poniedziałek, 13 kwietnia 2015

UWAGA

W związku z moim wypadkiem kolejny rozdział raczej nie pojawi się w tym tygodniu. Dziękuje, pozdrawiam.

wtorek, 7 kwietnia 2015

XIII "Sex on fire"



-Będę za 20 minut.- biegła wolnym truchtem myśląc wciąż naprzemiennie o Konradzie i Igorze, mijała kolejne ulice Warszawy, a było dopiero przed 10, a ona już biegła do swojego księcia.
-Ej nie myślałem, że tak dosłownie to przyjmiesz!- zaśmiał się Herbut w słuchawce, a ona aż się zatrzymała.- Bądź o 19:30, bo nie zdążę teraz wszystkiego zrobić, okej mała?
-Jasne.- burknęła i cały jej optymizm uszedł. Rozłączyła się i ruszyła w stronę domu. Zawiedziona biegła jak najszybciej i przetwarzała w myślach całą sytuację. „Nie myślałem, że tak dosłownie to przyjmiesz…” Ciekawe co, jak od razu po powiedzeniu tej głupiej kwestii się rozłączył! Wściekła ruszyła jeszcze szybciej i po 5 minutach była już pod blokiem. Chyba rekord. Nabiła kod i wbiegła po schodach na 4 piętro. Z hukiem otworzyła drzwi, rzuciła torbę i poszła do łazienki. Odkręciła kran, wlała płynu do wanny i poszła do wieży, by puścić odpowiednią muzykę. The rasmus, idealne. Zamknęła jeszcze drzwi podwójnie na zamek, zasłoniła okna, by w mieszkaniu było jeszcze mroczniej, pogłośniła muzykę, by było słychać ją w łazience, ale by nie raziła sąsiadów i wskoczyła zła do wanny. Gorąca woda uraziła delikatną skórę, ale nie martwiła się tym. W głowie nadal miała jego słowa. Burak. Mruknęła w myślach i nagle oprzytomniała!”Nie zdążę teraz wszystkiego zrobić…”
-A to małpa! Szykuje coś!- zawołała zadowolona do siebie i od razu radość wróciła, złość zastąpiła ogromna ciekawość przed wieczorem. Złapała szampon i żel do mycia. Oj tak… To będzie ciekawy wieczór- pomyślała i wzięła się za mycie włosów i ciała.


Punkt 19:45 stała przed mieszkaniem Igora, w czarnej sukience koktajlowej podkreślającej jej gorę, lecz wyszczuplające dolną część ciała, która jak zawsze przyprawiała ją o kompleksy. Włosy podkręciła lokownicą i pozostawiła w artystycznym nieładzie. Do tego delikatny makijaż i jedyne co psuło cały ten urok to buty. Jako, że po ostatnim wypadzie w szpilkach do restauracji, która zakończył się spacerem po lesie, jej obcas odleciał jedyne co jej pozostało to… czerwone Conversy. Westchnęła głęboko i modląc się, aby nie było tak źle jak myśli za te buty zapukała trzy razy w drzwi.
 Za drzwiami było słychać głośną muzykę, jednak specjalne drzwi bardzo dobrze ją tłumiły i nie dało się odróżnić co to było. Igor po kilku sekundach przekręcił klamkę i ukazał Dagmarze usianą płatkami róży drogę prowadzącą do salony. Blondyn klikną coś na pilocie i ostra muzyka, prawdopodobnie Metalica przełączyła się na spokojną, cichą, nastrojową melodię graną przez orkiestrę smyczkową. Dagmara jednak nie rozpoznała melodii, ale wiedziała, że wybrał ją specjalnie dla niej. Taki już był. Przez ten krótki czas ich znajomości, a co dopiero związku, co chwila robił jej takie romantyczne wieczory, kupował prezenty i zabierał w urocze miejsca. Przesadnie romantyczny mężczyzna… Albo bał się jej straty.  Nieustające myśli o Konradzie, które męczyły ją przez większość drogi teraz powróciły. Wizje tamtych lat… Przed nią stał szczupły blondyn, z nieziemskim uśmiechem i głosem, romantyczny, utalentowany, czuły… Konrad? Nie dość, że dwa razy większy i chociaż miał nieziemską urodę… Duszę miał miej piękną. Dawniej również był niesamowity, zabawny, troskliwy, ale i zaborczy, ale z każdym rokiem był coraz gorszy. Odkąd poszli razem do liceum z każdym tygodniem stawał się okropny. Stawał się potworem. Nigdy wtedy nie zrobił dla niej takiego gestu, stawiał wymagania, ale nigdy nie dawał niczego w zamian.  Nie wiedziała czy to wina presji wywołanej w szkole, czy w studiu czy po prostu myliła się co do niego, ale wiedziała, że ich rozstanie rok temu to najlepsza decyzja jaką podjęła. Ten związek ją niszczył. Nie chciała nigdy do tego wracać, ale każde ich spotkanie o tym przypominało.
-Zapraszam do środka.- niski głos Herbuta wyrwał ją z tych wspomnień i ochoczym gestem ręki zaprosił do środka, dziewczyna posłusznie weszła.
-No Panie Herbut postarał się Pan. Mam nadzieję, że moje mało wyjściowe buty nie będą Panu przeszkadzać?- wydukała zachwycona niespodzianką i spojrzała na jej czerwone Conversy. Zdecydowanie nie pasowały na tu i teraz.
-To nie ma znaczenia.- uśmiechnął się, objął ją w talii i czule pocałował, po czym złapał delikatnie za nadgarstek i pociągnął ścieżką do dużego pokoju.
Na środku stał mały stolik, a na nim białe róże i świece. Igor odchylił jedno z krzeseł i nalał Dagmarze lampkę wina.
-Matko! Chcesz mi się oświadczyć czy co?- zaśmiała się i upiła łyk czerwonego trunku. Nie była fanką żadnych win, jednak to było do wypicia, lekko gorzkie, ale nadal słodkie.
- Droga Dagmaro, nie czas na żarty.- powiedział nonszalancko jednak z trudem ukrywał zadowolenie ze swojego uczynku. Przyniósł tacę z kuchni, a na niej dwie porcje Su shi. Podał jej porcję i usiadł naprzeciw dziewczyny.
-Wiem, że twoje ulubione jest z awokado i ogórkiem więc proszę.- uśmiechnął się czule.  Na jej macie leżała nie mała porcja Uramaki California Gold, jej ulubione danie. Wiedziała, że robił je sam przez co jeszcze bardziej była zachwycona, bo nie jest to najprostsze danie. Spojrzała na jego matę- Uramaki z krewetką i węgorzem. Nie żałował sobie…
-No proszę. Pamiętałeś. Więc co to za okazja?- przeszła do konkretów kręcąc palcem po okręgu kieliszka od wina.
-Na początku muszę powiedzieć, że prócz butów pięknie wyglądasz.- uśmiechnął się jeść swoje danie. Dagmara wzięła kawałek i spojrzała czujnie na mężczyznę.
-Albo coś przeskrobałeś i chcesz się podlizać… Albo nie mam innego pomysłu.
-Hahaa- wybuchła głośnym śmiechem aż się zachłysną, powoli wracał do nromy gdy Dagmara nadal czujnie go obserwowała- A nie pomyślałaś, że mam bardzo! Dobrą wiadomość i chcę dodatkowo sprawić by ten wieczór był najlepszym jak dotąd w naszym związku?
-Nie, tego nie brałam pod uwagę.- mruknęła niepewnie i wzięła się za jedzenie. W głośnikach zaczęły lecieć pierwsze nuty „Love story” Wilków.
-Więc, tak. Mam dla ciebie bardzo dobrą wiadomość! – Igor był podekscytowany jak nigdy, uśmiech zajął połowę twarzy i wglądał jakby z radości miał wyskoczyć z ciała.
-No słucham.- uśmiechnęła się i cierpliwie czekała, gdy ten wyjął z kieszeni kopertę i podał ją Dagmarze. Posłusznie ją otworzyła, a w środku umowa i kontrakt na wydanie płyty zespołu LemON- Nie…
To jedyne co zdołała z siebie wydukać. Ciepło ogarnęło jej ciało, uśmiech jak u Igora skradł połowę twarzy, a łzy powoli wzbierały się w kącikach oczu, z całej siły starała się nie piszczeć za szczęścia. Szybko wstała od stołu i pobiegła do mężczyzny, który tak jak ona wstał i rzuciła mu się na szyję tym razem piszcząc.
-Nie wierze!!!- zaczęła szeptać mu do ucha i ściskać z całej siły, na co mężczyzna tylko odpowiadał głośnym śmiechem- Udało Wam się!!!


Butelka po winie leżała w kącie pokoju, z głośników leciała cichutko Chemia w utworze „Hero”, a zakochana para leżała właśnie na skórzanej kanapie i popijała ostatnie łyki czerwonego trunku. Kolacja już skończona, deser zjedzony, litry łez szczęścia wylane, dziesiątki pocałunków oddanych. Dagmara miała rację. To fantastyczny wieczór, a dopiero 21.
-Kiedy zaczynacie pracę?- spokojny głos Dagmary był ukojeniem mężczyzny. Jej dotyk gdy leżała na jego piersi, gdy głaskał jej ramię w górę i w dół i jej spokojny oddech.  Mógł spędzać tak każdą wolną chwilę do końca życia. Ostatnie świeczki paliły się w oddali, zapach wanilii unosił się w powietrzu. Wanilia, jej ulubiony zapach. Delikatny, ale jaki słodki. Kompletnie odwrotne niż ona. Dla niej lepsza byłaby róża. Tak. Dlatego kupił białe róże. Białe bo gdy ją poznał wydawała się być zimna jak lód, jak zima, lecz z każdym dniem widział jak na jego oczach topniała i ukazywała tą piękną duszę, którą dotąd skrywała. Róża, bo była piękna, jak ona, słodka, ale pełna wigoru i niby niewinna, ale jakoby się do niej głębiej dobrać potrafiła być zadziorna i ranić tymi swoimi kolcami, że człowiek przy niej musiał przemyśleć każdy ruch, każde słowo, by nie narazić się na jej gniew,  w dodatku potrafiła być skromna i cicha, ale co by zdobyć serce mężczyzny, czy osiągnąć wyznaczony wcześniej cel, potrafiła świat obrócić do góry nogami i swoją urodą, silną wolą i wdziękiem zdobyć to za wszelką cenę. Ale wiadoma róża, róży nie równa. Jedne są wielkie, pełne gracji i wdzięku, inne mniej zgrabne, a jeszcze inne idealnie zbudowane, a jednak bez przesadności. To również była jej cecha. Potrafiła być taka zmienna, każdego dnia patrzył jak rano wydawała się być taką biedną, niezgrabną dziewczynką, potykające się o własne nogi, zabłąkaną we własnym świecie, by godzinę później pokazać, że nie da sobą pomiatać i jednym ruchem zniszczy każdego kto ośmieli się podważyć jej słowa, a na wieczór tego samego dnia mogła przyjść do niego ze łzami w oczach, mówiąc tylko jedno słowo „Proszę”, a on już wiedział, że jedyne czego wtedy potrzebuje to jego ramion, które oplotą jej małe ciało, tak bezbronne, bezradne w tamtej chwili, że człowiek mógłby ją pomylić z duchem, nie wiesz jak długo będzie w twoich ramionach, ale jest tak lekka, mała i delikatna, że w każdej chwili mogłaby zniknąć. Była jak sarenka, zbliżysz się za blisko, a ucieknie i już jej nie złapiesz. Chyba to kochał w niej najbardziej. Była dla niego wyzwaniem.  Była kobietą wręcz niemożliwą do zdobycia, a jednak jemu się udało. Zdobył ją, jest jego i teraz jego w tym wola, by poskromić jej dziką duszę.  Wiedział, że nie zna jej całej, że to dopiero część jej duszy, że gdzieś tam kryje kolejne sekrety i że przed nim jeszcze daleko droga, by odkryć ją całą. Wtedy do niej najbardziej pasowało określenie „Pięćdziesiąt twarzy Dagmary”.
