piątek, 23 maja 2014

V - Żyję w kraju, w którym wszyscy chcą mnie zrobic w ch...

Mieszkanie Adama było na 7 piętrze starej kamiennicy na Pradze. Nieciekawa okolica, mało ciekawi ludzie. Za każdym rogiem w cieniu chowali się nieletni pijacy, narkomani, bezdomni. Z sąsiedniej kamiennicy dobiegały głośne dźwięki domówki. Gdy weszli razem na skwar Adam bliżej przyciągną blondynkę i mocniej ścisnął jej dłoń.
-Tak dla pewności- wyszeptał jej do ucha. Nie miała nic przeciwko temu. Czuła się niepewnie, w brzuchu czuła lekki strach, a bliższa obecność Adama dodawała jej otuchy. Nie do końca jednak był to strach. Raczej wstyd. Wstyd przeszłości.  Patrzyła na tych wszystkich ludzi, wyniszczonych, szukających ujścia swych problemów w kieliszku wódki, w fajkach, w narkotykach. W ich twarzach, w ich oczach widziała tą samą dziewczynkę, którą była kiedyś. Ciężar młodzieńczych błędów dźwiga do dziś, nawet jeśli wcześniej o nim zapomniała teraz wrócił z podwójną mocą. Poczuła nieprzyjemny swąd i ból na całym ciele, stare rany, chowane pod toną fluidu wydawało się, że wyrastały ze skóry jak drzewa z ziemi. W głowie słyszała tylko jedną piosenkę.
 „Zostaw mnie z tą stratą
To nie jest to co robię
To nieodpowiednie miejsce
Aby myśleć o tobie”.
Na klatce na szczęście nikogo nie było. Wiki naciągnęła na całe ręce rękawy i schowała w nich dłonie. Kiedy byli już na samej górze, Adam kazał zamknąć dziewczynie oczy. Powoli weszła do środka. W przedpokoju było ciemno, lecz po chwili, za sprawą Adama, światło rozbłysło. Oczom Wiktorii ukazał się niewielki hol, przepełniony kurtkami i butami, w głównej mierze ukochanymi trampkami Horoszczaka. Weszła dalej. Przejście prowadziło do salonu, pomalowanego na bordowy, miły dla oczu kolor. Wielkie okna sprawiały, że w pomieszczeniu było bardzo jasno i przyjemnie. Na drewnianych panelach leżał biały dywan z wysokim runem, gdzie, niby przypadkiem, została porzucona ulubiona gitara Adama. Na półce, naprzeciw skórzanej kanapy, stał telewizor, a obok niego wieża stereo. Przed kanapą stał mały drewniany stolik na tyle duży, że dało się na nic spożywać obiad, aby wygodniej było siedzieć, położone były bordowe malutkie pufy.
Gdy znaleźli się w salonie, skąpanym w miękkim blasku świec, które dawały swoisty, pełen tajemniczości nastrój, Adam wyjął ze stojącego na stole wiaderka butelkę białego wina. Odkorkował, patrząc na Wiktorię, której ręce drżały z oczekiwania. Mężczyzna rozlał trunek do dwóch kieliszków, po czym podał jeden z nich dziewczynie.
- Za co wzniesiemy toast? - zapytała cicho. On tylko zmniejszył dzielącą ich odległość i wolną ręka delikatnie objął ją w pasie.
- Nie wiem. Może za nowy początek...? Za sukces...? Za nas...? Za Łemkowszczyznę...?-Blondynka uśmiechnęła się lekko.
- Nie starczy nam wina, by to wszystko uczcić - zażartowała.
- O to się nie martw - odparł, przesuwając dłoń niżej, na odkryty fragment skóry jej pleców. - W lodówce są jeszcze cztery butelki.-Wiki odsunęła się od niego na kilka centymetrów, jeśli nawet nie milimetrów, bo jego ramię na jej pasie zdecydowanie ograniczało zakres ruchów, a na twarzy przybrała zdziwienie.
 - Chcesz mnie upić, tak? A potem wywieść nie wiadomo gdzie i nie wiadomo dokąd? -Adam zaśmiał się cicho.
- To całkiem prawdopodobne - stuknął swój kieliszek o jej. - Zacznijmy od świętowania sukcesu zespołu, co na to powiesz?
- Zgoda - blondynka pokręciła z niedowierzaniem głową. - Wiesz co, trochę boję się, jaką to masz dla mnie niespodziankę, skoro na razie wszystko prowadzi do upicia, mnie...- pierwszą butelkę wina wypili podczas wesołej rozmowy o planach zespołu, Adam opowiadał o ich pracy nad płytą, wspomniał iż jest w niej duży wkład dziewczyna zwłaszcza w tekstach. Siedzieli obok siebie, jedna dłoń Adama wiecznie spoczywała na nodze Wiktoria, a druga raz po raz sięgała po kieliszek wina.  Po mniej więcej godzinie dziewczyna uświadomiła sobie, że nadal nie wie dla czego tak naprawdę Adam ją tu zaprosił.
-My tu pitu pitu, a ja dalej nie wiem z jakiej to okazji. Może wyjaśnisz?- chłopak od razu lekko spoważniał, ale dalej uśmiechał się od ucha do ucha, odłożył kieliszek i podszedł do komody stojącej pod ścianą, wyciągnął coś z pierwszej szuflady i wrócił na miejsce tym razem naprzeciwko dziewczyny.
-Więc…- zaczął trzymając w dłoniach kawałek papieru.- Zostałem… zaproszony.
