niedziela, 25 maja 2014

VIII - To moje zasady, to twój dzień zagłady.



            Zaspane oczy próbowały wyostrzyć obraz, na marne. Dłoń na oślep szukała budzika i wyłączyła alarm. Nieprzytomna brunetka dźwignęła się na nogi i ruszyła do łazienki. Nie długo musiała się budzić. Wystarczył jej zimny prysznic.
            Dagmara szła pewnym, energicznym krokiem do baru. Otworzyła tylne drzwi, założyła bluzę i fartuch, zaczęła przygotować kuchnię do użytku. Otworzyła drewniane okno rzucające widok na jezioro, ujrzała postać leżącą na molo, ale nie zwróciła na nią uwagi, uznała, że ma przewidzenia. Gdy po chwili ponownie tam spojrzała, a postać poruszyła się, przerażona zostawiła trzymaną w ręku ścierkę i ruszyła w stronę pomostu. Gdy blond czupryna uniosła się i ujawniła twarz mężczyzny, niepokój znikł.
-Co ty tu robisz?- Zapytała siadając obok niego.
-Myślę. -Odpowiedział i ponownie opadł na deski. Daga zauważyła zeszyt leżący pod jego ręką. Sięgnęła po niego, lecz ten zaprotestował. Po krótkiej szarpaninie, brunetka dostała, co chciała. Zaczęła przeglądać strony, aż dotarła do ostatniej zapisanej.
"Coś nie pozwala mi 
Ciągle być ślepym
Na wolność ptaków
I nawet dziś
Brak tych chwil
Kiedy dobrem karmię nas"
Zachwycona tekstem spojrzała na Igora i z powrotem na zeszyt. Zaczęła przeglądać każdą stronę, zdezorientowany blondyn bacznie się jej przyglądał. Wreszcie wyrwała jedną stronę i przysuwając dłonie do chłopaka zaczęła robić żurawia z origami. Radość od razu wróciła do blondyna, zachwycony dziełem Dagmary zrozumiał jej przekaz. Nie wierzył, że po jednym przeczytaniu brunetka wpadła na tak świetny pomysł, tyle dni melodia siedziała w jego głowie i nic takiego nawet nie przeszło mu przez myśl. A ona ot tak stworzyła najpiękniejszy, najprostszy i magiczny zarazem symbol tej piosenki. Zadowolony rzucił się na nią i zaczął ją całować. Oboje śmieli się w niebo głosy, teraz nie tylko melodia i teksty krążyła po jego myślach, przed oczami miał również teledysk do tej piosenki, widział dziesiątki osób łączących się w jedności jednym małym gestem. Jednym małym żurawiem. Zadowolony świetną interpretacją dziewczyny zaczął ją łaskotać, aż oboje wpadli do wody. Zimna ciecz otrzeźwiła jego umysł i podsunęła kolejny pomysł. Nagrania będą tutaj.
_ _ _
            Aromatyczny zapach kawy i ciepły wiatr zabrał Wiktorię z objęć Morfeusza. Dziewczyna powoli wyszła spod pierzyny, włożyła ciepłe kapcie i poszła do kuchni z szerokim uśmiechem. Podejrzewała, że jej przyjaciółka, jak co roku chciała sprawić jej niespodziankę w dniu jej święta.
-Daga nie mu...- Uśmiech znikł z jej twarzy, a radość zastąpiło przerażenie.-Co ty tu robisz?
Spytała pewnym, oschłym tonem do opartego o szafkę kuchenną mężczyznę. Miał na sobie czarne spodnie i bluzę, silne, duże dłonie trzymały kubek pełen gorącej kawy, drugi stal obok ekspresu. Palcem wskazał na otwarte drzwi balkonowe. Zgarbiona postać, z twarzą skierowaną ku ziemi, ruszyła przed siebie w stronę dziewczyny. Ta cofnęła się, ale drogę zablokowała jej wysepka w kuchni. Niepokój urósł w jednej chwili, serce zaczęło bić dwa razy szybciej, a oddech miała płytki i nierówny. Mężczyzna dalej szedł ku niej, wolnym, niedbałym krokiem. Gdy dzieliły go zaledwie centymetry od dziewczyny wyprostował się, odłożył kubek i przyjął dumną, groźną postawę.
-Wszystkiego najlepszego Wiktorio.- Jego głos był przesączony ironią i wrogością.
-Co ty tu robisz?- Wydobyła z siebie cichy, drżący głos, chciała się uwolnić, ale napór mężczyzny nie ustępował.
-Jak to, co? Moja pasierbica ma urodziny, miałbym jej nie odwiedzić? –Jego dłonie powędrowały na jej plecy aż po kark. Dziewczyna odruchowo zaczęło go odpychać, ale był szybszy. Przywarł do niej całym ciałem. Krzyk wyrwał się z jej krtani, ale mężczyzna jedną dłonią zakrył jej twarz, a drugą złapał za włosy.
-Nawet nie próbuj suko.-Spojrzał w jej oczy, twarz miał zimną, surową, kości policzkowe, parodniowy zarost i nos, ewidentnie nie raz złamany, nie dodawały mu uroku. – To jak? Będziesz grzeczna?
Dziewczyna powoli z przerażeniem w oczach pokiwała głową, a ojczym zabrał dłoń i odsunął się minimalnie. Gdy wyczuł, że Wiki nie ma odwagi się sprzeciwiać, złapał ją za nadgarstek i posadził na fotelu w salonie.
-To, co? Porozmawiamy?- Blondynka wiedziała, że teraz nie może pyskować. Źle by się to dla niej skończyło. Mężczyzna rozejrzał się po pokoju. -Nieźle się urządziłaś. Kto by pomyślał, że taka zdzira może mieszkać w takim luksusie.
-Nie jest…
-Jesteś! I nie dyskutuj. Jak inaczej nazwać córkę, która zostawiła samotną matkę i wyjechała? Zdzira to i tak mało powiedziane. Widzę, że już zapomniałaś co to dyscyplina. Z twoją matką od dawna cie szukaliśmy. Jedynym tropem był ten bar. Oboje chcemy przypomnieć ci czym grozi… prawda. Ona chciała robić awantury, ale… ja mam lepszy pomysł. Z takimi gnojami nie ma co się oszczędzać. Czyżbyś już zapomniała czym kończyły się wrzaski w domu?- mówił spokojnie z nutą rozbawienia w głosie. Blondynka siedziała skulona, unikała jego dłoni wędrującej nad jej twarzą. Przed oczami miała każdą noc, każde uderzenie.-Lepiej sobie przypomnij, bo tak samo skończy się twój związek jeśli ktokolwiek dowie się co działo w naszym domu. Twoja matka myśli, że właśnie cię katuję… Ale po co? Takie ciało trzeba wykorzystać nie tylko do bicia. Żeby było jasne. Jeśli jakakolwiek sytuacja z naszego domu ujrzy światło dzienne. Oboje pożałujecie. Ty i twój chłoptaś. Sprowadza cie on na bardzo niebezpieczną drogę. Będę sprawdzał co jakiś czas czy, aby na pewno zrozumiałaś. Za twoje ostatnie zwierzenia… Mam świetną karę. Ja i moi koledzy dawno nie mieliśmy tak ładnej dziewczynki…
-Nie!
-Słucham?!- krzyknął wściekły i złapał ją agresywnie za włosy. Dzieliły ich milimetry, mężczyzna spojrzał w jej przerażone oczy i uśmiechnął się.- To moje zasady, to twój dzień zagłady.- puścił ją, wstał i ruszył do wyjścia.- Dzisiaj w prezencie daruje ci jedną noc, ale możesz niedługo się  nas spodziewać.- był już przy samych drzwiach, spojrzał raz jeszcze na blondynkę, dziewczyna nadal siedziała przerażona w fotelu.- Jak za dawnych lat, co?- odezwał się z i z hukiem wyszedł. Dziewczyna przerażona schowała twarz w dłonie i wybuchła płaczem, trzęsła się ze strachu, nie mogła złapać oddechu, a serce omal nie wyskoczyło jej z piersi. Siedziała tak około 20 minut, aż udało się jej wykrztusić jedno zdanie.
„Tak się boje o siebie
O swój psychiczny stan.”

