, a kieliszek rozbijała na mnie. W końcu nie miałam już siły. Jak miałam niecałe 16 lat matka znalazła mnie w wannie pełnej krwi. Tak wiem co myślisz, masz rację. To miało być samobójstwo, ale nie wyszło. Zapomniałam zamknąć drzwi. Trafiłam na odwyk, stwierdzono uzależnienie. Byłam agresywna, nie jadłam, nie piłam. Nie dawali mi noży ani widelca, ale i łyżką dawałam radę się pociąć. Jak zabrali i to, potrafiłam się gryźć do krwi, aż zamknęli mnie w kaftan. Trwało to około 3 lat. W między czasie policja odebrało prawo do rodzicielstwa mojej matce, ale i tak byłam już pełnoletnia więc różnicy mi to nie robiło. Po tych 3 latach stwierdzono, że jestem bezpiecznym obywatelem i można mnie wypuścić, ale co tydzień miałam zjawiać się u psychologa. Tam też poznałam Dagę. Dzięki niej tylko wyszłam na prostą. Wszystko się poukładało, ale blizny zostały. Zawsze je ukrywam, jak się kąpie nigdy nie patrzę na moje ciało.
-Dlatego nigdy nie chciałaś się kochać.
-Bałam się twojej reakcji. Jak można kochać się z… podziabaną wariatką.
-Czy… Ty to masz na całym ciele?
-Prócz pleców, brzucha i piersi. –Wiki spojrzała w jego twarz, ale nic jej to nie dało. Widziała tylko, że głęboko się nad czymś zastanawia. Po chwili spojrzał na nią i głęboko ją pocałował. Adam nie chciał odpowiadać, wiedział, że w ich przypadku lamenty i mowy nie mają sensu. Tutaj działa muzyka. Wziął ją na ręce i zaprowadził do fortepianu. Niedawno napisał swoją własną wersję piosenki Power of Trinity na pianino i jej jako pierwszej właśnie teraz chciał się pochwalić. Usiedli na stołku, Adam przygotował instrument nuty i razem przenieśli się do innego świata.
-Ciągle brzmi nienawiść jak fałszywy ton
Wciśnij inny klawisz a naprawisz błąd
Dyrygentem zostań i batutą rządź
Nagle zjawi się ktoś, kto ma taki dar jak ty
Podobne spojrzenie i oka błysk
- zaczął, piosenka nie była dynamiczna i ostra jak oryginał, była melancholijna, pełna uczuć, emocji, dźwięki pianina nie były krótkie i szybkie, przeciwnie były powolne, wręcz tajemnicze. Tekst się przeciągał, ale nie był nudny. Był przerażająco skryty. Trafiał prosto do serca Wiktorii. Adam zrobił ze zwykłej piosenki świetną… balladę. Dopiero później zaczęła się rozkręcać. Dźwięki stały się żywsze, ale tylko po to by pobudzić człowieka do emocji. Klawisze przebijały się przez falę bólu i docierały do głębi serca dziewczyny. Muzyka działa na ich oboje kojąca. Działa jak książka na polonistę czy pisarza. Tutaj nie trzeba nawet słów, te dźwięki mówią same za siebie. –
Chodź ze mną, zanim zobaczę usłyszę piękno
Nigdy nie powiem ci dość
Chodź ze mną, oni tak szybko nie pobiegną
Zrobimy trochę na złość x2

Zapomniałeś hasła do paru serc i kont
Odkop tę znajomość spróbuj to połączyć w trop
Pogadanki zostaw do czynu przejdź i nie!
Nie zamykaj drzwi nie!
Nie pal mostów bo lont odetnę z pogardą i rzucę w kąt

Chodź ze mną, zanim zobaczę usłyszę piękno
Nigdy nie powiem ci dość x2
Chodź ze mną, oni tak szybko nie pobiegną
zrobimy trochę na złość x2

Boisz się że będziesz sam radę ci dam
Musisz tylko trochę polubić ludzkość
I ty też z kąta wyjdź dziewczyno, bo
Nie grodzi ci już dzisiaj samotność
Dlatego znajdź dance floor i rzadko gadaj
Zawiruj jak my ostro
Tańcz szaleńczo podpowiadam
Tańcz bracie tańcz siostro...

Zapomniałeś hasła do paru serc i kont
Odkop tę znajomość spróbuj to połączyć w trop
Pogadanki zostaw do czynu przejdź i nie!
Nie zamykaj drzwi nie!
Nie pal mostów bo lont odetnę z pogardą i rzucę w kąt

Chodź ze mną, zanim zobaczę usłyszę piękno
Nigdy nie powiem ci dość x2
Chodź ze mną, oni tak szybko nie pobiegną
Zrobimy trochę na złość x2

Chodź ze mną, pokażę wiedzę ci tajemną
Starych zaklęć znajomość
Starych zaklęć znajomość


