„Jurorzy już czekają na kolejne przesłuchania castingowi.”Skomentował Rock i na ekranie pojawiła się znajoma Wiktorii twarz. Ta sama gitara, ten sam człowiek. „Grupa LemON”. Wiktoria poprawiła się na kanapie, pogłośniła dźwięk. „Litaj ptaszko”. No proszę.- Pomyślała i wsłuchała się w piosenkę. Melodia nieco zmieniona, nuty, wszystko brzmiało troszkę inaczej. Jednak nadal była to ta sama piosenka, którą jak się dowiedziała grał 3 może 4 miesiące temu Adam nad jeziorem. Ta sama piosenka, ten sam tekst, którego fragment razem stworzyli. Wtedy go nie znała, teraz ogląda go w telewizji, w Must Be The Music jak śpiewa… można powiedzieć po części ich wspólną piosenkę. Kuzyn Adama oszołomił ją jeszcze bardziej. Swoim głosem, wrażliwością i miłością do Łemkowyny. Przypomniały jej się opowieści ojca o tej ziemi, ziemi, z której ona też pochodzi. Piosenka dobiegła końca, cały zespół przyprawił Wiktorię o gęsią skórkę i łzy wzruszenia. 4 Razy tak, przechodzą dalej. Brawo- pomyślała. Jak się okazało piosenkę do końca stworzył wokalista, Igor. Wiktoria złapała szybko laptopa i zamówiła bilet na najbliższy odcinek MBTM, w którym wystąpi LemON. Nie mogłaby sobie teraz odpuścić.
__
Ponownie pokazany film o zespole LemON, znowu fragmenty o Łemkowynie. Wreszcie weszli. Wiktoria nie mogła się doczekać, by znowu ich usłyszeć. Jeszcze bardziej nie mogła się doczekać, by spotkać Adama ponownie. Zastanawiała się czy będzie ją jeszcze pamiętał. „DO tebe tam, zabij tot czas kryczu ja” Kolejna piękna piosenka, dynamiczna, po Łemkowsku i po Polsku. Po raz kolejny dreszcze przeszyły jej ciało. Po raz kolejny 4 razy tak.
Po wszystkich występach Wiktoria ruszyła w stronę kulisów. Miała ogromnego farta, że jeszcze nie wyszli. Adam rozmawiał akurat ze swoim kuzynem, blondynka podeszła do niego od tyłu, gestykulując do Igora by nie zdradzał jej obecności.
-Pana zamówienie.- Odezwała się tuż nad jego uchem, a ten aż podskoczył z wrażenia. Odwrócił się do niej, a ona podała mu alkohol. Chyba ją jednak poznał, bo uśmiechnął się od ucha do ucha.
-Mam nadzieję, że to nie to samo, co 4 miesiące temu?- Zażartował i wziął łyka.
-To ja was może lepiej zostawię.- Powiedział z chytrym uśmiechem Igor i odszedł do znajomych. Chyba się już pozbierał, bo się nie jąkał.
-Wiesz… wzięłam te resztki, co zostawiłeś i dolałam trochę nowego, ale spokojnie, 4 miesiące to jeszcze mało.- Zaśmiała się i oparła o ścianę. –To twoje pytanie to, co miało być? Bilet do tego programu?
-Szczerze? Nie wiem. Działałem pod wpływem emocji i tak jakoś spytałem.
-Myślałam, że to twój kuzyn jest bardzo emocjonalny.
-Oboje tacy jesteśmy, ja jestem jedynie bardziej… wylewny. Usiądziemy przy bardzie czy będziemy dalej tutaj stać?- Wzruszyła ramionami i ruszyli razem do stolika. –Specjalnie przyjechałaś tutaj żeby to spytać?
-Ogółem przyjechałam zobaczyć jak moi rodacy radzą sobie na scenie.
-Jesteś Łemkynią?
-Od strony ojca.