-Ym… Ale… Gdzie?- dociekała Wiki, Adam wstał i usiadł obok niej chowając tajemnicza broszurę za plecami.
-Spokojnie. Powoli… Więc zostałem zaproszony. Do Turcji.- zaczął powoli z chytrym uśmieszkiem, Wiki już miała szerokiego banana na ustach, a w duchu piszczała na cały głos, ale powstrzymała się by to nie wyszło na zewnątrz jej ciała.- Na dwu tygodniowy pobyt w 3 gwiazdkowym hotelu. Wszystko opłacone, pobyt, śniadania, obiady, wycieczki, usługi, basen, Spa i tym podobne. Jedyne co to zapłacic za przelot… Ale. To nie wszystko. Mogę tam pojechac pod jednym pozorem.
-Jakim?
-Musze mieć osobę towarzyszącą.- spojrzał na nią wymownie, a ta już wiedziała o co chodzi. Tym razem uwolniła pisk i rzuciła mu się na szyję całując głęboko.- Hahhaha, rozumiem, że się zgadzasz?
-TAAAAK!- wykrzyczała, ale za chwilę znieruchomiała. Odsunęła się i spojrzała mu w oczy.-Nie. To jest za piękne. Musi być haczyk.
-No… Może jest…
-Jaki?
-Muszę raz na dzień wyjśc na godzinkę. Poprowadzić warsztaty jakiejś szkole muzycznej, ale to tylko raz dziennie i w dni powszednie.
-I już? Tylko za to?
-Tylko.- uśmiechnął się, a ta znowu rzuciła mu się w ramiona piszcząc cicho z radości, a Adam przusunął usta do jej ucha- Wiesz co jest jeszcze piękniejsze od Turcji?- wyszeptał muskając wargami płatki ucha. –Ty. Tylko ty. Moja. Caaaała moja. –odsunęła się minimalnie, spojrzała mu w oczy ujawniając ponownie tę małą iskierkę w jej zielonych, dzikich oczach. Nie musiała nic mówić. On wiedział. Jego ciało także. Przyległ ustami do niej, objął jej wargi, a ona wszczepiła dłonie w jego włosy. Jego usta oderwały się od niej i zjechały na szyję. Dłonie Adama wędrowały po jej plecach, usta badały każdy milimetr jej gorącej skóry na karku. Przeszył ją dreszcz, kilka kieliszków i obecność Horoszczaka tak właśnie na nią działały. Uczucie pożądania było tak silne, że jej ciało ogarnęła kolejna fala gorącej ekstazy. Z krtani Adama wydobył się pociągający warkot. Jego dłoń powoli odszukała zapięcie stanika, a druga rozpinała już bluzkę. Kiedy jeden rękaw zsunął się z ramienia ujawniając gołą skórę, Adam znieruchomiał. Blondynka zdziwiona jego zachowaniem spojrzała na rękę. Szybko odskoczyła od niego, z dala od zasięgu jego rąk. Poprawiła koszulę i spojrzała przez szklane oczy na jego twarz. Twarz pełną przerażenia, zdziwienia. Nie wytrzymała. Pierwsze łzy znalazły ujście na jej policzku. Pobiegła do przodu i ukryła się w łazience, nie zważając na chłopaka. Zamknęła drzwi na klucz i usiadła pod nimi, twarz schowała w dłoniach, mimo iż była sama, nie chciała ujawniać łez. Gdy się na chwilę uspokoiła, dłonią przesunęła po ręce. Dziesiątki, a może i setki ran po żyletce owijały jej rękę jak bat. Nawet jeśli minęło wiele miesięcy strupy po przeszłości zostały. Mimowolnie spojrzała na ramię. Białe pręgi, ślady po kuciach. Wszystko wróciło Wiki zapomniała rano nałożyć fluid. Teraz otrzymała karę.
Myślałaś, że się mnie pozbyłaś? Hahaha nic bardziej mylnego. Wróciłem i pożałujesz tego szmato.- jego głos wydobył się spod ziemi, niski, męski pomruk.  Ponownie wybuchła płaczem, wszystkie błędy z przeszłości stanęły przed jej oczami, wpadła w szał. Serce biło jak szalone, z niewyobrażalną siłą i bólem, zaczęła drapać swoje ciało z nadzieją, że rany znikną.
Po krótkiej chwili Adam lekko zapukał do drzwi, ale Wiki nie odpowiedziała. Chłopak jednak jie chciał  odpuścić.
-Wiki.- zaczął cicho i spokojnie, nie chciał być natrętny, Chciał dać jej czas. Mimo tego dziewczyna wciąż się nie odzywała.- Wiki proszę. Otwórz, porozmawiajmy.
-Odejdź.- wydukała  załamana i zmęczona płaczem. Ból rozsadzał jej głowę i całe ciało.
-Wiki…
-Zostaw mnie!- wybuchła krzykiem, Adam mimo tego nie odpuszczał. Znał ją mało, ale wiedział, że teraz potrzebuje pomocy. Wyjął zapasowy klucz i powoli, po cichu otworzył drzwi. Gdy zaczął je uchylać dziewczyna ponownie zaczęła płakać. Nie chciała, by widział ją w takim stanie. Nie chciała by ktokolwiek ją widział.- Nie wchodź- wyszeptała głosem pełnym litości, ale on był już w środku. Wiki siedziała pod ścianą. Brunet powoli podszedł do niej i przed nią kucną. Nie chciała na niego patrzeć. Chłopak jednak patrzył a nią ze współczuciem. Po chwili usiadł przed nią, jego dłonie chwycił jej dłonie, ale ona się wyrwała i zamknęła.

1 komentarz: