Warszawa była zatłoczona pojedynczymi turystami, młodzieżą,
która szli do domu po zakupach i tych, którzy spieszyli się do domu po pracy, a
listopadowe słońce, które przebłyskiwało między budynkami ogrzewało tylko ich
roztrzepane ciała i przegrzane umysły. Powoli wieczorny wietrzyk zrywał się i
znikał. Adam i Wiki szli powoli do baru nad Wisłą, ale tym razem coś było
innego. Cały parking był obsypany płatkami róż, gdzieniegdzie wisiały balony i
tak cała droga. Dziewczyna całkowicie zapomniała o poranku, stanęła zachwycona
i zdezorientowana, Adam złapał jej dłoń i powoli pociągnął do przodu, gdy
przeszli próg drzwi, zza stołów wyskoczyli wszyscy jej przyjaciele i zaczęli krzyczeć
niezbyt równo „Wszystkiego najlepszego” po czym zaczęli śpiewać 100 lat co
wyszło im jeszcze gorzej. Na barku wisiał wielki plakat 100 lat Wiktorii,
wszystko było kolorowe, na stołach obrusy, naczynia, słodycze, tort i alkohol, a
pod stołami ukradkiem wystawały torebki z prezentami. Dziewczyna wzruszona ich
gestem rzuciła się Adamowi w objęcia, wtuliła w jego ramiona i zaczęła płakać,
gdy już skończyli podeszli do niej i zaczęli składać życzenia wręczając przy
tym prezenty. Była Dagmara, był Igor, Andrzej, cały LemON znajomi z uczelni,
przyjaciele z młodszych lat, pracownicy baru. Wszyscy, których znała i
szanowała, a oni ją. Dziewczyna rozpłakała się na dobre, były to pierwsze od
wielu lat takie urodziny. Gdy już wszyscy powiedzieli swoje dwa słowa, Wiktoria
podeszła do stołu, z hukiem otworzyła szampana i honorowo pokroiła tort. Był
taki jakie lubiła, zamiast czekolady toffi i z najlepszą śmietaną. Reszta się
nie liczyła. Pomimo iż słońce jeszcze wzniosło się nad horyzontem, Igor
zasłonił światła i w środku panował typowo imprezowy klimat, chłopcy włączyli
muzykę i zaczęli się bawic. Adam najchętniej z nich wszystkich szalał na
parkiecie, zapraszał to coraz nowe osoby, a za jego przykładem poszedł Igor i
Bartosz- kucharz pracujący u Wiki. Pomimo, że nikt się praktycznie nie znał,
bawili się jakby byli dobrymi przyjaciółmi.
Wiki po
kilku kawałkach zmęczona padła na kanapę w samym kącie, powoli zaczęła łapac
oddech, odchyliła głową do tyłu i od razu ból powrócił. Dotyk jego rąk, jego
oddech, głos. Wszystko wróciło, jakby tutaj był. Dreszcz przeszył jej ciało i
lodowaty wiatr… i strach. Jednak coś było ważniejsze. Dzisiaj miała urodziny, a
tu jest za dużo ludzie by mogła się rozklejać. Wyrzuciła z siebie wszystkie
myśli i poszła dalej się bawić, jak gdyby nigdy i nic.
Zabawa
trwała do późnej nocy, po niej wszyscy się rozeszli do domów, niektórzy sami
inni nie. Niektórzy zacieśnili więzy, stworzyły grupy i razem wracali do swoich
mieszkań. Gdy Adam ogarniał co nieco środek, Wiki wyszła na zewnątrz i
spojrzała w górę.
-Hej tato.- wyszeptała do gwiazd. Jak na zawołanie jedna
pojawiła się i zniknęła, jak zawsze gdy dziewczyna chciała z nim porozmawiać,
ale nie było tak zawsze. Dopiero w chwili prawdziwego zwątpienia czy ją słyszy,
a on udowodnił to spadająca gwiazdą, dopiero od tamtego dnia, gdy była już
nastolatką, za każdym razem gdy z nim rozmawiała on tak się z nią komunikował. –
Dziękuje, wiedziałam, że nie zapomnisz.
* *
Muzyka pulsowała w jego głowie
jak alkohol w jego żyłach, pulsowała a całej linii, a razem z nią ból po
wczorajszych urodzinach. Powoli, z trudem wstał z łóżka i ruszył do łazienki. W
kuchni już siedziała Dagmara i piła poranną kawę, spojrzała w jego stronę i
przywitała go ciepłym uśmiechem. Igor odwzajemnił go tylko przelotnym
uśmiechem, który przerodził się w grymas bólu. Blondyn wszedł do pomieszczenia
z zamiarem wzięcia zimnego prysznica, ale wyszedł tylko z opłukaną twarzą.
-Kac morderca nie ma serca.-
wyszeptał i usiadł obok dziewczyny na sofie, w tle grał telewizor, ale Dagmara
od razu go wyciszyła.
-Jak się czujesz?- wyszeptała i
pocałowała go w czoło.
-Jak zdychający pies…- wydukał,
ale zaraz tego pożałował. Złapał poduszkę i schował pod nią twarz. Dopiero po
chwili zimny wietrzyk przypomniał mu ostatni wieczór. Zapomniał o bólu,
odrzucił poduszkę i spojrzał szczęśliwie na Dagmarę.. Dziewczyna lekko się
zdziwiła, więc ten położył dłoń na jej udzie i pocałował ją w usta, leciutko, z
zawahaniem.
-Świetnie się spisałaś.- wyszeptał.
-Dziękuje.- odpowiedziała i
również go pocałowała. Igor powoli położył się z głową na jej kolanach i
zasnął. Mieli cały dzień do odpoczynku, bo od jutra ponownie koncerty i praca
nad płytą. Musieli odpocząć, zwłaszcza Herbut. Wiki włączyła najciszej
telewizję i delikatnie zaczęła głaskać swojego partnera po włosach. Ostatnia
noc bardzo ich do siebie zbliżyła. To dzięki niemu tak świetnie wyszło
przyjęcie, dzięki niemu nie musiała samotnie spędzać nocy w swoim mieszkaniu i
dzięki nie mu następny tydzień spędzi razem z nim w busie próbując swoich sił
na scenie. Najbliższe dni zapowiadają
się dla nich bardzo kolorowo.
_ - _
Przykro mi, że była ogromna przerwa, ale cóż. Sprawy mało istotne. Wracam z takim króciutkim, nudnym rozdziałem, tak na przystawkę :) Następny #SOON