-Nie wiedziałem cie na Watrcie. –Powiedział z lekkim żalem w głosie, machnął ręką w stronę Igora i reszty, a oni jak na zawołanie ruszyli w ich stronę.
-Niestety… Nie było mnie tam od 4 roku życia, odkąd mój ojciec zmarł.
-Rozumiem. Stąd znałaś Łemkowski, gdy śpiewałem.
-Owszem, owszem, a teraz nasz dwa zdania i poprawki twojego kuzyna sprawiły, że idziecie do finału.
-Weź… Nic nie mów proszę cie! Nadal w to nie wierzę!- Adam wziął jeszcze jeden łyk laiku, uśmiech nie schodził mu z twarzy, Witkroii również. W tej samej chwili dosiedli się do nich Andrzej Olejnik, Igor Herbut i Piotr Budniak.- A Piotrek?
-Coś tam zamawia.-Odezwał się Igor i spojrzał na mnie-Adam przedstawisz nas?
-A tak. Tak! E..- Zastanowił się chwilę.- Przepraszam, ale. Jak masz na imię?
Blondynka wybuchła śmiechem razem z chłopakami, jedynie Adam się nie śmiał tylko zrobił minę urażonego kotka.
-Wiktoria.- Wykrztusiła po chwili-, Ale spoko. Kto by pamiętał jak się nazywała barmanka?
-Barmanka? Co?- Spytał zaciekawiony Igor
-Tak, no. To ona współtworzyły ze mną „Litaj ptaszko”.
-Jak to?
-Podałam mu zamówienie i posiedziałam przy nim chwilę, nie wiem, czemu. Nagle wyskoczył mi z pytaniem, co bym zrobiła gdyby ktoś ważny zostawił mnie i odszedł do innej. Tak jakoś wyszło, że „Znam dobry ja koly Twoi usta Powily: Ne dla Tebe ja...”- Wyszło ode mnie.
-Nie tylko to!- Wtrącił Adam ewidentnie pobudzony.- Duża część nut wyszła od niej. Dodała mi weny!
-Ej, bo się zarumienię!- Zaśmiała się. W między czasie dołączył do nich Kołacz z 6 szklankami whisky.
-Wiem, że może ktoś nie pic, ale to musimy oblać!- Podał każdemu szklankę
-Tak w ogóle. Skąd znałaś język?- Zapytał Andrzej, ale Wiktoria nie zdążyła odpowiedzieć.
-Jej ojciec był Łemkiem.- Rzucił Adam. To spotkanie ewidentnie dało mu kopniaka. Przez kilka godzin rozmawiali tylko Łemkowszyźnie, o tym jak było, a jak jest teraz. Jak trzeba było wyjść ze studia, to poszli na miasto, jak nie na miasto, to do parku i tak prawie do 3 nad ranem. Na koniec wymienili się numerami i każdy poszedł w swoją stronę. W sercu Wiki ponownie wielką cześć zajęła Łemkowyna. Gdy już weszła do mieszkania, złapała stare albumy i przeglądała zdjęcia z Bieszczad, ze spotkań rodzinnych. Tęsknota ogarnęła ją do granic możliwości. Resztę nocy spędziła na wypłakiwaniu się w poduszkę do rodzinnego zdjęcia na jej rodzinnej ziemi.
II
Wiki miała dziwną, wewnętrzną potrzebę wygadania się komuś, teraz, natychmiast. A, że było już późno, wiedziała, że może zadzwonić tylko do jednej osoby. Kliknęła zieloną słuchawkę, usiadła w fotelu i wsłuchała się z sygnały. Jeden... Drugi... Trzeci...
- Oby to było coś ważnego, Wiki, albo po południu cię zamorduję - zaspany głos Dagmary sprawił, że na ustach Wiktorii pojawił się uśmiech.
- Cześć, Daguś, skarbie - powiedziała niewinnym głosem.
- Nie uwierzysz, co mnie spotkało...
