piątek, 23 maja 2014
III -Ja ne zdam sia bez boju!
Jako, że dziewczynom zostało jeszcze z ostatniej wypłaty mogły zaszaleć. Zwiedzały właśnie Stradivarius w poszukiwaniu skromnej, ale seksownej kreacji na weselę kolegi, a przy okazji przeglądy ubrania na finał MBTM. Gdy Dagmara przymierzała 3 sukienki, do Wiki ktoś zaczął się dobijać na telefon. Blondynka sprawdziła komórkę. Adam. Uśmiechnęła się od ucha do ucha i wysłała mu SMS
Jestem na zakupach, nie mogę rozmawiac, ale mogę chwilę pisac
Rozumiem. Mam na dzieję, że to nie jest wymówka żeby mnie spławic? :P
Niby czemu? XD
Za wczoraj na przykład? Może jesteś zła?
Czy wyglądałam na złą? :>
Nie do końca :PP Zmieniając tematL kiedy będziesz wolna?
Na co? XD
Tajemnica ^^
Mam się bac? XD Poczekaj, Daga wyszła z przymierzalni.
Jasne :D
-Ta chyba najlepsza.- powiedziała lekko zrezygnowana brunetka z mało zadowoloną miną. Na sobie miała czerwoną sukienkę przed kolano, bez ramiączek, z przyległą górą i luźnym, falistym dołem. Ubranie mocno podkreślało biust, wyszczuplało i wydłużało nogi, wyszczuplało też górę, ale ją nieco skracało.
-Jak do tego weźmiesz szpilki bądź koturny czarne i odpowiednie biżuterie będzie dobrze.- uśmiechnęła się blondynka
-Okej to jeszcze przymierze to- wskazała na długie jeansy, szarą koszulkę z nadrukiem zdjęcia z instagramu czarną skórzaną kurtkę. Wzięła ubrania i wróciła do przymierzalni.
Mam chwilę. Co do spotkania to do 18 nie da rady
A wieczorem?
Wieczorem mam luzik.
I świetnie! :D
Naprawdę zaczynam się bać O.o
Masz czego! Przyjdę po Ciebie o 20 :P
Wywieziesz do lasu i zgwałcisz? XD
Marzę o tym! XDD
Dobra, dobra. Bo seryjnie zacznę się bać :P Idę dalej kupować ^^ PAPA
Papa :P
-Z kim piszesz?- spytała nad uchem blondynki zaciekawiona Daga, a Wiktoria aż podskoczyła z zaskoczenia
-Boże nie strasz!
-Nie straszę. Chodź do kasy.
-Dobra. Ja upatrzyłam sobie sukienkę w H&M
-Okej.- powiedziały i ruszyły dalej kupować. Po zakupach poszły jeszcze na masaż i do kawiarni. Wiktorii przydał się taki babski dzień na mieście, mogła się odstresować i zapomnieć o reszcie świata. Wreszcie poczuła się spokojnie i wolno.
_ _
Adam był punktualny. Nawet przyszedł minutę przed 20. Wiktoria czekała na niego gotowa w kuchni, ubrana w szare rurki i czarną skórę, pod którą miała tylko białą koszulkę z poliestru. Włosy spięła w wysoki, ale luźny kucyk. Gdy usłyszała pukanie do drzwi wiedziała, że to on. Włożyła trampki i przekręciła zamek. Strój Adama niczego nie zdradzał, jak zawsze miał na sobie czarne jeansy i czarną koszulkę z nadrukiem „Born to Rock”. Włosy jak zawsze roztrzepane, a na szyi zwisały różne naszyjniki. Stał uśmiechnięty od ucha do ucha, oparty o ścianę. Wiktorię pierwsze co uderzyło to zapach męskich perfum. Ten zapach, który każda kobietę chce czuć codziennie na wieczór i o poranku, gdy budzi się w ramionach swojego mężczyzny. Brunetkę z rozmarzenia wyrwał głos Horoszczaka.
-No witam. Gotowa?
-Ym. Tak, tak gotowa.- uśmiechnęła się patrząc mu w oczy, wyszła przed mieszkanie i zamknęła drzwi. Gdy szli już razem ulicami Warszawy, Wiki nie mogła już wytrzymać i zapytała- To gdzie mnie zabierasz?
-Tajemnica, ale na pewno ci się spodoba.- uśmiechnął się złowieszczo. Przez całą drogę z Mokotowa do Ursynowa rozmawiali o minionym dniu, żadne jednak wolało nie nawiązywać do tematu wczorajszego pożegnania. W przeciętnym filmie czy serialu gdy są takie sytuacje, bohaterowie prowadzili często niezręczne sytuację, a oboje woleli tego uniknąć. Szli zadowoleni obok siebie, śmiali się i żartowali. Osoba trzecia mogła by uznać, że to zwykli znajomi, ale tutaj kroiło się coś większego. Dy dochodzili do parku, Adam minimalnie spoważniał, lecz niedostrzegalnie. Gdy Wiktoria opowiadała sytuację z pobytu w SPA, Horoszczak w głowię bił się ze swoimi myślami. Obawiał się jak dziewczyna zareaguje na jego gest, obawiał się co o nim myśli po wczoraj i obawiał się tego co zrobi teraz. Mimo to poczuł się pewniej gdy przypomniał sobie jej oczy wczoraj. Jego dłoń wysunęła się z kieszeni i niewinnym ruchem odszukała dłoń Wiktorii. Dziewczyna chwilę zamilkła, ale po chwili rozluźniła się i dalej opowiadała. Teraz wyglądali już na zakochaną parę. Park, wieczór, para spacerująca za rączkę. Niby jeden gest, a taki trudny do zrobienia, a tak wiele mówi.
Celem podróży było małe jeziorko w parku, ukryte między drzewami, gdzie rzadko kto bywał. Na środku była mała wysepka, a prowadził do niej drewniany pomost. Przed molem Adam zawiązał dziewczynie oczy i trzymając ją za rękę poprowadził do wysepki. Rozłożył wcześniej przygotowane rzeczy, pomógł Wiki usiąść i zdjął opaskę. Okolica była magiczna. Żadnych lamp, oświetlał ich tylko księżyc i gwiazdy, cisza, spokój. Normalnie jak z bajki.- pomyślała blondynka. Siedziała naprzeciwko Horoszczaka na kocu, a dzieliły ich 4 książki, zeszyt, album, dwa kieliszki i wino.
-A co to za okazja?- zapytała zdziwiona sięgając po album, ale Adam ją wyprzedził i zabrał go do siebie.
-Żadna. Chciałem ci coś pokazać.- przeglądał zdjęcia tak by Wiki ich nie widziała, gdy znalazł odpowiednią stronę podał ją dziewczynie.-Trzy kolejne strony.- Zgodnie z poleceniem blondynka przeglądała zdjęcia nie ukrywając zachwytu. Fotografie ukazywały święto Łemków-Wartę. Na jednym siedziała grupa ludzi, w tym Igor i Adam z lat młodszych, Adam z innym chłopakiem grali na gitarze, a reszta śpiewała. Na następnej były pokazane tańce, na innym sztuczne ognie puszczane na koniec. Na następnej stronie widziała uwiecznione Boże Narodzenie i Wielkanoc. Wszystko to przypomniało jej o swojej rodzinie. Gdy zobaczyła zdjęcie, na którym Igor nosi na plecach swoją siostrę nie wytrzymała i pierwsze łzy spłynęły po jej policzku. Oddała album Adamowi, a te podał jej chusteczki. –Nie chciałem żebyś płakała. Chciałem tylko pokazać ci, że nie masz czego się bać, żebyś zobaczyła, że tam nikt nie będzie wypominać ci błędów twojej matki.
-Dobrze chciałeś, a te łzy nie są smutne. To łzy pełne zachwytu i szczęście.- spojrzała mu w oczy.- Dziękuje.
-To nie koniec.- uśmiechnął się i przysiadł obok niej. Wziął książkę i zaczął jej czytać wybrane wcześniej wiersze i powieści. Razem czytali, niektóre wersy opisujące Łemkowynę. Adam chciał teraz by zobaczyła jak piękna jest ich literatura i, aby przypomniała sobie język, ale ona go bardzo dobrze znała. Niczego nie musiała sobie przypominać. Przesiedzieli tak do północy. Wiktoria położyła głowę na jego piersi, a on jej czytał. Gdy skończył się ostatni wiersz, złapał zeszyt i otworzył a zaznaczonej stronie. Tym razem zaczął śpiewac, po cichu.
-„Szosz ce ja, szosz ce ja ne zumiw
Zupynytysia wczasno, ce jasno
Zi mnoju teper i na zawżdy, pizno ne ity
Ne idy wid mene”- przerwał na chwilę wziął głęboki oddech i zaczął dalej śpiewac. Wiktoria spojrzała od dołu na jego twarz. Miał zamknięte oczy, był skupiony na tekście, na tym co robi.
–„Ja nalyju sobi, ja nalyju Tobi wyna
A choczesz iz medom
Chto Ty je? Ty wziala moje zyttia
I ne widdala
Chto Ty je? Ty wypyla moju krow
I pianoju wpala
Twoji oczi klyczut, choczut mene
Wedut za soboju
Chto Ty je? I kym by ne bula Ty
Ja ne zdam sia bez boju
Ja ne zdam...
Szosz ce ja, szosz ce ja ne zumiw
Zupynyty sebe, Tebe... siohodni
Siohodni tak wyw, bez tebe sumuju
Sumuju bez Tebe, nakyn' szos' na sebe
Ja nalyju sobi, ja nalyju Tobi wyna
A choczesz iz Medom
Chto Ty je? Ty wziala moje zyttia
I ne widdala
Chto Ty je? ty wypyla moju krow
I pianoju wpala
Twoji oczi klyczut, choczut mene
Wedut za soboju
Chto Ty je? I kym by ne bula Ty
Ja ne zdam sia bez boju
Ja ne zdam sia bez boju
Ja ne zdam sia bez boju
Ja ne zdam...
Ja nalyju sobi, ja nalyju Tobi wyna
A choczesz iz medom
Chto Ty je? Ty wziala moje zyttia
I ne widdala
Chto Ty je? ty wypyla moju krow
I pianoju wpala
Twoji oczi klyczut, choczut mene
Wedut za soboju
Chto Ty je? I kym by ne bula Ty
Ja ne zdam sia bez boju
Ja ne zdam sia bez boju...”- jeszcze raz wziął głęboki oddech i spojrzał na nią. Patrzyła na niego ze szklistymi oczami.- Ta piosenka jest specjalnie dla ciebie, żebyś się tam nie poddała rozumiesz?- odpowiedział pewnym siebie tonem, patrząc jej głęboko w oczy, a ona tylko kiwnęła głową na zgodę. Uśmiechnął się i wziął łyk wina. Wiktoria zrobiła to samo poczym spojrzała przed siebie. Teraz już czuła się pewnie, wiedziała, że wszystko się uda. Była tego pewna. Wiedziała, że wreszcie spotka brata. Poczuła ogromne ciepło w duchu na myśl, że to wszystko dzięki Adamowi. Na myśl przyszło jej kilka słów.
-„Wielu jest takich
Którzy chcą mnie zmienić
Po prostu ich wysłucham
Ciągle miotany ze skrajności w skrajność
Wiesz tak dobrze znam to”- Adam spojrzał na nią.
-Mimo tylu pomyłek
I tak będę z tobą
-Mimo tak wielu granic
I tak będę z tobą- odpowiedziała
-Mimo tylu nieznanych
I tak będę z tobą- na końcu powiedzieli już razem:
-I tak będę sobą
I tak będę sobą. –Horoszczak schylił się do niej i pocałował ją w czoło. Ona tylko uśmiechnęła się i odwrócił do niego, a on zrozumiał jej ruch i objął ustami jej usta. Tym razem nie na długo na chwilę. Krótką chwilę. Tyle wystarczyło, by w jego głowie ponownie pojawiły się jej oczy, zielone jak trawa, jej smak, słodki jak miód, jej ciało, piękne jak Anioła, jej głos, delikatny jak skowronek, jej dusza, czysta jak łza. Gdy oderwali się od siebie spojrzała na niego i głosem pełnym szczęścia i łez powiedziała
-Nigdy nie widziałem światła w swoim życiu
Jak nocny pies zbłąkany
Choć w twoich słowach
Prawdy nie słyszałem
Dzięki tobie jestem kim być chciałem- uśmiechnął się do niej i nie mógł wytrzymać. Pocałował ją raz jeszcze, ona poprawiła się, teraz byli równi sobie. Usta bruneta okrążały jej, szybko i pewnie, a jej ręce błądziły na jego plecach. Któż wie jakby się to skończyło gdyby nie telefon (ponownie) Adama. Oderwał się od niej zrezygnowany i wyjął komórkę. Dzwonił Igor i wysłał mu dwie wiadomości.
-Przepraszam na chwilę. – wstał i odszedł do połowy mola poczym wybrał numer Herbuta.-Co chciałeś?
-Gdzie ty do cholery jesteś?!- spytał ewidentnie wkurzony
-Obecnie? Udaje Jezusa i chodzę po wodzie.
-Super, to łaskawie wróciłbyś do domu, bo za 2 godziny wyjeżdżamy! Nie pamiętasz już?
-Oj. No… Zapomniało mi się. Kurwa. Zaraz będę.- rozłączył się i wrócił do dziewczyny. Nic nie mówiąc spakował rzeczy poczym kucnął przed nią.-Musimy isc. Za dwie godziny mamy wyjazd do Krakowa. Przepraszam.
-Nic się nie stało.- uśmiechnęła się i wstała. Wzięła jeden kosz Adama i ruszyli razem w stronę powrotną. Przez całą drogę nikt się nie odzywał, ale nie trzeba było nic mówić. Dzisiejszy wieczór mówił sam za siebie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Nie pasuje mi tylko jedno,chodzi o to, że święto Łemków to Watra,a nie warta, ale ogólnie jest super :)
OdpowiedzUsuńTo jest niestety efekt słownika w Wordzie :/ Musiałam pominąć to przy sprawdzaniu pisowni i gramatyki :/
Usuń