wtorek, 9 września 2014

X "Śniadanie do łóżka"



                Poranne słońce wypuściło swoje promienie prosto na gołe ciało dziewczyny. Wietrzyk z otwartego balkonu zmusił ją do pobudki, więc wstała zniechęcona i okryła swojego chłopaka kocem, raz jeszcze spojrzała na jego piękną twarz i ruszyła do kuchni. Wstawiła wodę na gaz i wyjęła dwa kubki. Dwie łyżki dla Adama, jedna dla niej. Wiedziała, że po wczorajszym dniu będzie potrzebował chociaż trochę kofeiny. Otworzyła lodówkę i wyjęła cztery jajka, kolejne słabości mężczyzny, jajecznica o poranku. Dzisiaj chciała zrobić mu dzień święty, dogadzać, aż mu wyjdzie to po dziurki w nosie. Pokroiła kiełbasę w kostkę, tak samo pomidory, troszkę cebuli, szczypiorek i bazylia, wstawiła patelnię na gaz i polała oliwą. Gdy już patelnia była rozgrzana, dodała wszystkie dodatki i poczekała, aż będą gotowe. W tym czasie zalała kawę i dodała odrobinę cukru.  Na końcu dodała jajka i położyła gotowe śniadanie na desce. W jedną rękę wzięła kawę w drugą deskę i ruszyła do pokoju. Cichutko zapukała i łokciem otworzyła drzwi.



-Dzień dobry.- wyszeptała i położyła śniadanie na stoliku nocnym, a sama usiadła na łóżku. Pocałowała mężczyznę w odsłonięty obojczyk i ponownie szepnęła- Wstawaj kochanie.



Mężczyzna uchylił jedną powiekę, jasność momentalnie go oślepiła, ale poznał ten zapach. Odsunął się w bok i przeciągnął na łóżku.



-A z jakiej to okazji?



-Z miłości.- uśmiechnęła się i pocałowała jego plecy.- Zaraz wracam idę się ubrać.



Adam szybko zabrał się za swoją ulubioną potrawę o poranku, popijając ją co chwilę kawą. Dziewczyna wyszła po dłuższej chwili z łazienki ubrana w czarne rurki, biały tshirt i czarny sweter. Włosy upięła w ciasny kok a za sobą ciągnęła walizkę.



-Uciekasz?- spytał zdezorientowany.



-Idę się spakować i zaraz wracam.



-Ah no tak! Długo ci to zajmie?



-Myślę, że za godzinkę będę.



-Tak długo?



-No niestety, ale od jutra 14 dni będziemy razem.



-I to ja rozumiem! - zawołał zadowolony i wypił ostatni łyk kawy.- A to - wskazał na patelnię- rekompensata?



-To dopiero początek.



            Dziewczyna zostawiła go samego z wieloma niewiadomymi i poszła do swojego mieszkania, ciepły wiatr o poranku i gwar miasta dodawał z jednej strony Warszawie uroku. Wiki wsiadła do tramwaju i 10 minut później była u siebie w mieszkaniu. Spakowała szybko najlepsze ubrania, na każdą pogodę, trochę zakupionych wcześniej kosmetyków i najważniejszą niespodziankę dla Adama. Dostała ją rok temu od Dagmara, pierwszy raz ją założy. Były to czarne body Lescana, czarny pas Chantelle do pończoch i czarne szpilki. Planowała już niedługo zrobić Adamowi niesamowitą niespodziankę i sprawić, że tej nocy już nigdy nie zapomni. Na końcu rzeczy osobiste, sprawdziła jeszcze raz dowód, paszport i już była gotowa. W pośpiechu złapała jeszcze jabłko i jak szalona wybiegła z mieszkania, zamknęła dwa razy zamki i pobiegła na przystanek. Tramwaj był punktualnie, równo z nią, przepchnęła się przez ludzi i zajęła miejsce między siedzeniami, gdzie swobodnie mogła mieć walizkę. Chwilę później była już u Adama, które także właśnie pakował swoją walizkę, kolejną. Już pod drzwiami stała jedna torba, trzy futerały z gitarami i teczka z jakimiś dokumentami, dziewczyna odłożyła walizkę na bok i podeszła do swojego mężczyzny.



-To co robimy jak skończysz?- zapytała kuszącym głosem i pocałowała go w czułe miejsce przy uchu.



-Co tylko zechcesz.- odpowiedział czułym pocałunkiem i zapiął ostatnią walizkę. Gdy już wszystko mieli gotowe, Wiktoria złapała Horoszczaka za koszulę i zaciągnęła go do sypialni. Musiała odreagować ostatnie dni, a upojne chwile z tym mężczyzną były idealnym lekarstwem. Bała się mu o wszystkim powiedzieć i na razie nie miała nawet takiego planu, ale wiedziała, że kiedyś ten dzień nadejdzie, ale nie dziś. Dzisiaj cieszą się ostatnimi chwilami w Polsce.





_ _ _







    Samolot był już na pasie startowym, wszyscy byli już na swoich miejscach.  Bagaże schowane, słońce powoli zachodziło, reflektory na lotnisku już oświetlały drogę. Kilka słów hostessy i informacja, że samolot zaraz wystartuje. Wiktoria z sercem w gardle złapała Adama za rękę i zaczęła powtarzać coś bezgłośnie.



-Co się dzieje?



-Zapomniałam ci powiedzieć, że mam lęk wysokości.- wydukała i kurczowa zacisnęła powieki. W tej samej chwili samolot ruszył i powoli zbliżał się do odbicia od ziemi, Wiki kurczowo zacisnęła dłonie aż Adamowi zbielały kostki a twarz wykrzywił grymas bólu, ale dziewczyna tego nie widziała, za bardzo się bała otworzyć oczy.



-Spokojnie, zaraz będziemy na miejscu. Nic się nie stanie. Obiecuje.- wyszeptał jej na ucho i pocałował w czoło. Turbulencje zarzuciły całym samolotem, ale trwały tylko chwilę, parę minut później Wiki stanowczo ochłonęła i zapadła w długi sen. Była zmęczona po wczorajszych urodzinach, ale lek na sen tylko upewnił ją, że lepiej odpłynąć w objęcia Morfeusza niż zmagać się z silami  powietrza . Już kilka godzin później wylądowali na miejscu.



-Witaj Turcjo. –wyszeptał z zachwytem Adam gdy wysiedli z samolotu.


__
Przykro mi, że spóźnione, ktoś mi zrobił zamieszanie ze wszystkim, ale uratowane dane :) Krótko ponownie, długo nie było i prędko nie będzie, bo plan lekcji jest tak pięknie zrobiony, że w środę jestem od 8 do 19 w szkole i nie dam rady za często pisać. DO tego nowe przedmioty więc przykro mi. Rozdziały będą rzadziej :c Czekam na komenatrze, bo nie wiem już dla kogo ja to nawet piszę :c