- Poznałaś seksownego Łemka i umówiłaś się z nim, a potem spędziliście upojny wieczór razem, a teraz dzwonisz, żeby się wygadać, jaki był świetny? - W myślach Wiki widziała jak Daga przewraca się na łóżku i patrzy w sufit. Skubana, pomyślała blondynka.
-W pierwszy momencie chciałam ci naopowiadać o gorącej nocy z jakimś hydraulikiem, ale teraz widzę, że nie ma to sensu.
- Ej, czekaj, że co? Z kim ty spałaś?
-Spać? Spać to spałam z poduszką i zdradzałam ją z kołdrą.- Posłała jej niewidzialny uśmiech
- Wiki, jaki hydraulik, jaka poduszka? Kobieto, jest... Czwarta rano, musisz mnie męczyć?
-To ty zaczęłaś o gorącej nocy z Łemkiem. Może... Zacznę od początku?
- Poczekaj, wyjdę z pokoju, żeby nie obudzić... - Zawiesiła glos. - Nieważne, gadaj.
-Czekaj. Czekaj! Nie obudzić, kogo?!- Zapytała podekscytowana, w jej głowie roiło się teraz tysiące myśli.
- Nie interesuj się tak. Niczego nie powiem, dopóki TY nie wyjaśnisz, dlaczego budzisz mnie w środku nocy - powiedziała twardo.
-Dlaczego cie budzę? Hm.. Może dla tego, bo mi sie nudzi? Dobra tak poważnie, oglądasz Must Be The Music?
-Jeśli nie ma nic innego w telewizji to czasami włączę... A co?
-Kojarzysz taki zespół z zajebistym wokalistą? Naciskając na ZAJEBISTYM!
-Ehm, czeeeeekaj. Tym, no, jak on miał? Her...but?
-No dokładnie
-Seksowny jest. Ale co to ma do rzeczy? Moment... On jest Łemkiem? Spałaś z nim?
-Hahaha, tak nie miałam, co robić tylko włazić mu do łóżka. Oczywiście, że nie!
- No to, co robiłaś? Grałaś z nim w rzutki? - Zaśmiała się.
-Tak, marzyłam o tym. Rozpływałam się jak masło jak rzucał to lotką!!! Tak poważnie, to... Tak jakoś wyszło, że jego kuzyn był moim klientem.-Przerwała na chwilę-Bez skojarzeń! -Dodała
- Wiesz, że gdy mówisz "bez skojarzeń" tym bardziej mnie nachodzą? - Zachichotała. - Chodzi ci o tego z baru, nad którym się miesiącami rozpływałaś?
-Ej no! Ja sie nie... No może troszkę, ale nie do tego zmierzam! Wiesz, że ich pierwszą piosenkę, w pierwszym odcinku właśnie wtedy on grał nad jeziorem?! Ten sam tekst, którego część razem powiedzieliśmy! Wyobrażasz to sobie?
- Cieszę się, że odnalazłaś swojego księcia z bajki. To, co, umówiliście się, poprosił o numer? - Zrobiła pauzę. - Adam Ho... Horoszczak, tak? Wygooglowałam go właśnie... Ej, niezły jest...
-No tak wujek Google zawsze pomoże. Numery to mam każdego z nich, ale... Lepsze jest to, że zaproponował mi żebym jechała z nimi w góry!!!!- Cicho zapiszczała uradowana tym, że komuś to powiedziała. Wreszcie dotarło do niej, że po prawie 16 latach wróci do swojej rodzinnej ziemi.
- Nie gadaj! - Wrzasnęła. - Ty szczęściarko! Ja nie mogę...! Na Łemkowynę?
-Dokładnie tak! Boże nie wierze. Wreszcie zobaczę swój dom! DO tego jeszcze on! Boże on mi z nieba spadł!!!
- Dla mnie wygląda bardziej jak seksowny diabeł... Taki co wiesz, jest zesłany na pokuszenie niewinnej dziewczyny - zaśmiała się. - Ale ten Igor...
-Te? Za dużo diablicy się naczytałaś czy jak?
-Co do Igora... No nie powiem, nie powiem. Do tego ten głos! Ach...
- Po prostu... Rany, to brzmi jak z jakiegoś filmu... Wiki, dlaczego to zawsze spotyka ciebie? Weź się podziel, ja chętnie wezmę tego blondynka - zażartowała,
-Hehehe, a jeszcze przed chwilą bałaś się kogoś obudzić. Oj niegrzeczna ty.
- Weź nie mów. Dawny chłopak, szkoda gadać - westchnęła. - Nie chciałam go budzić, bo chcę się po cichu rano zmyć. Ej, zapoznasz mnie z nimi?
-DAGA! Serio?! Znowu z kwiatka na kwiatek?
- Och, ciszej. Mam kaca, upił mnie - jęknęła. - I kto powiedział, że chcę wskakiwać do łóżka? Chcę tylko poznać Łemków, bo na razie znam tylko jedną Łemkynię.
-Eh Daga wymigujesz się. Trochę za dobrze cie znam. Wracając do nich... Możesz ze mną pójść na finał, będziemy spamili smsami żeby wygrali. Co ty na to?
- Zgoda. Ale chcę autograf! I zdjęcie!
-Ty tak na poważnie czy żartujesz?
- Jasne, że na serio, blondyneczko. A teraz kładź się spać i za dziesięć godzin spotykamy się w barze, okej?
-E... No dobra. Niech ci będzie.
- Kooocham, dobranoc!
-No, no dobranoc. Ja sobie jeszcze nie pośpię.
- Spać i to już!
-No postaram się, postaram.
- No ja myślę. Nie chcesz na pewno wystraszyć klientów i swojego Łemka.
-No oczywiście, że nieee. Hihi
- Ja też muszę się wyspać. Więc skończ gadać i do łóżka!
-No idę papa. - Rozłączyła się i z bananem na ustach położyła się i postarała się usnąć.
III
Z pięknego snu o Łemkowynie, Wiktorię obudził hałas telefonu. Głośne wibracje i monotonny dzwonek. Kogo pogięło żeby mnie budzić?- Pomyślała na pół przytomna i po omacku złapała telefon.
-Halo?
-No witam, witam moja Ptaszynko. –Odezwał się delikatny głos, dobrze znany już Wiktorii. Od razu uśmiech pojawił się na jej twarzy. Przetarła oczy i powoli przeciągnęła się na łóżku.
-No witam. Co tam? Chcesz kolejne Malibu?
-Malibu nie, tym razem chcemy cie zaprosić na piwo.- Powiedział ewidentnie zadowolony Adam, a Wiktorii aż ciśnienie skoczyło
-Teraz?!
-Znaczy. Nie. Za pół godziny.
-Ocipiałeś z tego szczęścia?- Wiktoria już robiła sobie kawę, ale wolała trochę się z nim podroczyć
-Może się lekko, ale no proszę cie.
-Muszę się umalować, zjeść, ubrać. Jest 8 rano! Na 10 mam robotę!
-Dasz radę. Najwyżej potem będziemy mieli prace społeczne u ciebie w robocie.
-Hmm.. Kusząca propozycja. Mów dalej.
-Pomożemy ci otworzyć i ogarnąć?
-Mało.
-Hm. – W słuchawce było słychać jak Horoszczak szepta coś do swojego kuzyna.- Umyjemy stoliki?
-Na noc zawsze myjemy.
-Kurcze! –Chwila ciszy- Pomożemy w robieniu zamówień?
-No… już lepiej. Jednak nie przekonałeś mnie.- Wiktoria kończyła już się ubierać i pic kawę w między czasie. Miała półtorej godziny do otwarcia baru i nie martwiła się spóźnieniem. Mimo to chciała trochę wkręcić Adama do pomocy.
-Eh.. Zmywak?- Zapytał zrezygnowany, a dziewczyna wybuchła śmiechem.
-Bingo! No to mamy umowę. Gdzie się spotykamy?
-W Restauracji 99 za 15 minut?
-Okej. Papa- rozłączyła się, złapała skórzaną kurtkę, włożyła koturny i torebkę. 10 minut później była już na miejscu, wysłała jeszcze tylko wiadomość do Dagmary: Szykuj się, już dziś ich poznasz! ;) Nie musiała długo czekać na chłopaków, chwilę przed 9: 00 dołączyli do niej Adam, Igor i Andrzej. Każdy mimo tak wczesnej pory był w wyśmienitym nastroju. Cała ekipa zajęła miejsca w restauracji i złożyła zamówienie, Adam z Igorem zamówili piwo, a Wiktoria z Andrzejem lekkie drinki.
-Więc, po co mnie ściągaliście tutaj o 8 rano dając się nawet pociąć za to spotkanie?
-Potrzebujemy rady. – Odezwał się Igor popijając alkohol z wielkim uśmiechem, co chwila spoglądał ukradkiem na towarzyszy.
-Konkretniej? Porady jak sprawić by dziewczyna zebrała się w 20 minut?
-To akurat mamy opanowane. – Zaśmiał się Adam i zerknął na Andrzej znacząco.
-Co się na mnie patrzysz… Ja nic.- Odpowiedział na jego zaczepkę skrzypek i odwrócił się w drugą stronę udając niewinnego.
-Może lepiej jak nie będę wnikała. Czyli, o co?
-Więc.- zaczął Adam i podał IPhona Wiktorii, na ekranie po odblokowaniu pojawił się tekst piosenki „Dewiat”, którą już znała. Spojrzała nieco zdziwiona na chłopaków, a oni patrzyli się w ścianę za nią, jedynie Adam patrzył jej w oczy.-Chcemy żebyś pomogła nam wybrać piosenkę na finał.
-JA?!
-Owszem ty. Natchnęłaś mnie weną przy „Litaj ptaszko” i dzięki temu przeszliśmy dalej, dla tego teraz chcemy żebyś pomogła nam wybrać. – wytłumaczył brunet, a Wiktoria przełączyła na następną piosenkę „Wiej” i następną „Teplo”. Po chwili namysłu zerknęła na towarzyszy, każdy przyglądał się jej bacznie, a ona aż zaśmiała się pod nosem.
-Osobiście. Uważam, że powinniście wybrać „Teplo”.
-HA! WIEDZIAŁEM!- Wybuchł zadowolony blondyn i zaczął rzucać się na boki, co chyba miało być tańcem. Reszta chłopaków siedziała wkurzona.
-A to miał hyc jakiś zakład czy co?- Spytała zdezorientowana
-Nie po prostu każdy z nas typował, co innego i nie mogliśmy się dogadać. Ten lamus blondynowy chciał „Teplo”, ja „Wiej” a Andrzej „Dewiat”- wytłumacz Adam z gorzką miną.-No nic. Pasujecie do siebie. – Powiedział i dopił piwo. Wiktoria przewróciła oczami i założyła kurtkę.
-Pasuję nie pasuję wy pasujecie do mojego zlewu! Buahahaha- zaśmiała się groźnie i wszyscy ruszyli w stronę wyjścia. Wpierw mieli jechać autobusem, ale Igor wykorzystał Budniaka by ich zawiózł. Wreszcie, gdy już dojechali nad Zegrze i Wiktoria otworzyła bar mogła się przyglądać jak chłopcy biorą się do roboty. Każdy podwinął rękawy, Adam dodatkowo z Igorem włożyli czepeczki na głowę, a Andrzej zadowolony poklepał swoją łysinkę i pokazał im język. Na uwiecznienie tej sceny Wiki zrobiła im zdjęcie.
-EJ!- Krzyknęli wszyscy na raz, spojrzeli na siebie i za chwilę Andrzej polał ją Ludwikiem, a Igor z Adamem wylali na nią miseczkę z wodą. Wiktoria krzyknęła z zaskoczenia, odłożyła telefon i rzuciła się na walkę. Cała czwórka zaczęła nawzajem się oblewać wodą, aż cała kuchnia zaczęła pływać
-Co tu się.. A!- Krzyknęła lecąc na plecy Dagmara, akurat wchodziła, gdy poślizgnęła się na mokrej podłodze.
- O o!- Powiedział Igor i rzucił się do pomocy, a zaraz za nim reszta. Dagmara leżała na mokrej podłodze i patrzyła w sufit. Oczy miała lekko zamglone i szkliste, ale nie płakała.-Nic ci nie jest?
-Dagmara!- Krzyknęła Wiktoria klękając przy przyjaciółce, zaraz za nią przyszedł Adam i Andrzej. Łemkowie pomogli jej usiąść, a Andrzej poszedł po lód.-Żyjesz?
-Nie.- Jęknęła masując tył głowy, Adam przytrzymywał ją żeby nie poleciała do tyłu. Olejnik podał jej woreczek lodu, a ona jakby to miało decydować o jej życiu złapała go i szybko przyłożyła do głowy. –Jak doobrze. Wiki wiesz, która godzina?
-Nie?
-20 po 10! – Wydarła się, ale zaraz tego pożałowała.
-O boże. Zapomniałam!- krzyknęła i wstała jak opętana i zaczęła sprzątać, a członkowie zespołu LemON patrzyli się na nią jak na idiotkę
- No właśnie zauważyłam - pomasowała obolałą głowę. - Ale wiem, dlaczego... - rozejrzała się po towarzystwie.
-Daga nic nie sugeruj!- pogroziła jej łyżką z uśmiechem na twarzy spojrzała na Adama i wróciła do sprzątania
- Skarbie, czy ja coś sugeruję? Po prostu przez te twoje - zamachała rękami nad głową. - Jestem cała mokra, obolała i na dodatek niewyspana!
-Mokra, obolała rozumiem, ale niewyspana? Nas coś ominęło?- mrugnął do Wiktorii i posłał jej chytry uśmieszek, po czym zwrócił się do Dagmary- Tak ogółem to Adam jestem.
- Daga - przedstawiła się. Powoli wstała. - Wiesz, z Wiki zawsze dużo się dzieje, nawet o czwartej nad ranem, prawda? - spojrzała twardo na przyjaciółkę. - Nie zaprosiłyście nas na imprezę? - zapytał blondyn ze smutną miną. - Igor - przedstawił się.
-Ze mną? To ty przed chwilą zrobiłaś susa po mojej czystej... -zastanowiła się chwilę- lekko mokrej podłodze!
- Gdyby nie wasza mini wodna bitwa to i ty i ja byłybyśmy zadowolone - jęknęła. - Tak, czysta jak cholera, blondyneczko.
-I ty i ja potrzeba nam wolności w biegu naszych ciał.-zanucił blondyn patrząc przed siebie, bujając w obłokach.
-Igor. Halo! Ziemia!- zawołał Adam machając mu dłonią przed twarzą
- Wy, jak widzę, nie lepsi - mruknęła pod nosem. - A ta melodyjka całkiem niezła.
-Co my nie lepsi? Myyyy? My nic!- znowu zaczął udawać niewinnego Andrzej i strzelił teatralnego focha
- Przepraszam bardzo, jacy normalni ludzie chlapią się wodą jak malutkie dzieci? - zapytała ironicznie.
-EJ! Ja mam ledwo 20 lat!- oburzył się Adam- Nikt mi nie zabroni jeszcze się bawić! A może ja jestem nienormalny? coo?- spytał znacząco udając zeza
- Nie nie - uśmiechnęła się szeroko. - Pasujecie do siebie z Wiki. Idealnie rozrywkowi ludzie - wystawiła język z stronę przyjaciółki.