-Od przyszłego tygodnia.- wyszeptał i pocałował ją we włosy.
-Macie już jakieś materiały?- Igor tylko się zaśmiał
-Czy mamy? Proszę. Nie licząc tego co napisaliśmy i zagraliśmy w Must’cie dzięki Wam mam materiał na dwie płyty! No może półtorej.
-Jak to?- podniosła się zaciekawiona i zmieniła pozycją tak, że teraz siedział na jego kolanach okrakiem i patrzyła w jego oczy. Oh te jej błękitne oczy, jak ocean….
-Adam odkąd jest z Wiki napisał wiele dobrych tekstów, a ja dzięki tobie… Też mam sporo. Jesteś moją muzą.- pocałował ją głęboko, jedną ręką odłożył swój kieliszek na podłogę, zrobił to samo z Dagmary kieliszkiem, a drugą ręką głaskał jej plecy od karku aż po lędźwie.  Pocałunek był coraz bardziej intensywny, ich usta grały pikantną grę, Igor podgryzał jej wargę i prosił, by go wpuściła, ale dziewczyna nadal drażniła się z nim i nie dopuszczała go do siebie. Z jego krtani wydobył się niski warkot, wiedział, że to kocha, ale nie chciał nigdy dawać jej tej satysfakcji, jednak teraz nie wytrzymał. Dziewczyna w jednej chwili zmiękła tak jak się spodziewał, uchyliła wargi co było dla niego zielonym światłem na drodze. Jego język zaczął niesamowitą grę wraz z jej, a dłonie odszukały zapięcie stanika i szybko się go pozbyły, złapał tylko pilota i przełączył na inną play listę. Wszystko miał zaplanowane. Z głośników poleciał Kings Of Leon „Sex on fire”. Tak. Zdecydowanie była jego muzą. Wszystko co działo się w jego życiu było na bazie muzyki, teraz gdy sam ją tworzył, to ona była jego muzyką, była jego motorem, napędzała go do działania, do osiągania tego co niemożliwe dla większości pospolitych ludzi. Była jego nadzieją, wiarą, siłą. Była wszystkim i te chwile gdy widział jej ciało nagie, spragnione jego dotyku, jego obecności, buchające żarem, wręcz zaraźliwym, sprawiającym, że i on płonął z pragnienia, w jego głowie słyszał te melodie, muzykę, widział partyturę, widział nuty, widział słowa, dziesiątki, tysiące słów układających się w zdania, w tekst. Widział to. Płyta sama się tworzyła i to wszystko dzięki niej. Każde chwile z nią sprawiały, że kolejna część albumu była gotowa. To ona była autorem tej płyty, nie on. On był tylko wykonawcą. Wydawało mu się, że już nie będzie mógł bez niej żyć. Była jak narkotyk.

piątek, 3 kwietnia 2015

XII The Most important is the here and now

Słońce dzisiaj grzało wyjątkowo mocno, już o 6 rano ulice Warszawy były przepełnione jego blaskiem.  Dagmara otworzyła z trudem oczy, jednak w jednej chwili jej ciało opanował szatan. Szybko wstała, wstawiła wodę na herbatę i pobiegła do łazienki. Dobrze wiedziała co teraz. Ten tydzień miała wolny od pracy, więc chciała go wykorzystać do granic możliwości, ani chwili wolnego.  Dziewczyna umyła twarz, nałożyła podkład, do tego tusz do rzęs, eyeliner, delikatne cienie, róż i była gotowa. Włosy spięła w wysoki kok, jedynie pojedyncze pasemka zwisały po bokach twarzy, ale dodawały one je jedynie uroku. Wyszła z łazienki, woda już się zagotowała. Wyjęła w locie kubek, herbatę i szybko wrzuciła torebeczkę, do tego łyżeczka cukru, wszystko zalała wrzątkiem i pobiegła dalej po ubrania. Szybko zdjęła z siebie całą piżamę. Była dziwną osobą, każdego dnia zamiast wpierw napić się kawy, umyć, ubrać i umalować, ona robiła praktycznie wszystko na opak, ale może właśnie za to Igor tak ją kocha. Sama myśl o nim sprawiła, że jej ciało przeszedł okropny, ale przyjemny dreszcz.
Zdjęła z siebie koszulkę. Złapała stanik sportowy, czarne figi, wyjęła letnie szarawary, do tego top, który idealnie kontrastował ze stanikiem i była gotowa.  Wybiegła do kuchni łapiąc w locie nerkę, do której wrzuciła telefon, słuchawki, fajki i portfel.  Herbata nie było już gorąca więc wypiła ją na dwa łyki, z blatu złapała jabłko, wgryzła się w nie na tyle mocno, aby mogła włożyć czarne Vansy i szybko wyszła z mieszkania, zamknęła tylko drzwi na klucz i już ruszyła biegiem po schodach. Czasami przerażał ją ten demon, który się w niej krył. Budził się tylko w te piękne dni, bądź gdy jej umysł opanował świat filozofii. Wtedy nie miała kontroli nad swoim ciałem.  Gdy tylko otworzyła drzwi kamiennicy jej ciało opanowało szaleńczo gorące powietrze. Wisła-pomyślała i wzięła kolejnego gryza. Wyjęła telefon, włączyła swoją ulubioną play listę składającą się z trzech wykonawców- Damien Rice, Hozier i Tabu. Była gotowe więc ruszyła truchtem przed siebie. Cud nad Wisłą to jej kierunek. Pierwsza piosenka byłą idealna na początek- „Nie bój się” Tabu. W rytmie pięknej melodii biegła uliczkami Warszawy, co chwila gryząc jabłko. Chłodny wietrzyk tylko umilał jej poranek. Nie musiała nawet patrzeć na drogę, znała ją na pamięć, wiedziała kiedy są pasy, kiedy skręcić. O tej porze te ulice były opuszczone, a nawet jeśli ktoś nią przechodził, coż… Trudno najwyżej na kogoś wpadnie. Nie lubiła patrzeć. Nienawidziła tego widoku. Nie cierpiała wielkich miast, marzyła o wolności w dzikiej naturze, ale to nie było jej dane. Kocha morze i dlatego zawsze biegnie nad Wisłę, a oczy otwiera dopiero w lesie, to jedyne miejsce, który przypomina jej o starym życiu.
Tak jak się spodziewała, całą drogę biegła sama. Zatrzymała się na ostatnich światłach, wyrzuciła ogryzek jabłka i przeszła przez ulicę. Ostatnia prosta- pomyślała i wzięła głęboki wdech, przed nią był już tylko las, a w uszach „Nie chcę umierac” ponownie Tabu. Uśmiechnęła się pod nosem i ruszyła dalej biegiem. Cieszyła się tym widokiem, tak dawno tutaj nie była, nie było przecież czasu, jedyne takie spacerki były po pobliskim parku, który był zatłoczony przez stare babcie z pieskami.  Teraz wreszcie poczuła wolność. Dzieliło ją już tylko niecałe 10 minut, cieszyła się tym, że poprzednie 30 minut przebiegła bez wielkiego trudu i nawet nie potrzebowała picia, kochała swój organizm za to, że nigdy się nie męczył. Ostatnie metry pokonała sprintem, a gdy jej oczom ukazała się woda jej ciało opanowała niesamowita radość. Biegła jeszcze szybciej a gdy poczuła piach pod nogami, zatrzymała się i usiadła. Zachowywała się jak małe dziecko, ale dobrze się z tym czuła. Wzięła w garść piasek i zaczęła bawić się w sitko. Gdy to jej się jednak znudziło, podeszła do wody, zdjęła buty i zanurzyła stopy. Chłodna, ale to ją nie interesowało.  Potrzebowała tego.  Jednak nie mogła tutaj wiecznie tkwić. Odwróciła się z trudem wyszła z wody. Ruszyła powoli w stronę wyjścia, Niedaleko był mały klub, w który Daga często chodziła tańczyć, tak było i dzisiaj. Gdy tylko nogi jej wyschły, założyła buty i pobiegła w jego stronę. Było przed 8 więc musiała chwilę poczekać więc kupiła butelkę wody.  Gdy wróciła drzwi były już otwarte, a pierwsza grupa już się szykowała na ćwiczenia. W recepcji dziewczyna wykupiła na godzinę salę i za chwilę już się na niej rozgrzewała gdy do środka wszedł wysoki brunet. Dziewczyna wyprostowała się i podeszła do niego, by za chwilę rzucić się w jego ramiona.
-Heej mała.- uśmiechnął się i pocałował ją w policzek, jego głos był kojący, a zarazem z nutą grozy.  Jednym słowem- seksowny!
-Hej Konrad. –odpowiedziała mu swoim delikatnym głosem i zbadała jego ciało od góry do dołu- przypakowałeś!- uśmiechnęła się chytrze i znowu go przytuliła
-Może troszkę.- odgryzł się- To co zaczynamy?
-Jasne!- uśmiechnęła się, a Konrad włączył odpowiednią muzykę. Oboje najbardziej kochali rumbe, ten taniec przypominał im o tych wszystkich latach kiedy byli razem i o ich rozstaniu.  Tylko ten taniec ją usatysfakcjonował. Dagmara i Konrad chodzili ze sobą prawie 5 lat, od gimnazjum coś między nimi było, ale dopiero rok temu uświadomili sobie, że ten związek ich niszczy. Zostali więc na poziomie przyjaciół.  Oraz partnerów do tańca! Nawet nie zauważyli kiedy minęła godzina, a uświadomił ich jedynie telefon Dagmary.
Na ekranie ukazało się zdjęcie Igora, a dzwonek "Crazy in Love" Beyonce mówiłam sam za siebie. Dagmara lekko się zarumieniła i szybko schowała telefon spowrotem do torby.
-Spokojnie.- usłyszała ten seksowny głos i szybko zbeształa się w duchu za te myśl- Rozumiem. I tak nasz czas minął.
-No tak... -bąknęła niepewnie i zaczęłą stąpać z nogi na nogę. Pomimo tego rozstania, nadal w głębi duszy coś do niego czuła, ale przecież teraz jest z Igorem, jest szczęśliwa. Więc czemu teraz jest jej głupio?
-Nowy chłopak?
-No tak wyszło, wiesz Konrad...- chciała mówić dalej, ale Konrad przystawił jej palec na usta i zaczął wpatrywać się dziko w jej oczy, a ona w jego, miał takie głębokie brązowe oczy, mogłaby w nich utonąć... NIE!
-Rozumiem. Wiedziałem przecież, że nie będę ostatnim w twoim życiu. Cieszę się, że masz kogoś i nie musisz mi się tłumaczyć. Przecież i tak jesteśmy przyjaciółmi.
Daga uśmiechnęła się tylko i wtuliła w jego ramiona. Mimo wszystko brakowało jej tego dotyku. Konrad miał o wiele szersze barki niż Igor, w dodatku jego mieśnie sprawiały, że wyglądał jak Brad Pitt. Poprostu ideał. Jednak... Musiała pamiętać o tym co działo się wcześniej. Nie chciała tego powtórzyć. Lekko odsunęła się od mężczyzny, a ten od razu wypuścił ją z objęć. Na pożegnanie tylko musnęła jego policzek i szybkim krokiem wyszła z sali nim złe wspomnienia opanują jej mózg.
W szatni szybko się przebrała, upięła włosy w luźny kucyk, poprawiła makijaż i wybiegła spowrotem do domu. po drodze wyjęła telefon i wybrała numer Igora. Nie dugo czekała by usłyszeć jego głos.
-PA PARA RAPA PA PAAA! Gratulujemy! Jest Pani największą szczęściąrą pod słońcem! Zapraszamy do posiadłości Igora Herbuta do odebrania nagrody! - nie dał jej słowem się odezwać i już się rozłączył. Zdezorientowana i rozbawiona całym przedstawieniem jeszcze szybciej ruszyła biegiem. Kierunek-> Mieszkanie Igora!