____
Adam zapukał do drzwi, ale nikt nie otwierał. Spróbował ponownie, odczekał kilka minut, nic. Próbował dalej, ale na marne. Spojrzał niepewnie na zegarek. Może był za późno? Może Wiktoria już jest w barze? 7:30. Był punktualnie. W głowie pojawiły się mu czarne scenariusze, zdenerwowany zaczął walić w dębowe drzwi i wołać imię dziewczyny. Ta jednak dalej nie reagowała. Nie było rady, musiał użyć innego sposobu. Wyjął z kieszeni scyzoryk i spróbował otworzyć zamek. Miał szczęście, że w młodości bawił się w złodzieja. Szybko otworzył drzwi i zdenerwowany wbiegł do domu.
-Wiki!- zauważył dziewczynę skuloną na fotelu.- Wiki, nic ci nie jest?- delikatnie starał się ją wybudzic.
-Adam?- wymamrotała na wpół przytomna, skierowała twarz ku brunetowi ujawniając rozmazany makijaż, podkrążone oczy i zaczerwienione ramię.
-Boże co ci się stało?- przerażony dotknął jej ręki, ale ta z bólu ją odsunęła.
-Ja.. Nic… Miałam lekki wypadek w wannie.
-I dla tego płakałaś?- nie wierzył jej w żadne słowo, widział, że rana wygląda na świeżą, zrobioną przez kogoś, kto ma mocny chwyt i wielkie dłonie.
-To… Bardzo bolało.
-Wiki spójrz na mnie.- dotknął delikatnie jej podbródka, dziewczyna otworzyła oczy i zrezygnowana spojrzała na chłopaka, minimalny ruch głową kosztował ją ogromnego bólu karku.
-Ał!
-Nadal uważasz, że to mały wypadek?- zapytał zdenerwowany brunet. Już wiedział, że ktoś musiał jej to zrobić, ale ta nie dawała za wygraną.
-Adam po prostu upadłam w wannie. Zahaczyłam o kant i tak wyszło. Wypadek.
-I stąd nie możesz ruszyć głową, masz siniaki na ręce, tak? I jeszcze miałaś siłę ubrać się w piżamę i tutaj przyjść? No chyba, że kąpałaś się w piżamie.- docinał mężczyzna. Wiki zignorowała jego słowa i powoli, ostrożnia wstała. Nie zważając na jego komentarze poszła do pokoju się ubrać. Adam korzystając z okazji, że jest sam zaczął szukać jakiś śladów szarpaniny, ale niczego nie znalazł. Tylko dwa kubki nienaruszonej, zimnej kawy.

___
Proszę, inaczej, groźne, ale jestem z tego dumna :) Czekam na komentarze, jak wam się podoba! :)

4 komentarze:

  1. Bardzo fajnie!Wiki i tak była bardzo silna,ale zwrot akcji :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Maja zazdroszczę weny i życzę Ci jej jak najwięcej :)
    Świetnie piszesz masz ogromny talent i wyobraźnię
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :>
    Pozdrawiam i jeszcze raz życzę dużo weny :*

    OdpowiedzUsuń
  3. To jest super.... kiedy następny rozdział ? ☺

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy następny rozdział.... ☺

    OdpowiedzUsuń