Wiki spojrzała na Adama pełna nadziei, że faktycznie. Nie jest on jak inni. Może faktycznie jej nie zostawi. Przytuliła się do niego i pocałowała jego odkryty obojczyk, a on pocałował ją w czoło. Jeszcze raz na niego spojrzała, wiedziała, że teraz jest ten czas. Ten moment. Pocałowała go mocno, Adam zrozumiał jej intencje, przysunął się bliżej i objął jej ciało całując namiętnie. Wiktoria była niepewna tego co robi, ale jej ciało przeciwnie. Ręce same zaczęły rozbierać Adama z koszulki, a ten przejmując inicjatywę chwycił ją w pasie, a ona oplotła go nogami. Chłopak zaniósł ją do łazienki gdzie kładąc na szafce pozbawił koszuli. Dziewczyna teraz czuła się jeszcze bardziej niepewna, Adam odsunął się minimalnie patrząc ogólnie na jej ciało, ręce były owinięte białymi bliznami. Horoszczak widząc jej niepewność uśmiechnął się i zaczął całować każdy milimetr jej gołego ciała zaczynając od dłoni, przez szyję aż do pępka pozbawiając ją w między czasie biustonosza i spodni. Wiktoria była szczęśliwa, że wreszcie znalazła tego, który pomimo prawdy jej nie zostawił. Rozkoszowała się każdą chwilą, każdym dotykiem Adama, każdym drżeniem ciała pod jego ustami. Brunet przerwał falę pocałunków i spojrzał w jej oczy, teraz oboje mieli iskierkę, która mówiła wszystko. Później oboje dopełniali siebie, tworzyli jedność, harmonię.
Wiktoria obudziła się w objęciach Adama, oboje byli skuleni w kącie wanny. Lekki chłód przeszył jej ciało, dziewczyna przetarła oczy i spojrzała na zegarek w telefonie chłopaka. 4;37. Nie odpowiedni czas na pobudkę, ale nie miała już ochoty na sen. Powoli oswobodziła się z jego ramion, złapała szlafrok z wieszaka i przykryła mężczyznę. Sama poszła do kuchni zrobić sobie kawę. Musiała w końcu wytrwać te kilka godzin aż Adam wstanie. Po drodze poczuła, że jest kompletnie goła i na szybko założyła drugi szlafrok. W salonie stała jeszcze resztka wina. Na samo wspomnienie o całej sytuacji dziewczynę przeszył dreszcz. Poszła prosto przed siebie do kuchni, wstawiła wodę i wyszła na balkon. Przyjemny chłodek od razu ją obudził. Pomimo wczesnej pory na ulicach Warszawy krzątali się ludzie, co i raz przejeżdżał samochód. Blondynka usiadła na plecionym fotelu i wyjęła z kieszeni starą fotografię ojca. Spojrzała na nią z pełną powagą, skupiła się na oczach. W głowie przemknęły setki wspomnień. Jego czarne włosy, które ociekały wodą gdy wychodził z morza podczas wakacji, oczy, tak samo zielone jak jej, które zdradzały każde uczucie i ten ból… ból gdy był już na skraju sił, gdy chciał się poddać, ale walczył dla niej, nos, który drażnił ją gdy chciała płakać, wąsy i krótki, parodniowy zarost drapiący gdy ją całował, usta, z których tyle razy powtarzał te samo, jedno zdanie, które ratowało ją za każdym razem. „Nie płacz, Myszko, bo i ja będę płakał.”. Mimo iż miała nie płakać, pierwsza łza już popłynęła. Mimo tego chciała go sobie przypomnieć, widziała go na sofie, leżał w ich domu, wrócił właśnie z pracy, a ona ze szkoły, pobiegła do niego, przytuliła, a on ją zaczął łaskotać. Na stole jak zawsze leżały cukierki, zawsze jak wracał musiał co kol wiek kupić. Widziała go w wakacje, nad morzem, robił jej zdjęcie jak się bawiła, cieszyła, on też się cieszył. Widziała siebie na przedstawieniu, gdy stał, taki dumny. Jego Myszka taka piękna, jak księżniczka. Czuła na sobie jego ramiona, jego sweter, jego zapach. Widziała ten dzień gdy wyszli na spacer i spotkała ich burza, tak się bała, ale on ją bronił. Zmienił koszulkę i powiedział, że teraz burza pójdzie… i poszła. Tyle planował. Miała 4 lata, ale pamiętała go jakby zmarł wczoraj. Pamiętała ten ostatni dzień. Kiedy wychodził z domu, pierwszy raz wszedł do jej pokoju, podszedł, przytulił i pocałował. „Do widzenia Myszko”. On wiedział. Wiedział, że jak teraz wyjdzie to już nie wróci. Nie mylił się. Już nie wrócił, ale ona do niego wróci. Kiedyś na pewno. Wiktorii nie raz zdarzały się takie powroty do przeszłości, mimo niewyobrażalnego bólu, lubiła to. Chociaż wspominać jego obecność. W głowie zawsze słyszała tę samą pieśń przeplatającą się z jego głosem śpiewającym „Jesień
„So if I haven’t yet
I’ve gotta let you know

You’re never gonna be alone
From this moment on
If you ever feel like letting go
I won’t let you fall
You’re never gonna be alone
I’ll hold you till the hurt is gone”


Z zamyślenia wyrwał ją odgłos otwieranych drzwi balkonowych. Była pewna, że ujrzy Adam, którego musiała obudzić robiąc kawę, ale to jednak nie był on.

1 komentarz: