niedziela, 25 maja 2014

VIII - To moje zasady, to twój dzień zagłady.



            Zaspane oczy próbowały wyostrzyć obraz, na marne. Dłoń na oślep szukała budzika i wyłączyła alarm. Nieprzytomna brunetka dźwignęła się na nogi i ruszyła do łazienki. Nie długo musiała się budzić. Wystarczył jej zimny prysznic.
            Dagmara szła pewnym, energicznym krokiem do baru. Otworzyła tylne drzwi, założyła bluzę i fartuch, zaczęła przygotować kuchnię do użytku. Otworzyła drewniane okno rzucające widok na jezioro, ujrzała postać leżącą na molo, ale nie zwróciła na nią uwagi, uznała, że ma przewidzenia. Gdy po chwili ponownie tam spojrzała, a postać poruszyła się, przerażona zostawiła trzymaną w ręku ścierkę i ruszyła w stronę pomostu. Gdy blond czupryna uniosła się i ujawniła twarz mężczyzny, niepokój znikł.
-Co ty tu robisz?- Zapytała siadając obok niego.
-Myślę. -Odpowiedział i ponownie opadł na deski. Daga zauważyła zeszyt leżący pod jego ręką. Sięgnęła po niego, lecz ten zaprotestował. Po krótkiej szarpaninie, brunetka dostała, co chciała. Zaczęła przeglądać strony, aż dotarła do ostatniej zapisanej.
"Coś nie pozwala mi 
Ciągle być ślepym
Na wolność ptaków
I nawet dziś
Brak tych chwil
Kiedy dobrem karmię nas"
Zachwycona tekstem spojrzała na Igora i z powrotem na zeszyt. Zaczęła przeglądać każdą stronę, zdezorientowany blondyn bacznie się jej przyglądał. Wreszcie wyrwała jedną stronę i przysuwając dłonie do chłopaka zaczęła robić żurawia z origami. Radość od razu wróciła do blondyna, zachwycony dziełem Dagmary zrozumiał jej przekaz. Nie wierzył, że po jednym przeczytaniu brunetka wpadła na tak świetny pomysł, tyle dni melodia siedziała w jego głowie i nic takiego nawet nie przeszło mu przez myśl. A ona ot tak stworzyła najpiękniejszy, najprostszy i magiczny zarazem symbol tej piosenki. Zadowolony rzucił się na nią i zaczął ją całować. Oboje śmieli się w niebo głosy, teraz nie tylko melodia i teksty krążyła po jego myślach, przed oczami miał również teledysk do tej piosenki, widział dziesiątki osób łączących się w jedności jednym małym gestem. Jednym małym żurawiem. Zadowolony świetną interpretacją dziewczyny zaczął ją łaskotać, aż oboje wpadli do wody. Zimna ciecz otrzeźwiła jego umysł i podsunęła kolejny pomysł. Nagrania będą tutaj.
_ _ _
            Aromatyczny zapach kawy i ciepły wiatr zabrał Wiktorię z objęć Morfeusza. Dziewczyna powoli wyszła spod pierzyny, włożyła ciepłe kapcie i poszła do kuchni z szerokim uśmiechem. Podejrzewała, że jej przyjaciółka, jak co roku chciała sprawić jej niespodziankę w dniu jej święta.
-Daga nie mu...- Uśmiech znikł z jej twarzy, a radość zastąpiło przerażenie.-Co ty tu robisz?
Spytała pewnym, oschłym tonem do opartego o szafkę kuchenną mężczyznę. Miał na sobie czarne spodnie i bluzę, silne, duże dłonie trzymały kubek pełen gorącej kawy, drugi stal obok ekspresu. Palcem wskazał na otwarte drzwi balkonowe. Zgarbiona postać, z twarzą skierowaną ku ziemi, ruszyła przed siebie w stronę dziewczyny. Ta cofnęła się, ale drogę zablokowała jej wysepka w kuchni. Niepokój urósł w jednej chwili, serce zaczęło bić dwa razy szybciej, a oddech miała płytki i nierówny. Mężczyzna dalej szedł ku niej, wolnym, niedbałym krokiem. Gdy dzieliły go zaledwie centymetry od dziewczyny wyprostował się, odłożył kubek i przyjął dumną, groźną postawę.
-Wszystkiego najlepszego Wiktorio.- Jego głos był przesączony ironią i wrogością.
-Co ty tu robisz?- Wydobyła z siebie cichy, drżący głos, chciała się uwolnić, ale napór mężczyzny nie ustępował.
-Jak to, co? Moja pasierbica ma urodziny, miałbym jej nie odwiedzić? –Jego dłonie powędrowały na jej plecy aż po kark. Dziewczyna odruchowo zaczęło go odpychać, ale był szybszy. Przywarł do niej całym ciałem. Krzyk wyrwał się z jej krtani, ale mężczyzna jedną dłonią zakrył jej twarz, a drugą złapał za włosy.
-Nawet nie próbuj suko.-Spojrzał w jej oczy, twarz miał zimną, surową, kości policzkowe, parodniowy zarost i nos, ewidentnie nie raz złamany, nie dodawały mu uroku. – To jak? Będziesz grzeczna?
Dziewczyna powoli z przerażeniem w oczach pokiwała głową, a ojczym zabrał dłoń i odsunął się minimalnie. Gdy wyczuł, że Wiki nie ma odwagi się sprzeciwiać, złapał ją za nadgarstek i posadził na fotelu w salonie.
-To, co? Porozmawiamy?- Blondynka wiedziała, że teraz nie może pyskować. Źle by się to dla niej skończyło. Mężczyzna rozejrzał się po pokoju. -Nieźle się urządziłaś. Kto by pomyślał, że taka zdzira może mieszkać w takim luksusie.
-Nie jest…
-Jesteś! I nie dyskutuj. Jak inaczej nazwać córkę, która zostawiła samotną matkę i wyjechała? Zdzira to i tak mało powiedziane. Widzę, że już zapomniałaś co to dyscyplina. Z twoją matką od dawna cie szukaliśmy. Jedynym tropem był ten bar. Oboje chcemy przypomnieć ci czym grozi… prawda. Ona chciała robić awantury, ale… ja mam lepszy pomysł. Z takimi gnojami nie ma co się oszczędzać. Czyżbyś już zapomniała czym kończyły się wrzaski w domu?- mówił spokojnie z nutą rozbawienia w głosie. Blondynka siedziała skulona, unikała jego dłoni wędrującej nad jej twarzą. Przed oczami miała każdą noc, każde uderzenie.-Lepiej sobie przypomnij, bo tak samo skończy się twój związek jeśli ktokolwiek dowie się co działo w naszym domu. Twoja matka myśli, że właśnie cię katuję… Ale po co? Takie ciało trzeba wykorzystać nie tylko do bicia. Żeby było jasne. Jeśli jakakolwiek sytuacja z naszego domu ujrzy światło dzienne. Oboje pożałujecie. Ty i twój chłoptaś. Sprowadza cie on na bardzo niebezpieczną drogę. Będę sprawdzał co jakiś czas czy, aby na pewno zrozumiałaś. Za twoje ostatnie zwierzenia… Mam świetną karę. Ja i moi koledzy dawno nie mieliśmy tak ładnej dziewczynki…
-Nie!
-Słucham?!- krzyknął wściekły i złapał ją agresywnie za włosy. Dzieliły ich milimetry, mężczyzna spojrzał w jej przerażone oczy i uśmiechnął się.- To moje zasady, to twój dzień zagłady.- puścił ją, wstał i ruszył do wyjścia.- Dzisiaj w prezencie daruje ci jedną noc, ale możesz niedługo się  nas spodziewać.- był już przy samych drzwiach, spojrzał raz jeszcze na blondynkę, dziewczyna nadal siedziała przerażona w fotelu.- Jak za dawnych lat, co?- odezwał się z i z hukiem wyszedł. Dziewczyna przerażona schowała twarz w dłonie i wybuchła płaczem, trzęsła się ze strachu, nie mogła złapać oddechu, a serce omal nie wyskoczyło jej z piersi. Siedziała tak około 20 minut, aż udało się jej wykrztusić jedno zdanie.
„Tak się boje o siebie
O swój psychiczny stan.”

____
Adam zapukał do drzwi, ale nikt nie otwierał. Spróbował ponownie, odczekał kilka minut, nic. Próbował dalej, ale na marne. Spojrzał niepewnie na zegarek. Może był za późno? Może Wiktoria już jest w barze? 7:30. Był punktualnie. W głowie pojawiły się mu czarne scenariusze, zdenerwowany zaczął walić w dębowe drzwi i wołać imię dziewczyny. Ta jednak dalej nie reagowała. Nie było rady, musiał użyć innego sposobu. Wyjął z kieszeni scyzoryk i spróbował otworzyć zamek. Miał szczęście, że w młodości bawił się w złodzieja. Szybko otworzył drzwi i zdenerwowany wbiegł do domu.
-Wiki!- zauważył dziewczynę skuloną na fotelu.- Wiki, nic ci nie jest?- delikatnie starał się ją wybudzic.
-Adam?- wymamrotała na wpół przytomna, skierowała twarz ku brunetowi ujawniając rozmazany makijaż, podkrążone oczy i zaczerwienione ramię.
-Boże co ci się stało?- przerażony dotknął jej ręki, ale ta z bólu ją odsunęła.
-Ja.. Nic… Miałam lekki wypadek w wannie.
-I dla tego płakałaś?- nie wierzył jej w żadne słowo, widział, że rana wygląda na świeżą, zrobioną przez kogoś, kto ma mocny chwyt i wielkie dłonie.
-To… Bardzo bolało.
-Wiki spójrz na mnie.- dotknął delikatnie jej podbródka, dziewczyna otworzyła oczy i zrezygnowana spojrzała na chłopaka, minimalny ruch głową kosztował ją ogromnego bólu karku.
-Ał!
-Nadal uważasz, że to mały wypadek?- zapytał zdenerwowany brunet. Już wiedział, że ktoś musiał jej to zrobić, ale ta nie dawała za wygraną.
-Adam po prostu upadłam w wannie. Zahaczyłam o kant i tak wyszło. Wypadek.
-I stąd nie możesz ruszyć głową, masz siniaki na ręce, tak? I jeszcze miałaś siłę ubrać się w piżamę i tutaj przyjść? No chyba, że kąpałaś się w piżamie.- docinał mężczyzna. Wiki zignorowała jego słowa i powoli, ostrożnia wstała. Nie zważając na jego komentarze poszła do pokoju się ubrać. Adam korzystając z okazji, że jest sam zaczął szukać jakiś śladów szarpaniny, ale niczego nie znalazł. Tylko dwa kubki nienaruszonej, zimnej kawy.

___
Proszę, inaczej, groźne, ale jestem z tego dumna :) Czekam na komentarze, jak wam się podoba! :)

piątek, 23 maja 2014

VII - Dzień dobry, kocham Cię. Już posamrowałem Tobą chleb.


W szklanych drzwiach balkonu stał zdziwiony, ale chyba pozytywnie Igor Herbut. Równie zdziwiona była Wiktoria. Zauważyła, że jego wzrok powędrował poniżej jej twarzy i wtedy zrozumiała, że ma mocno odsłonięte piersi, szybko zasłoniła je ręcznikiem i mocno go zawiązała. Igor od razu wrócił do rzeczywistości.
-Y... Gdzie Adam?- Zapytał rozglądając się po pokoju.
-Śpi w... - Wiktoria zawahała się, ale Igor sam się domyślił.
-W wannie? Nono, to musiało być ostro. - Wiktoria spojrzała na niego wzrokiem mordercy wstając z siedzenie.- Dobra, dobra przesadziłem. - Zaśmiał się, a jego wzrok ponownie zsunął się na jej piersi tym razem szczelnie zakryte.- Ale tych atutów nie musisz ukrywać i tak.- Blondynka zaśmiała się i rzuciła w niego poduszką, którą miała pod ręką, ale ten czmychną szybko do łazienki. Wiki korzystając z chwili samotności poszła się ubrać do sypialni Adama.


-Adam, halo. Budzimy się, laska ci uciekła. Adam!- Wydarł się wreszcie po wielu nieudanych delikatnych próbach budzenia kuzyna. Horoszczak jak oparzony wyskoczył do góry uderzając czołem w Herbuta, który upadł aż na ziemię, zrzucając przy okazji szlafrok. Złapał się za obolałe miejsce.
-Gdzie jest Wiki?- Spytał masując rosnący siniak na czole.
-Jeszcze przed chwilą siedziała prawie goła na balkonie.- Zaśmiał się blondyn, a Adam jakby go coś oparzyło wstał z wanny.
-Halo, halo. Ona może to lubi, ale ja podziękuje.- Igor rzucił Horoszczakowi ręcznik dając mu do zrozumienia, iż jest całkiem goły. Brunet zawinął wokół bioder ręcznik i spojrzał na blondynka.
-Lepiej?
-Lepiej. No to musiało być ostro.- Igor rozejrzał się po pomieszczeniu, dookoła było pełno ubrań i bielizny. -No, ale się nie dziwię. Dla takiej dziewczyny...
-Co?
-Jak to, co? I te piersi...- Rozmarzył się Igor, a kuzyn rzucił w niego z całej siły ręcznik.
-W ogóle, po co tu jesteś?
-Jak to, po co? Rozumiem, że zaszalałeś wczoraj, ale muszę ci przypomnieć, iż za godzinę wyjeżdżamy na koncert.
-Kurwa.
-Nie, do Krakowa.- Adam już zaczął zbierać ubrania z podłogi i je zakładać. -Ej lubię twoje stylówki, ale koszulki wolę jak nosisz na prawej stronie. -Zrezygnowany brunet zdjął bluzkę, rzucił nią o ziemię i opadł na pralkę. Igor widząc to uznał, że musi interweniować.- Dobra. Idź się ogarniać, poczekamy. Najwyżej mniej zwiedzimy.
-Poważnie?
-Wolę to niż grać z takim lamuskiem na jednej scenie. - Oboje się uśmiechnęli, brunet poleciał do garderoby. Za chwilę wróciłby umyć zęby. Igor w tym czasie bacznie mu się przyglądał.
-Co?
-No nic. Nie spodziewałem się tego po tobie...- Adam ewidentnie nie rozumiał, o co mu chodzi.- No wiesz... Nie wiedziałem, że mój kuzyn lubi eksperymentować w takich miejscach.- Igor posłał mu wymowne spojrzenie, a ten oblał go szklanką wody.-EJ!

- - -
 Adam wchodząc do pokoju zauważył siedzącą na skórzanym fotelu Wiki ubraną w jego koszulkę. Zadowolony podszedł do niej i usiadł w fotelu obok. Nim zdążył się wysłowić dziewczyna już pytała.
-Co on tutaj robi?- Spytała wyraźnie zła
-Kto? Igor? Ma klucz… Musiał po mnie przyjść.
-Czemu?
-Zapomniałem, że dzisiaj gramy koncert.
-CO?!- Oburzona wstała z fotela zaczęła ubierać wczorajsze spodnie, które przyniósł Adam.
-No zapomniałem, przepraszam. Namieszałaś mi tak w głowie… - zaczął się podlizywać, a ta tylko przewróciła oczami i wyszła z pokoju.
***
Adam zaczął zmieniać ubranie, pakować rzeczy i gitarę. Koszulka Adidasa ociekała potem, przylegała do jego ciała niczym druga skóra. Koncert trwał nieco dłużej niż się spodziewali, ale fani nie odpuszczali i musieli grac 3 razy bis. Chłopaki czekali tylko na niego, ale ten roztrzepany, błądząc w myślach o ostatnich wydarzeniach pomieszał kable i musiał pakować wszystkie instrumenty od nowa. Było już mocno po 3 w nocy, gdy brunet wykończony padł na siedzenie srebrnego BMW Igora.

-Wykończony?- Zapytał znudzony Andrzej przeglądając stronę internetową na swoim Samsungu.
-Nie wiesz, ot tak ociekam potem i umieram ze zmęczenia. Wiesz to tak na niby.- Wykpił go Adam, odwrócił się i patrzył na ulicę za szybą. Był dozgonnie wdzięczny, że jego kuzyn nie kupił tak jak Andrzej auta z przyciemnianymi szybami. Podczas jazdy uwielbiał oglądać mijane widoki. Tak samo dzisiaj. Po szkle spływały krople deszczu, w kałużach na ulicy odbijały się światła latarni. – Ruszajmy wreszcie.- Wyszeptał, a Igor wedle rozkazu odpalił silnik i ruszyli. Przez całą drogę Andrzej gawędził z blondynem o minionym koncercie i zmianach w set liście. Gosia czasami tylko wtrącała się by wyrazić swoje zdanie na ten temat, ale większość czasu przysypiała. Adam jednak nie odzywał się wcale, jak zawsze. Wsłuchiwał się tylko w lecącą w tle muzykę i rozmyślał o ostatniej nocy spędzonej z Wiki.  Nie mógł sobie tego wszystkiego poukładać, każde słowo oddzielnie zatruwało jego umysł. Nie mógł on zrozumieć jak można doprowadzić kobietę do takiego stanu. Nie mógł pogodzić się z tym, co mu powiedziała. W głowie krążyły mu okrutne myśli o zemście i ukaraniu jej matki.
_ - _
Silnik samochodu ucichł, czyjeś dłonie szturchały delikatnie Adama w ramię. Brunet szybko obudził się i odruchowo wyskoczył do góry uderzając ponownie w czoło Igora.
-Durniu! Więcej cie nie budzę!- Wydarł się ten budząc przy tym Andrzeja i Gosię. Blondyn otarł obolałe miejsce i z powrotem usiadł za kierownicą oddychają głęboko by się uspokoić. Horoszczak zabrał rzeczy i poszedł do siebie, a Igor dalej pojechał zostawić przyjaciół.
 Zza horyzontu powoli zaczynało wychodzić słońce, ulice Warszawy ponownie zapełniały się samochodami ludzi spieszących się do pracy. Gdy wreszcie Herbut został sam i mógł wrócić do domu, po drodze zajechał do baru Wiktorii, wiedział, że jeszcze nikogo nie ma, ale nie chciał on niczego kupować. Chciał posiedzieć tylko nad jeziorem i pomyśleć. Przez ostatnie kilka dni te słowa męczyły jego myśli.
„To my w swych czynach uzdrawiamy
Nasze chore dusze
Dzieci naszych lęków”

Zostawił samochód, wziął zeszyt i poszedł na pomost.  Cisza i spokój, zimny wiatr i wschód słońca. Czy można sobie wymarzyć lepsze miejsce do tworzenia? Dla Igora nie. Usiadł na krańcu mola i otworzył zeszyt. Rozejrzał się dookoła, drzewa, łąki, łabędzie i kaczki. Nigdzie nie widać zgiełku i chaosu panującego w stolicy. Szum kołyszących się gałęzi, ptaki ćwierkające nad jego głową. Słowa same przelały się na papier.
Ten, którego wciąż ci brak
Skłania cię do ataku.
Łaskawym okiem
Spójrz na ten świat
Niech nam wszystkim będzie lepiej”

Przed oczami ponownie pokazali się wszyscy ci, którzy w niego zwątpili, krytykowali i skazali od początku na klęskę.  Ręka jak natchniona błądziła po kartce zapisując coraz to więcej liter.
„Gdy pytają go
Pytają go
Czy przestaliśmy czuć?
Choć wiem, że
Wszyscy śmiejemy się
W tym samym języku
Coś nie pozwala mi
Ciągle być ślepym
Na wolność ptaków
I nawet dziś
Brak tych chwil,
Kiedy dobrem karmie nas”
Nuty same układały się na pięciolinii.
„Czas, nie leczy ran
To my w swych czynach uzdrawiamy
Nasze chore dusze
Dzieci naszych lęków
W Tobie tonę,
Zapominam.


Staram się być kim chcesz,
Wtedy opadam z sił.”

Zgodnie z tekstem opadł do tyłu rzucając zeszyt na bok.
-Za dużo myślenia.- Wyszeptał i zamknął oczy oddając się ciszy. Pochłonięty myślą o piosence oddał się swojej wyobraźni.







Brunet zmęczony padł na sofę rzucając obok futerał z gitarą. Nie miał siły na nic.  Nawet myśl, że za godzinę obiecał Wiktorii pomóc otworzyć bar, nie motywowała go do wstania. Mimo to podniósł swoje ospałe ciało i ruszył do kuchni. Zrobił sobie mocną kawę i poszedł na balkon gdzie czekała go nie miła niespodzianka. Na stoliku leżała zielona koperta zapieczętowana odciśniętą szminką. Zdezorientowany usiadł w rogu, odłożył kubek i otworzył ją.
„Witaj kochanie.
Czyżbyś zapomniał, co Ci obiecałam przy naszym rozstaniu? Nigdy Ci nie odpuszczę. Jesteś mój, rozumiesz? Więc lepiej pilnuj Swojej nowej dziwki, bo oboje możecie na tym ucierpieć.
Twoja Oksana „

Zażenowanie i rozbawienie ogarnęło Horoszczaka. Nie mógł uwierzyć, że jego była dziewczyna była w stanie napisać coś tak głupiego. Chłopak dobrze pamiętał jej słowa, gdy się rozstawali, groziła, że nigdy więcej nie będzie miał innej dziewczyny, wpadła w furię, dla tego też z nią zerwał. Wiedział jednak dobrze, że nic poważnego nie zrobi, jednak niepokoiło go skąd o nich wiedziała i jak się tutaj dostała.


___
Blog uzupełniony :) Witam wszystkich! Postanowiłam przenieśc opowiadanie z grupy na bloga! :) Czekam na oceny :) Ależ się rozpisałam xD

VI - You're never gonna be alone...

-Wiki. Proszę.-wyszeptał. Leciutko podniósł na dłoni jej podbródek i spojrzał w jej oczy, ale ta nie odpowiedziała. Spojrzała w dół i zaczęła ponownie płakać. Adam nie mógł już na to patrzeć. Pomimo jej protestu chwycił ją mocno w ramiona i nie puścił pomimo wszelkich starań blondynki. Chłopak starał się ją uspokoić głaszcząc ją po głowię i szepcząc. Dziewczyna nie zwracała jednak na to uwagi. Cała się trzęsła, bała się myśli Adama, bała się jego reakcji i planów. Nie chciała by ją widział, już kilka razy popełniła ten błąd ujawniając całą prawdę przed „zaufanymi osobami”. Zawsze zostawała sama. Po chwili jednak nie miała już siły i bezwładnie opadła na jego ciało szepcząc tylko jedno słowo, pełne wyrzutów, bólu i zmęczenia.
-Przepraszam.- Siedzieli tak dłuższą chwilę, oddech dziewczyny powoli się uspokajał, drgawki ustawały. Adam uznał, że teraz może poruszyć temat.
-Wiki. Wiesz, że musimy o tym porozmawiać, bo… Okazuje się, że nie znam swojej dziewczyny.
-Nie Adam, proszę.- wszystko zaczęło się od nowa. Dziewczyna chciała się wyrwać, ale Horoszczak był szybszy i ją przytrzymał.
-Wiki. Nie odpuszczę ci tego. Muszę wiedzieć.- dziewczyna znieruchomiała więc ten rozluźnił uścisk.
-Po co? Inni też chcieli wiedzieć. Dopytywali aż odeszli. Ty też odejdziesz! Zostawisz mnie.
-Co? Wiki, pro…
-Nie. Tak będzie. Uznasz mnie za psychopatkę i odejdziesz! Wyrzucisz mnie za drzwi, zostawisz samą.
-Nie mów hop zanim nie skoczysz.- przerwał jej stanowczo, nie chciał tego słuchać, nie wierzył, że była w stanie tak go posadzać.- Czy ja jestem tak jak inni? Nawet jeśli nasz związek miałby się rozpaść, rodziny się nie zostawia.
-Naprawdę chcesz wiedzieć?
-Muszę, nie tylko chcę.
-Mówiłam ci już, że miałam trudne dzieciństwo. To nie było wszystko. Po śmierci ojca podróżowaliśmy z miasta do miasta. Nie byliśmy zbyt bogaci więc zawsze były to mieszkania w dzielnicach… patologicznych. Idealnych tak naprawdę do mojej rodziny. Moja matka kłóciła się z każdym, ze mną też. Rok po odejściu taty znalazła sobie jakiegoś fagasa. Na początku gdy coś mi zarzucali kłóciłam się, ale… Z każdym uderzeniem przestawałam. Zdarzało się, że chodziłam ze złamanymi żebrami i sinikami na ciele, ale tam nikt tego nie widział, a jak zwrócił uwagę w domu dostawałam kolejne uderzenia. Miałam koło 10 lat gdy zrozumiałam, że nie ma sensu się odzywać, gdy zaczynały się awantury siedziałam cicho i czekałam aż skończą, dostawał w twarz, ale nie było to tak bolesne. Żeby się wyrzyc chodziłam na ulicę i rozbijałam butelki o ściany i okna. Jak skończyłam 6 klasę znajomi z ulicy pokazali mi inne sposoby na wyładowanie stresu. Na klatce chłopaki pokazali mi różne sposoby. Te mniej i bardziej intymne. Wiedziałam, że seks, trunek, fajki czy narkotyki to nie przejdzie do mojego domu,  a na ulicy znajomi tego skurwiela wyczają i mnie zakablują. Zostało mi jedno wyjście. Żyletka. Chłopaki pokazali mi jak się ciąć żeby się nie zabić. No i tak jakoś się to ciągnęło, codziennie rano, wieczór, południe. Regularnie się cięłam. Gdy zabrakło mi miejsca na ręce zaczęłam w innych miejscach. Stres w domu zaczął się nasilać. Ten koleś zostawił matkę, a ona swoje smutki topiła w kieliszku, a kieliszek rozbijała na mnie. W końcu nie miałam już siły. Jak miałam niecałe 16 lat matka znalazła mnie w wannie pełnej krwi. Tak wiem co myślisz, masz rację. To miało być samobójstwo, ale nie wyszło. Zapomniałam zamknąć drzwi. Trafiłam na odwyk, stwierdzono uzależnienie. Byłam agresywna, nie jadłam, nie piłam. Nie dawali mi noży ani widelca, ale i łyżką dawałam radę się pociąć. Jak zabrali i to, potrafiłam się gryźć do krwi, aż zamknęli mnie w kaftan. Trwało to około 3 lat. W między czasie policja odebrało prawo do rodzicielstwa mojej matce, ale i tak byłam już pełnoletnia więc różnicy mi to nie robiło. Po tych 3 latach stwierdzono, że jestem bezpiecznym obywatelem i można mnie wypuścić, ale co tydzień miałam zjawiać się u psychologa. Tam też poznałam Dagę. Dzięki niej tylko wyszłam na prostą. Wszystko się poukładało, ale blizny zostały. Zawsze je ukrywam, jak się kąpie nigdy nie patrzę na moje ciało.
-Dlatego nigdy nie chciałaś się kochać.
-Bałam się twojej reakcji. Jak można kochać się z… podziabaną wariatką.
-Czy… Ty to masz na całym ciele?
-Prócz pleców, brzucha i piersi. –Wiki spojrzała w jego twarz, ale nic jej to nie dało. Widziała tylko, że głęboko się nad czymś zastanawia. Po chwili spojrzał na nią i głęboko ją pocałował. Adam nie chciał odpowiadać, wiedział, że w ich przypadku lamenty i mowy nie mają sensu. Tutaj działa muzyka. Wziął ją na ręce i zaprowadził do fortepianu. Niedawno napisał swoją własną wersję piosenki Power of Trinity na pianino i jej jako pierwszej właśnie teraz chciał się pochwalić. Usiedli na stołku, Adam przygotował instrument nuty i razem przenieśli się do innego świata.
-Ciągle brzmi nienawiść jak fałszywy ton
Wciśnij inny klawisz a naprawisz błąd
Dyrygentem zostań i batutą rządź
Nagle zjawi się ktoś, kto ma taki dar jak ty
Podobne spojrzenie i oka błysk
- zaczął, piosenka nie była dynamiczna i ostra jak oryginał, była melancholijna, pełna uczuć, emocji, dźwięki pianina nie były krótkie i szybkie, przeciwnie były powolne, wręcz tajemnicze. Tekst się przeciągał, ale nie był nudny. Był przerażająco skryty. Trafiał prosto do serca Wiktorii. Adam zrobił ze zwykłej piosenki świetną… balladę. Dopiero później zaczęła się rozkręcać. Dźwięki stały się żywsze, ale tylko po to by pobudzić człowieka do emocji. Klawisze przebijały się przez falę bólu i docierały do głębi serca dziewczyny. Muzyka działa na ich oboje kojąca. Działa jak książka na polonistę czy pisarza. Tutaj nie trzeba nawet słów, te dźwięki mówią same za siebie. –
Chodź ze mną, zanim zobaczę usłyszę piękno
Nigdy nie powiem ci dość
Chodź ze mną, oni tak szybko nie pobiegną
Zrobimy trochę na złość x2

Zapomniałeś hasła do paru serc i kont
Odkop tę znajomość spróbuj to połączyć w trop
Pogadanki zostaw do czynu przejdź i nie!
Nie zamykaj drzwi nie!
Nie pal mostów bo lont odetnę z pogardą i rzucę w kąt

Chodź ze mną, zanim zobaczę usłyszę piękno
Nigdy nie powiem ci dość x2
Chodź ze mną, oni tak szybko nie pobiegną
zrobimy trochę na złość x2

Boisz się że będziesz sam radę ci dam
Musisz tylko trochę polubić ludzkość
I ty też z kąta wyjdź dziewczyno, bo
Nie grodzi ci już dzisiaj samotność
Dlatego znajdź dance floor i rzadko gadaj
Zawiruj jak my ostro
Tańcz szaleńczo podpowiadam
Tańcz bracie tańcz siostro...

Zapomniałeś hasła do paru serc i kont
Odkop tę znajomość spróbuj to połączyć w trop
Pogadanki zostaw do czynu przejdź i nie!
Nie zamykaj drzwi nie!
Nie pal mostów bo lont odetnę z pogardą i rzucę w kąt

Chodź ze mną, zanim zobaczę usłyszę piękno
Nigdy nie powiem ci dość x2
Chodź ze mną, oni tak szybko nie pobiegną
Zrobimy trochę na złość x2

Chodź ze mną, pokażę wiedzę ci tajemną
Starych zaklęć znajomość
Starych zaklęć znajomość


Wiki spojrzała na Adama pełna nadziei, że faktycznie. Nie jest on jak inni. Może faktycznie jej nie zostawi. Przytuliła się do niego i pocałowała jego odkryty obojczyk, a on pocałował ją w czoło. Jeszcze raz na niego spojrzała, wiedziała, że teraz jest ten czas. Ten moment. Pocałowała go mocno, Adam zrozumiał jej intencje, przysunął się bliżej i objął jej ciało całując namiętnie. Wiktoria była niepewna tego co robi, ale jej ciało przeciwnie. Ręce same zaczęły rozbierać Adama z koszulki, a ten przejmując inicjatywę chwycił ją w pasie, a ona oplotła go nogami. Chłopak zaniósł ją do łazienki gdzie kładąc na szafce pozbawił koszuli. Dziewczyna teraz czuła się jeszcze bardziej niepewna, Adam odsunął się minimalnie patrząc ogólnie na jej ciało, ręce były owinięte białymi bliznami. Horoszczak widząc jej niepewność uśmiechnął się i zaczął całować każdy milimetr jej gołego ciała zaczynając od dłoni, przez szyję aż do pępka pozbawiając ją w między czasie biustonosza i spodni. Wiktoria była szczęśliwa, że wreszcie znalazła tego, który pomimo prawdy jej nie zostawił. Rozkoszowała się każdą chwilą, każdym dotykiem Adama, każdym drżeniem ciała pod jego ustami. Brunet przerwał falę pocałunków i spojrzał w jej oczy, teraz oboje mieli iskierkę, która mówiła wszystko. Później oboje dopełniali siebie, tworzyli jedność, harmonię.
Wiktoria obudziła się w objęciach Adama, oboje byli skuleni w kącie wanny. Lekki chłód przeszył jej ciało, dziewczyna przetarła oczy i spojrzała na zegarek w telefonie chłopaka. 4;37. Nie odpowiedni czas na pobudkę, ale nie miała już ochoty na sen. Powoli oswobodziła się z jego ramion, złapała szlafrok z wieszaka i przykryła mężczyznę. Sama poszła do kuchni zrobić sobie kawę. Musiała w końcu wytrwać te kilka godzin aż Adam wstanie. Po drodze poczuła, że jest kompletnie goła i na szybko założyła drugi szlafrok. W salonie stała jeszcze resztka wina. Na samo wspomnienie o całej sytuacji dziewczynę przeszył dreszcz. Poszła prosto przed siebie do kuchni, wstawiła wodę i wyszła na balkon. Przyjemny chłodek od razu ją obudził. Pomimo wczesnej pory na ulicach Warszawy krzątali się ludzie, co i raz przejeżdżał samochód. Blondynka usiadła na plecionym fotelu i wyjęła z kieszeni starą fotografię ojca. Spojrzała na nią z pełną powagą, skupiła się na oczach. W głowie przemknęły setki wspomnień. Jego czarne włosy, które ociekały wodą gdy wychodził z morza podczas wakacji, oczy, tak samo zielone jak jej, które zdradzały każde uczucie i ten ból… ból gdy był już na skraju sił, gdy chciał się poddać, ale walczył dla niej, nos, który drażnił ją gdy chciała płakać, wąsy i krótki, parodniowy zarost drapiący gdy ją całował, usta, z których tyle razy powtarzał te samo, jedno zdanie, które ratowało ją za każdym razem. „Nie płacz, Myszko, bo i ja będę płakał.”. Mimo iż miała nie płakać, pierwsza łza już popłynęła. Mimo tego chciała go sobie przypomnieć, widziała go na sofie, leżał w ich domu, wrócił właśnie z pracy, a ona ze szkoły, pobiegła do niego, przytuliła, a on ją zaczął łaskotać. Na stole jak zawsze leżały cukierki, zawsze jak wracał musiał co kol wiek kupić. Widziała go w wakacje, nad morzem, robił jej zdjęcie jak się bawiła, cieszyła, on też się cieszył. Widziała siebie na przedstawieniu, gdy stał, taki dumny. Jego Myszka taka piękna, jak księżniczka. Czuła na sobie jego ramiona, jego sweter, jego zapach. Widziała ten dzień gdy wyszli na spacer i spotkała ich burza, tak się bała, ale on ją bronił. Zmienił koszulkę i powiedział, że teraz burza pójdzie… i poszła. Tyle planował. Miała 4 lata, ale pamiętała go jakby zmarł wczoraj. Pamiętała ten ostatni dzień. Kiedy wychodził z domu, pierwszy raz wszedł do jej pokoju, podszedł, przytulił i pocałował. „Do widzenia Myszko”. On wiedział. Wiedział, że jak teraz wyjdzie to już nie wróci. Nie mylił się. Już nie wrócił, ale ona do niego wróci. Kiedyś na pewno. Wiktorii nie raz zdarzały się takie powroty do przeszłości, mimo niewyobrażalnego bólu, lubiła to. Chociaż wspominać jego obecność. W głowie zawsze słyszała tę samą pieśń przeplatającą się z jego głosem śpiewającym „Jesień
„So if I haven’t yet
I’ve gotta let you know

You’re never gonna be alone
From this moment on
If you ever feel like letting go
I won’t let you fall
You’re never gonna be alone
I’ll hold you till the hurt is gone”


Z zamyślenia wyrwał ją odgłos otwieranych drzwi balkonowych. Była pewna, że ujrzy Adam, którego musiała obudzić robiąc kawę, ale to jednak nie był on.

V - Żyję w kraju, w którym wszyscy chcą mnie zrobic w ch...

Mieszkanie Adama było na 7 piętrze starej kamiennicy na Pradze. Nieciekawa okolica, mało ciekawi ludzie. Za każdym rogiem w cieniu chowali się nieletni pijacy, narkomani, bezdomni. Z sąsiedniej kamiennicy dobiegały głośne dźwięki domówki. Gdy weszli razem na skwar Adam bliżej przyciągną blondynkę i mocniej ścisnął jej dłoń.
-Tak dla pewności- wyszeptał jej do ucha. Nie miała nic przeciwko temu. Czuła się niepewnie, w brzuchu czuła lekki strach, a bliższa obecność Adama dodawała jej otuchy. Nie do końca jednak był to strach. Raczej wstyd. Wstyd przeszłości.  Patrzyła na tych wszystkich ludzi, wyniszczonych, szukających ujścia swych problemów w kieliszku wódki, w fajkach, w narkotykach. W ich twarzach, w ich oczach widziała tą samą dziewczynkę, którą była kiedyś. Ciężar młodzieńczych błędów dźwiga do dziś, nawet jeśli wcześniej o nim zapomniała teraz wrócił z podwójną mocą. Poczuła nieprzyjemny swąd i ból na całym ciele, stare rany, chowane pod toną fluidu wydawało się, że wyrastały ze skóry jak drzewa z ziemi. W głowie słyszała tylko jedną piosenkę.
 „Zostaw mnie z tą stratą
To nie jest to co robię
To nieodpowiednie miejsce
Aby myśleć o tobie”.
Na klatce na szczęście nikogo nie było. Wiki naciągnęła na całe ręce rękawy i schowała w nich dłonie. Kiedy byli już na samej górze, Adam kazał zamknąć dziewczynie oczy. Powoli weszła do środka. W przedpokoju było ciemno, lecz po chwili, za sprawą Adama, światło rozbłysło. Oczom Wiktorii ukazał się niewielki hol, przepełniony kurtkami i butami, w głównej mierze ukochanymi trampkami Horoszczaka. Weszła dalej. Przejście prowadziło do salonu, pomalowanego na bordowy, miły dla oczu kolor. Wielkie okna sprawiały, że w pomieszczeniu było bardzo jasno i przyjemnie. Na drewnianych panelach leżał biały dywan z wysokim runem, gdzie, niby przypadkiem, została porzucona ulubiona gitara Adama. Na półce, naprzeciw skórzanej kanapy, stał telewizor, a obok niego wieża stereo. Przed kanapą stał mały drewniany stolik na tyle duży, że dało się na nic spożywać obiad, aby wygodniej było siedzieć, położone były bordowe malutkie pufy.
Gdy znaleźli się w salonie, skąpanym w miękkim blasku świec, które dawały swoisty, pełen tajemniczości nastrój, Adam wyjął ze stojącego na stole wiaderka butelkę białego wina. Odkorkował, patrząc na Wiktorię, której ręce drżały z oczekiwania. Mężczyzna rozlał trunek do dwóch kieliszków, po czym podał jeden z nich dziewczynie.
- Za co wzniesiemy toast? - zapytała cicho. On tylko zmniejszył dzielącą ich odległość i wolną ręka delikatnie objął ją w pasie.
- Nie wiem. Może za nowy początek...? Za sukces...? Za nas...? Za Łemkowszczyznę...?-Blondynka uśmiechnęła się lekko.
- Nie starczy nam wina, by to wszystko uczcić - zażartowała.
- O to się nie martw - odparł, przesuwając dłoń niżej, na odkryty fragment skóry jej pleców. - W lodówce są jeszcze cztery butelki.-Wiki odsunęła się od niego na kilka centymetrów, jeśli nawet nie milimetrów, bo jego ramię na jej pasie zdecydowanie ograniczało zakres ruchów, a na twarzy przybrała zdziwienie.
 - Chcesz mnie upić, tak? A potem wywieść nie wiadomo gdzie i nie wiadomo dokąd? -Adam zaśmiał się cicho.
- To całkiem prawdopodobne - stuknął swój kieliszek o jej. - Zacznijmy od świętowania sukcesu zespołu, co na to powiesz?
- Zgoda - blondynka pokręciła z niedowierzaniem głową. - Wiesz co, trochę boję się, jaką to masz dla mnie niespodziankę, skoro na razie wszystko prowadzi do upicia, mnie...- pierwszą butelkę wina wypili podczas wesołej rozmowy o planach zespołu, Adam opowiadał o ich pracy nad płytą, wspomniał iż jest w niej duży wkład dziewczyna zwłaszcza w tekstach. Siedzieli obok siebie, jedna dłoń Adama wiecznie spoczywała na nodze Wiktoria, a druga raz po raz sięgała po kieliszek wina.  Po mniej więcej godzinie dziewczyna uświadomiła sobie, że nadal nie wie dla czego tak naprawdę Adam ją tu zaprosił.
-My tu pitu pitu, a ja dalej nie wiem z jakiej to okazji. Może wyjaśnisz?- chłopak od razu lekko spoważniał, ale dalej uśmiechał się od ucha do ucha, odłożył kieliszek i podszedł do komody stojącej pod ścianą, wyciągnął coś z pierwszej szuflady i wrócił na miejsce tym razem naprzeciwko dziewczyny.
-Więc…- zaczął trzymając w dłoniach kawałek papieru.- Zostałem… zaproszony.
-Ym… Ale… Gdzie?- dociekała Wiki, Adam wstał i usiadł obok niej chowając tajemnicza broszurę za plecami.
-Spokojnie. Powoli… Więc zostałem zaproszony. Do Turcji.- zaczął powoli z chytrym uśmieszkiem, Wiki już miała szerokiego banana na ustach, a w duchu piszczała na cały głos, ale powstrzymała się by to nie wyszło na zewnątrz jej ciała.- Na dwu tygodniowy pobyt w 3 gwiazdkowym hotelu. Wszystko opłacone, pobyt, śniadania, obiady, wycieczki, usługi, basen, Spa i tym podobne. Jedyne co to zapłacic za przelot… Ale. To nie wszystko. Mogę tam pojechac pod jednym pozorem.
-Jakim?
-Musze mieć osobę towarzyszącą.- spojrzał na nią wymownie, a ta już wiedziała o co chodzi. Tym razem uwolniła pisk i rzuciła mu się na szyję całując głęboko.- Hahhaha, rozumiem, że się zgadzasz?
-TAAAAK!- wykrzyczała, ale za chwilę znieruchomiała. Odsunęła się i spojrzała mu w oczy.-Nie. To jest za piękne. Musi być haczyk.
-No… Może jest…
-Jaki?
-Muszę raz na dzień wyjśc na godzinkę. Poprowadzić warsztaty jakiejś szkole muzycznej, ale to tylko raz dziennie i w dni powszednie.
-I już? Tylko za to?
-Tylko.- uśmiechnął się, a ta znowu rzuciła mu się w ramiona piszcząc cicho z radości, a Adam przusunął usta do jej ucha- Wiesz co jest jeszcze piękniejsze od Turcji?- wyszeptał muskając wargami płatki ucha. –Ty. Tylko ty. Moja. Caaaała moja. –odsunęła się minimalnie, spojrzała mu w oczy ujawniając ponownie tę małą iskierkę w jej zielonych, dzikich oczach. Nie musiała nic mówić. On wiedział. Jego ciało także. Przyległ ustami do niej, objął jej wargi, a ona wszczepiła dłonie w jego włosy. Jego usta oderwały się od niej i zjechały na szyję. Dłonie Adama wędrowały po jej plecach, usta badały każdy milimetr jej gorącej skóry na karku. Przeszył ją dreszcz, kilka kieliszków i obecność Horoszczaka tak właśnie na nią działały. Uczucie pożądania było tak silne, że jej ciało ogarnęła kolejna fala gorącej ekstazy. Z krtani Adama wydobył się pociągający warkot. Jego dłoń powoli odszukała zapięcie stanika, a druga rozpinała już bluzkę. Kiedy jeden rękaw zsunął się z ramienia ujawniając gołą skórę, Adam znieruchomiał. Blondynka zdziwiona jego zachowaniem spojrzała na rękę. Szybko odskoczyła od niego, z dala od zasięgu jego rąk. Poprawiła koszulę i spojrzała przez szklane oczy na jego twarz. Twarz pełną przerażenia, zdziwienia. Nie wytrzymała. Pierwsze łzy znalazły ujście na jej policzku. Pobiegła do przodu i ukryła się w łazience, nie zważając na chłopaka. Zamknęła drzwi na klucz i usiadła pod nimi, twarz schowała w dłoniach, mimo iż była sama, nie chciała ujawniać łez. Gdy się na chwilę uspokoiła, dłonią przesunęła po ręce. Dziesiątki, a może i setki ran po żyletce owijały jej rękę jak bat. Nawet jeśli minęło wiele miesięcy strupy po przeszłości zostały. Mimowolnie spojrzała na ramię. Białe pręgi, ślady po kuciach. Wszystko wróciło Wiki zapomniała rano nałożyć fluid. Teraz otrzymała karę.
Myślałaś, że się mnie pozbyłaś? Hahaha nic bardziej mylnego. Wróciłem i pożałujesz tego szmato.- jego głos wydobył się spod ziemi, niski, męski pomruk.  Ponownie wybuchła płaczem, wszystkie błędy z przeszłości stanęły przed jej oczami, wpadła w szał. Serce biło jak szalone, z niewyobrażalną siłą i bólem, zaczęła drapać swoje ciało z nadzieją, że rany znikną.
Po krótkiej chwili Adam lekko zapukał do drzwi, ale Wiki nie odpowiedziała. Chłopak jednak jie chciał  odpuścić.
-Wiki.- zaczął cicho i spokojnie, nie chciał być natrętny, Chciał dać jej czas. Mimo tego dziewczyna wciąż się nie odzywała.- Wiki proszę. Otwórz, porozmawiajmy.
-Odejdź.- wydukała  załamana i zmęczona płaczem. Ból rozsadzał jej głowę i całe ciało.
-Wiki…
-Zostaw mnie!- wybuchła krzykiem, Adam mimo tego nie odpuszczał. Znał ją mało, ale wiedział, że teraz potrzebuje pomocy. Wyjął zapasowy klucz i powoli, po cichu otworzył drzwi. Gdy zaczął je uchylać dziewczyna ponownie zaczęła płakać. Nie chciała, by widział ją w takim stanie. Nie chciała by ktokolwiek ją widział.- Nie wchodź- wyszeptała głosem pełnym litości, ale on był już w środku. Wiki siedziała pod ścianą. Brunet powoli podszedł do niej i przed nią kucną. Nie chciała na niego patrzeć. Chłopak jednak patrzył a nią ze współczuciem. Po chwili usiadł przed nią, jego dłonie chwycił jej dłonie, ale ona się wyrwała i zamknęła.

IV - We are the champions!


-…zwycięzcą 3 edycji Must Be The Music tylko muzyka, niepodważalnie i ostatecznie, wyłącznie dzięki wam, został skład… -sekundy chłopakom dłużyły się jak lata, przyśpieszone tętno, podwyższone ciśnienie, to akurat teraz ma i Igor i Adam i Andrzej i cała kapela. Do tego ta irytująca melodie programu. Każdy chciał by już usłyszeć wyniki, ale nie. Trzeba ich przytrzymać. Każdy zaraz zejdzie na zawał, ale co z tego.- myślała zdenerwowana Wiktoria. Siedziała na widowni i z takim samym przejęciem co chłopcy czekała na wyniki. –zespołu… LemON!!!
Szczęście ogarnęło ich wszystkich,  nie tylko chłopaków, ale i Wiktorię i Dagmarę! Dziewczyny stały na widowni i razem płakały ze szczęścia. Gdy już wszystko pomału zaczęło cichnąc, przyjaciółki pobiegły za kulisy do chłopaków. Dagmary rzuciła się na nich po kolei, a Wiktoria rzuciła się w objęcia Adama i mocno go pocałowała. Ten odwzajemnił pocałunek i wziął ją do góry i zakręcił.
-Ja rozumiem, że Kołacz się cieszył i całował gitarę, że Budyń omal mnie ze szczęścia nie udusił, ale takich gratulacji to nie widziałem. –odezwał się pozytywnie zaskoczony Igor.- A ja też dostanę?- zaczął nastawiać się do Wiktorii, a ta spojrzała na Adama, a ten tylko puścił jej oczko.
-Tu?- podeszła do niego zdziwiona kładąc palec na jego ustach- Nie. Ale tu?- wskazała na jego czoło.-Tak- i lekko go pocałowała, a za nim ustawili się wszyscy w kolejce.- To co? Może niech każdy osobnik płci męskiej tu stanie co?- zaśmiała się i każdemu pogratulowała w ten sam sposób.
-No dobra, to teraz tłumacz się co to ma być?- odezwała się wkurzona Dagmara
-No… No…- jąkała się blondynka, Adam podszedł do niej i objął ją lekko w pasie i pocałował delikatnie.
-Jesteśmy razem. –odpowiedział za nią, a Dagmara patrzyła na nich w osłupieniu. Każdy im gratulował i życzył powodzenia, jedynie Daga stała i się gapiła. Po kilku minutach znikła im sprzed oczu. Gdy Adam zostawił Wiki samą i poszedł z chłopakami oblać zwycięstwo, blondynka postanowiła sprawdzić co u przyjaciółki.
Gdzie jesteś?- napisała
W domu.
20 minut później Wiktoria stała przed drzwiami i czekała, aż ktoś jej otworzy. Daga powoli otworzyła drzwi, wystawiła głowę, rozglądając się w poszukiwaniu tylko sobie wiadomej rzeczy, po czym pociągnęła Wiki do środka.
- Wiktorio Anastazjo Bernat dlaczego ja nic nie wiem o tym, że spotykasz się z panem seksownym gitarzystą?
- No tak wyszło. No... No wiesz...
-Wiki stała nieco skrępowana, nie wiedziała kompletnie co powiedzieć, nigdy wcześniej nic przed nią nie ukrywała, a juz na pewno nie takich rzeczy
-Mniejsza o to, wiedziałam, że tak będzie, nawet zakładałam się z Igorem, ale dlaczego nic MI nie powiedziałaś?
-Co?????!! Że co się zakładałaś?!
Dagę nagle bardzo zainteresowały paznokcie.
- Noooo, z seksownym blondynkiem.
-Że o nas?!!!-Wiki nie ukrywała złości, ani zaskoczenia. Wiedziała, że mogli się domyśleć, ale tego sie nie spodziewała.
-Och, uspokój się, złość piękności szkodzi.
-Na mnie już za późno.
-Wiki, cholero jedna! Nie denerwuj mnie nawet, jasne?!
-Nie denerwuj? To ty się zakładałaś z kuzynem mojego chłopaka o nasze życie! Co może się zakładaliście jeszcze kiedy ślub, albo dziecko, co?
-Wiki, siadaj! - Daga pociągnęła przyjaciółkę na sofę i sama usiadła obok. - Rozmawiałam z nim tylko. Żartowałam. Ale ty mogłaś mi powiedzieć, nie musiałabym się niczego domyślać.
-No tak wyszło. Chcieliśmy wam powiedzieć, ale...-Wiki zaczął strasznie interesować czubek jej buta.
-Ale, blondyneczko?
-No jakoś... Nie było okazji.- Wiki wzięła głęboki wdech i spojrzała przyjaciółce w oczy- Dobra. Powodów było kilka. Po pierwsze- nie wiedzieliśmy jak wam to powiedzieć. Po drugie- chcieliśmy dać sobie trochę czasu, a po trzecie. Bałam się TWOJEJ reakcji.
-Dlaczego akurat mojej? Wiki, jeśli ja, hipotetycznie, przespałabym się... Na przykład z Igorem, to nie ukrywałabym tego przed tobą! A tym bardziej związku!
-Wiem, ale... No... Bałam się, że zaczniesz mnie wypytywać i tak dalej. No nie wiem. Po prostu jakoś się bałam.
-Wikusia, głupia jesteś - Daga przytuliła przyjaciółkę.
-Wiem- zaśmiała się i odwzajemniła uścisk
-Noo, a teraz chcę wiedzieć wszystko, ze szczegółami!
-A nie mówiłam!- zaśmiała się- Co dokładnie?

-A nie rozumiesz słowa "wszystko", zakochana wariatko? - zawtórowała śmiechem.
-Wiesz dobrze, że sama z siebie nie umiem.
- Z Herbuta łatwiej można wyciągnąć informacje.
-Ha ha... Ależ śmieszne. Ej... A co ty tak ciągle o nim, co??? _zapytała z chytrą miną.
-Co ja? Ja o nim? Pfy, też mi cos! Tak się po prostu powiedziało... Nie o tym mówimy, blondyneczko!
-Taaak, taaak. Tu z igorem przespała, tu się założyła, tu informacje. Jaaa to tu coś czuje.!
-Nie spałam z nim!
-Kto się czubi ten się lubi, cooo???
-Daj żyć! Kiedy ty i Adam byliście sobą zajęci, ja zostałam sama i tak się złożyło, że zadzwonił i spotkaliśmy się kil... Raz - poprawiła szybko.
-HA! Wiedziałam, że cie wycisnę! No to ile tego było?
-Hmmm, jakieś... Dziesięć razy? - mruknęła nieśmiało.
-ILE?!!!!!!!
-No, może piętnaście. Nie liczyłam!
-DAGA! A czepiasz sie mnie?!
-TY mnie zostawiłaś, z kimś musiałam rozmawiać!
-Ja cie?... Dobra nic. No to ciekawie wyszło...
-Czekaj, czekaj! Co ty masz na myśli? Że ja... Z Igorem?
-Ja? Ja nic... Tylko tak mówię. A.. Jaka jest prawda?
-Prawda jest taka, że...
-ŻE...
-Że dobrze się z nim pije u nas w barze po godzinach!
-Ej... Ja tu się czegoś przebojowego spodziewałam, Daga noo...- zaśmiała się i trąciła przyjaciółkę łokciem
-No co? Tu miało być o tobie! Więc gadaj kiedy się to zaczęło.
-Ym… Zaczęło, zaczęło czy związek?
-To i to!
-No… wtedy jak mnie odprowadzał do mieszkania… To tak wyszło, że mnie pierwszy raz pocałował, ale to nic takiego. Chyba… Ale zaczęło się jakieś 3 tygodnie temu. – Wiki streściła jej przebieg wydarzeń, aż w końcu obie były tak zmęczone, że nie miały siły na więcej pytań i poszły spać.
* * *
-Frytki i dwa tyskie poproszę.
-Oczywiście.- Wiki od rana pracowała w barze, bo Daga była zajęta, więc ta radziła sobie sama. Miała o tyle pecha, bo akurat była sobota i tłum ludzi. Ledwo się wyrabiała z zamówieniami. Poszła właśnie wstawić frytki gdy usłyszała trzask otwieranych tylnych drzwi.
-Już wróciłaś Daga?- zawołała nie odwracając się. Nie otrzymała jednak odpowiedzi. Po chwili Adam dotknął ją lekko w pasie nucąc chytrze i głaszcząc po koszulce-
Czuję jak wzmaga się twój lęk
Rozepnij bluzkę odpręż się
Od dzisiaj będziesz moja własność
Od dzisiaj będziesz moja własność
 Więcej nie będziesz chciała mieć
Innych kolegów oprócz mnie
Od dzisiaj będziesz moja własność”- jego ręce w tym czasie wędrowały po guzikach koszulki , czubkiem nosa drażnił czułe miejsce na karku, jego usta znajdowały się milimetry od jej szyi. Wiki to mocno rozkojarzyło, a po drugiej stronie ściany czekali klienci na swoje zamówienia.
-Może kiedy indziej.- odpowiedziała przez ramię starając się uwolnić od jego ciała i rąk.
-Ale kiedy?- zapytał z miną proszącego pieska-Nie mogę tak długo czekać.
-Niestety, mam cały bar na swojej głowie. A cóż takiego się stało?- odwróciła się całym ciałem i wtuliła w jego ramiona.
-Zobaczysz wieczorkiem.-odpowiedział chytrze całując ją w czoło. Wiki spojrzała na niego zaciekawiona, a on odpowiedział tylko kuszącym ruchem brwi i pocałował ją w czubek nosa.- A teraz. Ja robię zamówienia, ty przyjmujesz i podajesz. Ok.?
-Ok.-pocałowała go i wzięli się do pracy. Z pomocą Adama wszystko szło im w 5 minut, a cały dzień minął im w mgnieniu oka. Nawet nie zauważyli, a już wracali razem do domu. Tym razem jednak nie do Wiki, dzisiaj pierwszy raz dziewczyna miała zobaczyć mieszkanie Adama. Dodatkowo chłopak szykował coś specjalnego, a to jeszcze bardziej pobudziło ciekawość dziewczyny.

III -Ja ne zdam sia bez boju!


Jako, że dziewczynom zostało jeszcze z ostatniej wypłaty mogły zaszaleć. Zwiedzały właśnie Stradivarius w poszukiwaniu skromnej, ale seksownej kreacji na weselę kolegi, a przy okazji przeglądy ubrania na finał MBTM. Gdy Dagmara przymierzała 3 sukienki, do Wiki ktoś zaczął się dobijać na telefon. Blondynka sprawdziła komórkę. Adam. Uśmiechnęła się od ucha do ucha i wysłała mu SMS
Jestem na zakupach, nie mogę rozmawiac, ale mogę chwilę pisac 
Rozumiem. Mam na dzieję, że to nie jest wymówka żeby mnie spławic? :P
Niby czemu? XD
Za wczoraj na przykład? Może jesteś zła?
Czy wyglądałam na złą? :>
Nie do końca :PP Zmieniając tematL kiedy będziesz wolna?
Na co? XD
Tajemnica ^^
Mam się bac? XD Poczekaj, Daga wyszła z przymierzalni.
Jasne :D

-Ta chyba najlepsza.- powiedziała lekko zrezygnowana brunetka z mało zadowoloną miną. Na sobie miała czerwoną sukienkę przed kolano, bez ramiączek, z przyległą górą i luźnym, falistym dołem. Ubranie mocno podkreślało biust, wyszczuplało i wydłużało nogi, wyszczuplało też górę, ale ją nieco skracało.
-Jak do tego weźmiesz szpilki bądź koturny czarne i odpowiednie biżuterie będzie dobrze.- uśmiechnęła się blondynka
-Okej to jeszcze przymierze to- wskazała na długie jeansy, szarą koszulkę z nadrukiem zdjęcia z instagramu czarną skórzaną kurtkę. Wzięła ubrania i wróciła do przymierzalni.
Mam chwilę. Co do spotkania to do 18 nie da rady
A wieczorem?
Wieczorem mam luzik.
I świetnie! :D
Naprawdę zaczynam się bać  O.o
Masz czego! Przyjdę po Ciebie o 20 :P
Wywieziesz do lasu i zgwałcisz? XD
Marzę o tym! XDD
Dobra, dobra. Bo seryjnie zacznę się bać :P Idę dalej kupować ^^ PAPA
Papa :P

-Z kim piszesz?- spytała nad uchem blondynki zaciekawiona Daga, a Wiktoria aż podskoczyła z zaskoczenia
-Boże nie strasz!
-Nie straszę. Chodź do kasy.
-Dobra. Ja upatrzyłam sobie sukienkę w H&M
-Okej.- powiedziały i ruszyły dalej kupować. Po zakupach poszły jeszcze na masaż i do kawiarni. Wiktorii przydał się taki babski dzień na mieście, mogła się odstresować i zapomnieć o reszcie świata. Wreszcie poczuła się spokojnie i wolno.
_ _
Adam był punktualny. Nawet przyszedł minutę przed 20. Wiktoria czekała na niego gotowa w kuchni, ubrana w szare rurki i czarną skórę, pod którą miała tylko białą koszulkę z poliestru. Włosy spięła w wysoki, ale luźny kucyk. Gdy usłyszała pukanie do drzwi wiedziała, że to on. Włożyła trampki i przekręciła zamek. Strój Adama niczego nie zdradzał, jak zawsze miał na sobie czarne jeansy i  czarną koszulkę z nadrukiem „Born to Rock”. Włosy jak zawsze roztrzepane, a na szyi zwisały różne naszyjniki. Stał uśmiechnięty od ucha do ucha, oparty o ścianę. Wiktorię pierwsze co uderzyło to zapach męskich perfum. Ten zapach, który każda kobietę chce czuć codziennie na wieczór i o poranku, gdy budzi się w ramionach swojego mężczyzny. Brunetkę z rozmarzenia wyrwał głos Horoszczaka.
-No witam. Gotowa?
-Ym. Tak, tak gotowa.- uśmiechnęła się patrząc mu w oczy, wyszła przed mieszkanie i zamknęła drzwi. Gdy szli już razem ulicami Warszawy, Wiki nie mogła już wytrzymać i zapytała- To gdzie mnie zabierasz?
-Tajemnica, ale na pewno ci się spodoba.- uśmiechnął się złowieszczo. Przez całą drogę z Mokotowa do Ursynowa rozmawiali o minionym dniu, żadne jednak wolało nie nawiązywać do tematu wczorajszego pożegnania. W przeciętnym filmie czy serialu gdy są takie sytuacje, bohaterowie prowadzili często niezręczne sytuację, a oboje woleli tego uniknąć. Szli zadowoleni obok siebie, śmiali się i żartowali. Osoba trzecia mogła by uznać, że to zwykli znajomi, ale tutaj kroiło się coś większego. Dy dochodzili do parku, Adam minimalnie spoważniał, lecz niedostrzegalnie. Gdy Wiktoria opowiadała sytuację z pobytu w SPA, Horoszczak w głowię bił się ze swoimi myślami. Obawiał się jak dziewczyna zareaguje na jego gest, obawiał się co o nim myśli po wczoraj i obawiał się tego co zrobi teraz. Mimo to poczuł się pewniej gdy przypomniał sobie jej oczy wczoraj. Jego dłoń wysunęła się z kieszeni i niewinnym ruchem odszukała dłoń Wiktorii. Dziewczyna chwilę zamilkła, ale po chwili rozluźniła się i dalej opowiadała. Teraz wyglądali już na zakochaną parę. Park, wieczór, para spacerująca za rączkę. Niby jeden gest, a taki trudny do zrobienia, a tak wiele mówi.
Celem podróży było małe jeziorko w parku, ukryte między drzewami, gdzie rzadko kto bywał. Na środku była mała wysepka, a prowadził do niej drewniany pomost. Przed molem Adam zawiązał dziewczynie oczy i trzymając ją za rękę poprowadził do wysepki. Rozłożył wcześniej przygotowane rzeczy, pomógł Wiki usiąść i zdjął opaskę. Okolica była magiczna. Żadnych lamp, oświetlał ich tylko księżyc i gwiazdy, cisza, spokój. Normalnie jak z bajki.- pomyślała blondynka. Siedziała naprzeciwko Horoszczaka na kocu, a dzieliły ich 4 książki, zeszyt, album, dwa kieliszki i wino.
-A co to za okazja?- zapytała zdziwiona sięgając po album, ale Adam ją wyprzedził i zabrał go do siebie.
-Żadna. Chciałem ci coś pokazać.- przeglądał zdjęcia tak by Wiki ich nie widziała, gdy znalazł odpowiednią stronę podał ją dziewczynie.-Trzy kolejne strony.- Zgodnie z poleceniem blondynka przeglądała zdjęcia nie ukrywając zachwytu. Fotografie ukazywały święto Łemków-Wartę. Na jednym siedziała grupa ludzi, w tym Igor i Adam z lat młodszych, Adam z innym chłopakiem grali na gitarze, a reszta śpiewała. Na następnej były pokazane tańce, na innym sztuczne ognie puszczane na koniec. Na następnej stronie widziała uwiecznione Boże Narodzenie i Wielkanoc. Wszystko to przypomniało jej o swojej rodzinie. Gdy zobaczyła zdjęcie, na którym Igor nosi na plecach swoją siostrę nie wytrzymała i pierwsze łzy spłynęły po jej policzku. Oddała album Adamowi, a te podał jej chusteczki. –Nie chciałem żebyś płakała. Chciałem tylko pokazać ci, że nie masz czego się bać, żebyś zobaczyła, że tam nikt nie będzie wypominać ci błędów twojej matki.
-Dobrze chciałeś, a te łzy nie są smutne. To łzy pełne zachwytu i szczęście.- spojrzała mu w oczy.- Dziękuje.
-To nie koniec.- uśmiechnął się i przysiadł obok niej. Wziął książkę i zaczął jej czytać wybrane wcześniej wiersze i powieści. Razem czytali, niektóre wersy opisujące Łemkowynę. Adam chciał teraz by zobaczyła jak piękna jest ich literatura i, aby przypomniała sobie język, ale ona go bardzo dobrze znała. Niczego nie musiała sobie przypominać. Przesiedzieli tak do północy. Wiktoria położyła głowę na jego piersi, a on jej czytał. Gdy skończył się ostatni wiersz, złapał zeszyt i otworzył a zaznaczonej stronie. Tym razem zaczął śpiewac, po cichu.
-„Szosz ce ja, szosz ce ja ne zumiw
Zupynytysia wczasno, ce jasno
Zi mnoju teper i na zawżdy, pizno ne ity
Ne idy wid mene”- przerwał na chwilę wziął głęboki oddech i zaczął dalej śpiewac. Wiktoria spojrzała od dołu na jego twarz. Miał zamknięte oczy, był skupiony na tekście, na tym co robi.
–„Ja nalyju sobi, ja nalyju Tobi wyna
A choczesz iz medom

Chto Ty je? Ty wziala moje zyttia
I ne widdala
Chto Ty je? Ty wypyla moju krow
I pianoju wpala

Twoji oczi klyczut, choczut mene
Wedut za soboju
Chto Ty je? I kym by ne bula Ty

Ja ne zdam sia bez boju
Ja ne zdam...
Szosz ce ja, szosz ce ja ne zumiw
Zupynyty sebe, Tebe... siohodni
Siohodni tak wyw, bez tebe sumuju
Sumuju bez Tebe, nakyn' szos' na sebe

Ja nalyju sobi, ja nalyju Tobi wyna
A choczesz iz Medom

Chto Ty je? Ty wziala moje zyttia
I ne widdala
Chto Ty je? ty wypyla moju krow
I pianoju wpala

Twoji oczi klyczut, choczut mene
Wedut za soboju
Chto Ty je? I kym by ne bula Ty

Ja ne zdam sia bez boju
Ja ne zdam sia bez boju
Ja ne zdam sia bez boju
Ja ne zdam...

Ja nalyju sobi, ja nalyju Tobi wyna
A choczesz iz medom

Chto Ty je? Ty wziala moje zyttia
I ne widdala
Chto Ty je? ty wypyla moju krow
I pianoju wpala

Twoji oczi klyczut, choczut mene
Wedut za soboju
Chto Ty je? I kym by ne bula Ty

Ja ne zdam sia bez boju
Ja ne zdam sia bez boju...”
- jeszcze raz wziął głęboki oddech i spojrzał na nią. Patrzyła na niego ze szklistymi oczami.- Ta piosenka jest specjalnie dla ciebie, żebyś się tam nie poddała rozumiesz?- odpowiedział pewnym siebie tonem, patrząc jej głęboko w oczy, a ona tylko kiwnęła głową na zgodę. Uśmiechnął się i wziął łyk wina. Wiktoria zrobiła to samo poczym spojrzała przed siebie. Teraz już czuła się pewnie, wiedziała, że wszystko się uda. Była tego pewna. Wiedziała, że wreszcie spotka brata. Poczuła ogromne ciepło w duchu na myśl, że to wszystko dzięki Adamowi. Na myśl przyszło jej kilka słów.
-„Wielu jest takich
Którzy chcą mnie zmienić
Po prostu ich wysłucham
Ciągle miotany ze skrajności w skrajność
Wiesz tak dobrze znam to
”- Adam spojrzał na nią.
-Mimo tylu pomyłek
I tak będę z tobą
-Mimo tak wielu granic
I tak będę z tobą- odpowiedziała
-Mimo tylu nieznanych
I tak będę z tobą- na końcu powiedzieli już razem:
-I tak będę sobą
I tak będę sobą.
–Horoszczak schylił się do niej i pocałował ją w czoło. Ona tylko uśmiechnęła się i odwrócił do niego, a on zrozumiał jej ruch i objął ustami jej usta. Tym razem nie na długo na chwilę. Krótką chwilę. Tyle wystarczyło, by w jego głowie ponownie pojawiły się jej oczy, zielone jak trawa, jej smak, słodki  jak miód, jej ciało, piękne jak Anioła, jej głos, delikatny jak skowronek, jej dusza, czysta jak łza. Gdy oderwali się od siebie spojrzała na niego i głosem pełnym szczęścia i łez powiedziała
-Nigdy nie widziałem światła w swoim życiu
Jak nocny pies zbłąkany
Choć w twoich słowach
Prawdy nie słyszałem
Dzięki tobie jestem kim być chciałem-
uśmiechnął się do niej i nie mógł wytrzymać. Pocałował ją raz jeszcze, ona poprawiła się, teraz byli równi sobie. Usta bruneta okrążały jej, szybko i pewnie, a jej ręce błądziły na jego plecach. Któż wie jakby się to skończyło gdyby nie telefon (ponownie) Adama. Oderwał się od niej zrezygnowany i wyjął komórkę. Dzwonił Igor i wysłał mu dwie wiadomości.
-Przepraszam na chwilę. – wstał i odszedł do połowy mola poczym wybrał numer Herbuta.-Co chciałeś?
-Gdzie ty do cholery jesteś?!- spytał ewidentnie wkurzony
-Obecnie? Udaje Jezusa i chodzę po wodzie.
-Super, to łaskawie wróciłbyś do domu, bo za 2 godziny wyjeżdżamy! Nie pamiętasz już?
-Oj. No… Zapomniało mi się. Kurwa. Zaraz będę.- rozłączył się i wrócił do dziewczyny. Nic nie mówiąc spakował rzeczy poczym kucnął przed nią.-Musimy isc. Za dwie godziny mamy wyjazd do Krakowa. Przepraszam.
-Nic się nie stało.- uśmiechnęła się i wstała. Wzięła jeden kosz Adama i ruszyli razem w stronę powrotną. Przez całą drogę nikt się nie odzywał, ale nie trzeba było nic mówić. Dzisiejszy wieczór mówił sam za siebie.

II - Dzień dobry, jestem Łemkiem.


-Ej.. Ale coś tu jest nie halo.- odezwał się Adam.-Dlaczego znam tylko twoje imię?- zwrócił się do Dagmary
-Bo nie pytałeś?- spytała tak jakby to było oczywiste
-To teraz pytam. Opowiedzcie coś o sobie… Bo tak jakoś dziwnie. Znac tylko wasze imiona, a pic z wami piwo. Ciebie Wiki też się to tyczy.-Pogroził jej palcem
-Mnie? Mało o mnie wiecie?
-MAŁO!- potwierdzili chórem
-To, która zaczyna?- odezwała się zrezygnowana Dagmara
-Możesz ty.
-No to zaczynaj.- puściła oko do blondynki, a ta chciała zaprotestować, ale wiedziała, że nie ma to sensu.
-To co chcecie wiedzieć?
--Wszystko.-powiedział Andrzej z chytrym uśmieszkiem.
-Rodzina, życie, wszystko?
-Wszystko.- potwierdzili znowu chórem
-Dobra, dobra już mówię. Nazywam się Wiktoria Bernat, w tym roku kończę 20 lat, jestem współwłaścicielką tego o to baru, obecnie mieszkam w Warszawie.
-Jak w Wesołowskiej.- zauważył Andrzej
-Sąd nie udzielił głosu.- zażartował Igor-Kontynuuj. Co wiesz o tej sprawie?
-Wiem tylko tyle, że ta pani, ta blondynka urodziła się w Chocianowie i tam mieszkała pierwsze 4 lata. Matka była Niemką, ojciec Lemkiem. Mój ojciec był chory na raka, dla tego wiedział, że nie zdąży mi opowiedzieć o rodzinnym mieście.  Zapisał więc to wszystko, o Łemkach, Łemkowynie, o wszystkim napisał w mały notatniku. Zostawił mi też zdjęcia, różne filmy. Po jego śmierci mama pokłóciła się z rodziną z tamtych stron na tyle, że musieliśmy wyjechać do Niemiec. Moja matka ma to do siebie, że ze wszystkimi się kłóci więc i z Niemiec nas „wygnali” i zamieszkaliśmy w Gdańsku. Potem jednak i ze mną się posprzeczała więc wyprowadziłam się do ciotki do Warszawy. Z dzieciństwa pamiętam tylko piesze wycieczki po okolicach. Od kłótni mojej matki nigdy nie kontaktowałam się z rodziną taty. Raz jak tam pojechałam na cmentarz z matką zostałyśmy. Lekko mówiąc zbluzgane.  No, ale mniejsza z tym! Po prostu nigdy tam więcej nie byłam, bo nie byłam tam mile widziana. Chociaż coraz częściej tęsknie za tamtymi stronami i pragnę jechać tam znowu. Z Dagą poznałyśmy się na studiach, ale ja ich nawet nie skończyłam. Jestem na Studiach literacko-artystyczne. Tak jakoś to mi lepiej idzie. Mimo, że jestem na takim kierunku prowadzę bar. Głupie, ale jednak.  W wolnym czasie grywam na gitarce albo piszę. No i lubię czasami… częściej niż czasami zapalić.
-Oj nie owijaj w bawełnę! Masz od tego uzależnienie.-wybuchła Dagmara
-Sąd nie dał ci głosu. Może i mam, ale jak widać teraz nie palę. Przynajmniej nie jestem alkoholikiem. Dobra nic nie mówiłam. No to chyba tyle.
-No to Dagmara czas na ciebie.- odezwał się ewidentnie zaciekawiony Igor
-Urodziłam się w Gdańsku, dlatego od dziecka przepadam za wycieczkami nad morze. Żałuję, że rok po moich narodzinach moi rodzice postanowili się przeprowadzić bliżej centrum kraju. I jestem w wieku Wiki, choć pewnie wyglądam starzej. Wychował mnie ojciec. Matka odeszła tuż po moich piątych urodzinach, słabo ją pamiętam. Często zmienialiśmy miejsce zamieszkania, przez pracę taty. Był jazzmenem, teraz uczy w szkole muzycznej. Trochę mnie podszkolił, ale i tak to nie dla mnie... Kocham muzykę, ale nie umiem jej grać tak, jakbym chciała. Ale lubiłam śpiewać, nawet bardzo. To minęło, odkąd poszłam na studia. Wiki trochę przekonywała mnie, żebym wróciła, ale jakoś wątpię w swoje "możliwości". Jestem po szkole muzycznej, robiłam kilka kursów, dlatego pracuję jako barmanka. Na studiach wybrałam zarządzanie i biznes, trochę na złość tacie. Bar to dla mnie wszystko, choć moja rodzina tego nie rozumie. Hobby? Taniec. To dla mnie środek artystyczny, dzięki któremu mogę wyrazić siebie. Okazjonalnie palę, ale tylko w chwilach wielkiego stresu. Uwielbiam tai-chi. I często imprezuję z Wiki!
-A mieszkacie razem?- zapytał ponownie blondyn
-Nie, ale Daga mieszka dosłownie pode mną.
-To ciekawie macie.
-No nie do końca. Jakby ci o 5 rano ktoś walił w drzwi, otwierasz, a tutaj Wiki ze spaloną suszarką na kolanach błaga cie o pożyczenie twojej to tak z jednej strony się śmiejesz, a z drugiej masz ochotę kopnąć ja w tyłek i iść dalej spać.
-No, ale przecież to była najważniejsza rzecz dla kobiety! Trzeba jej w tedy pomoc.- powiedział ironicznie blondyn
-Wiesz Igor ty do mnie po keczup leciałeś dwa bloki dalej więc…- wtrącił Adam teatralnie unosząc brwi
-Oj cicho!
-Adam opowiedz coś jeszcze.-Dagmara przysunęła się bliżej bruneta i spojrzała wrednie na blondyna
-Z chęcią. Pamiętasz jak ściągałeś mnie ze złotych, bo zaciąłeś się w łazience? OOO albo jak skończył ci się papier!- Adam zaczął opowiadać śmieszne i upokarzające historie Igora, a po nim pałeczkę przejął Andrzej. Po kilku minutach zauważył, że Wiktoria była dziwnie… nieobecna. Gdy odeszła od nich pod pretekstem „muszę do łazienki” nie mógł jej tego tak zostawić. Wiedział tak naprawdę gdzie poszła.
Za barem skręcił w lewo i się nie mylił. Siedziała skulona w tym samym miejscu gdzie on parę miesięcy temu przygrywał początek „Litaj ptaszko”. Po cichu podszedł do niej i usiadł obok. Nawet nie drgnęła, nic nie mówiła. Słyszał tylko jej płytki i szybki oddech. Spojrzał na nią i zobaczył pojedyncze łzy cieknące po jej policzku. Patrzyła daleko przed siebie, w jej ochach Adam dostrzegł ból. Już miał się odezwać gdy ona wyszeptała.
-Tak bardzo za tym tęsknię.-kolejna łza została uwolniona zza powieki. Adam przysunął się do niej i objął ją ramieniem. – Tak dziwnie jest słuchać waszych opowieści o tamtych stronach, wszystko to jest dla mnie takie… obce. Mam tam rodzinę, mam tam kuzynów, babcie… A przez jej błędy muszę cierpieć. Tak bardzo chce tam jechać, poczuć wreszcie jak tam jest.
-Ej… Przecież możesz jechać z nami. Już ci to mówiłem.-wyszeptał spokojnie głaszcząc jej włosy
-Wiem, ale… Jeśli oni znowu mnie zbluzgają? Jeśli znowu wrócą błędy mojej matki?
-Nie zbluzgają. Ty jesteś Bogu ducha winna w tej sprawie. W razie czego my ci pomożemy.
-I tak się boję.- wyszeptała prawie płacząc. Adam od razu mocniej ją objął i zaczął ją cichym szeptem uspokajać. –Wiesz dlaczego wtedy poszłam do ciebie? Tutaj na molo?
-Dlaczego?
-Jak siedziałeś tutaj… Z gitarą… Przypomniał mi się tata. Pamiętam bardzo dobrze jak zabierał mnie nad strumyk, siadał nad brzegiem i mi śpiewał. Nie znałam wtedy Łemkowskiego więc śpiewał mi po polsku…- wyszeptała, wzięła głęboki oddech i zaczęło cichutko śpiewać.-
„ Nie spodziewaj się miła, że będę gdy zechcesz mnie mieć
Ciąży na mnie zła siła, zasypiam gdzie dorwie mnie sen
Lecz odłóżmy w niepamięć przewiny i żale i złość
Niech nam będzie wspaniale, zabiorę cię z sobą gdzie bądź

Kiedyś nie dane nam będzie miła
Patrzeć na siebie bez cienia zła
Będziesz codziennie ostrożniej żyła
Póki co całą słodycz gwiazd tobie dam” Tą samą piosenkę podobno śpiewał mojej mamie gdy odchodził.- przerwała, poprawiła się w objęciach i wytarła łzy. Adam przez spokojnie wsłuchiwał się w pieśń. Wiedział, że teraz nie potrzeba niczego komentować. –Przepraszam.
-Za co?
-Że się tak rozkleiłam…
-Oj przestań. Każdemu się przecież zdarza. Nie można ciągle udawać, że jest się głazem.
-Ja już za długo udawałam. Wiesz co… Chyba już się pozbierałam. Może wróćmy do nas, bo padną podejrzenia.- zaśmiała się i powoli zaczęli wstawać
-I tak padną…- westchnął brunet i pomógł wstać Wiktorii, razem poszli do przyjaciół udając, że nic się nie działo. Gdy wszystko już posprzątali Igor pojechał z Andrzejem, a Adam odprowadził dziewczyny pod blok. Jako, że Dagmara mieszka piętro niżej, Horoszczak został z Wiki sam na sam.
-No to… Do kiedyś tam.- powiedziała na pożegnanie stojąc przed nim, a on tylko patrzył się na nią w skupieniu z delikatnym uśmiechem.- Czemu się uśmiechasz?
-A czemu nie?- Podszedł bliżej i spojrzał jej w oczy. Pochylił się powoli niżej. Wiktoria patrzyła na niego nieco zdezorientowana, ale nie protestowała. Teraz ich twarze dzieliły jedynie milimetry. Adam spojrzał jeszcze raz na nią, była zamieszana. W jej oczach istniał promyczek namiętności, jeden mały promyczek, który upewnił go, że może to zrobić. Pokonał niewidzialną barierę dzielącą ich ciała. Zatopił się w jej ustach. Lekko, delikatnie. Chciał jej tylko zrobić małego smaka, ale to uczucie, uczucie beztroskiego zakochania zamiotło go do granic możliwości. Miało to trwać sekundę, ale smak jej ust, tych ust, które są obecnie w jego posiadaniu był za piękny. Miała taki piękny, słodki smak i takie miękkie, ciepłe wargi. Na ziemię sprowadziło go wibrowanie telefonu w kieszeni. Oderwał się od niej, ale nie wysoko. Ledwie kilka milimetrów, spojrzeli sobie jeszcze raz w oczy. Miała taki piękny odcień zieleni, jak trawa na wiosnę. Uśmiechnął się jeszcze raz i niemo się z nią pożegnał. Nim zdążyła się odezwać on już zbiegł po schodach do wyjścia. Zostawił ją pełną mieszanych uczuć, bijącą się w duszy. Udało jej się na tyle pozbierać, by wejść do mieszkania i rzucić się na kanapę. Nie musiała długo czekać na sen. Morfeusz był dla niej bardzo łaskawy i po chwili przyszedł z bardzo romantycznym snem, którego bohaterem był nikt inny jak brunet z Przemkowa, którego usta smakują lepiej niż tysiąca innych Warszawiaków.
__
Obudziło ją głośne pukanie do drzwi, a raczej walenie. Zaspana wstała z sofy i sprawdziła przyczynę hałasu. W wejściu stała uśmiechnięta od ucha do ucha Dagmara. Jak tylko otworzyły się drzwi, ta wbiegła do mieszkania i rzuciła się na kanapę. Gdy Wiktoria zdążyła zamknąć drzwi i spojrzeć w stronę salonu, brunetki już tam nie było. Siedziała na blacie w kuchni i czekała na kawę z ekspresu.
-Co ty…0 zaczęła blondynka, ale Dagmara nie dała jej dokończyć, bo już rzuciła się na nią z kamiennym uściskiem.
-Ty farciaro! Opowiadaj!
-Ale.. CO?!- wydusiła
-Jak to co? Chyba nie będziesz mi mówić, że wtedy w barze nic się nie działo!- puściła ją i zadowolona wzięła swoją kawę i usiadła ponownie na sofie.
-A co miało się wydarzyć?- spytała rozbawiona zaistniałą sytuacją. Usiadła na fotelu i okryła się kocem. Podejrzewała, że przyjaciółka będzie miała jakieś domysły, ale nie spodziewała się, że aż tak się podekscytuje.
-Jak to co? Tańczyłaś z nim, potem zniknęliście i co? Kozy doiliście?!
-No… Nie…
-No właśnie!
-Ale… Nic się nie działo!- uśmiechnęła się zdumiona zachowaniem Dagi. Domyślała się tylko jakie ona mogła mieć wizję wczorajszego wspólnego dnia. Co prawda wieczorem się pocałowali, ale nie musiała jej o tym od razu mówić.
-I ja mam w to uwierzyć? Gołąbki zakochane i taki niewinne? HA! Nie nabierzesz mnie!
-No, ale co mam ci powiedzieć?- Wiktorie zaczęło już denerwować zachowanie przyjaciółki.- Że się rozkleiłam, a on mnie pocieszał? Jeśli o to ci chodzi to proszę. Stało się.
-Co?- Dagmarze uśmiech znikł równie szybko jak blondynce.
-To. Nie wytrzymałam i wybuchłam, a on akurat przyszedł.
-Wiki… Mam nadzieję, że…
-Że co?! Że się nie pocięłam, że nie wzięłam leków? Nie. Powstrzymałam się.- Wiktoria poszła wściekła do kuchnia i wróciła do salonu z nieużywana żyletką i tubką leków uspokajających. Rzuciła je brunetce, a ta wysypała tabletki i zaczęła je liczyć poczym odetchnęła z ulgą.
-Wiki. Musisz zrozumieć, że to dla twojego dobra.
-Tak, tak. Powtarzasz się. Co się zdenerwuje musisz mnie sprawdzać i wygłaszać swój nudny monolog.
-Przykro mi, ale czy mam ci zmyć fluid z ręki żebyś sobie przypomniała co się z tobą działo? O nogach nie wspomnę!
-Nie nie musisz. Codziennie widzę to pod prysznicem…
-No właśnie… Dobra. Nie po to tu przyszłam. Dzisiaj Arek z Bartkiem przejmą bar więc mamy wolne. Co robimy??
-A na co masz ochotę?
-Zakupy?
-I kino?
-Spa?
-I kino?
-Kinoo??
-I zakupy??
-I spa??
-I to ja rozumiem!!!- wybuchły śmiechem i razem zaczęły się szykować do wyjścia.