-Z kim ja żyję?- załamała się blondynka i walnęła się dłonią w twarz
-Nooo! Wreszcie będę miał, komu słodzić! Gołąbeczki kochane.- powiedział przesłodzonym tonem Igor i poczochrał kuzyna
- Witaj w klubie - Daga uniosła dłoń, a po chwili Herbut przybił jej piątkę. - Ale gołąbeczki to takie... Znoszone. Ptaszki lepiej brzmią - zaśmiała się.
-Boże, po co ja ci to Malibu wtedy przyniosłam.- Wycedziła przez zęby i spojrzała na Adama spode łba
- Wiesz, przeznaczenie i takie tam - Daga wzniosła oczy do nieba. - To, co, pomagacie nam dzisiaj w barze?
-Em.. Chcecie jeszcze naszej pomocy? Nie za dużo już jej? -Spojrzał znacząco na Dagmarę Andrzej
- Tak - brunetka (?) Klasnęła w dłonie. - Przez to, że was spotkała, ja nie spałam od czwartej rano. Może wy już jej pomogliście, ale mi nie.
-Dagmara! Umiesz trzymać język za zębami?! Czasami zastanawiam sie czy ty pod tymi brązowymi włosami nie chowasz typowej blondyny gorszej ode mnie!
-EEEEJ!- Pomachał rękami nad głową Igor
- Też cię kocham, słoneczko - posłała jej buziaka. - Ale z nas dwóch ja jestem ta wygadana, a ty energiczna. - Spojrzała na Igora. - A tobie, co?
-JAJOOO!- Krzyknął Adam zadowolony z siebie- 1:0 dla mnie!!
Igor tylko opadł w dół wywrócił oczami i się załamał
- Ty - wskazała na Adama - cicho. Ty - przeniosła wzrok na Igora - mów.
-Chciałem tylko powiedzieć, że nikt nie zakręcił kranu i woda cały czas się leje, a za drzwiami ktoś się drze.- Uśmiechnął się do wszystkich ukazując szereg śnieżnobiałych zębów
- Cholera, że co?!
-Że to!- Igor wskazał na zlew, z którego woda lała się strumieniami na blat i ziemię
-AA to jest chyba ten hałas za drzwi- wskazał Andrzej na okno, za którym stał niski blondyn z irokezem.
-CO on tu robi?- Zdziwił się Adam i poszedł do mężczyzny
- Wiki, jeśli to znowu jakiś napalony zboczeniec to znak, że czas zacząć pracę - Daga sięgnęła po krotki fartuszek. - Horoszczak, sprzątasz. Za ten swój tekst - powiedziała. - Igor, pomożesz mi otworzyć?
-Aleee- zaprotestował brunet
-Z nią się nie dyskutuje-wtrąciła Wiki
- Wika ci pomoże - wtrąciła Daga.
-EEEJ! A ja, za co!?- Oburzyła się blondyna
- Za rano - odpowiedziała. - No, do pracy! Andrzej, którą grupę wybierasz?
-Ja? To ja krzesła pozdejmuje.- Odezwał się zza drzwi skrzypek i wrócił do rozmowy z blondynem
- Blondyneczko, zaczynamy - Daga zakręciła się w kółko i zaśmiała.
- A mnie oskarżają za zabawy jak dziecko...-oburzył się Adam
- Polecam kurs tanga. No, Adam, mop i tańcz!
-Ooo! Tak to ja lubię!- zawołał i złapał mop, po czym zaczął tańczyć, ale mop zamiast być na ziemi latał w powietrzu.
-Ej!- zawołała Wiktoria
-Chodź tu!- Złapał ją za nadgarstek i zaczął z nią tańczyć, a blondynka nie mogła wytrzymać ze śmiechu
- Ale wycieraj przy okazji, zamiast chlapać! Boże, zakochańce - zaśmiała się znowu.
-Jak ja kuzyna wychowałem...- załamał się Herbut
- Jak ja ją wychowałam...
-TO tylko ja nikogo nie wychowałem? -odezwał się zza ściany Andrzej, a w tle było słychać śmiech osoby trzeciej
- Ty pracujesz! Andrzej, stawiam ci drinka po pracy!
-Ale to dwa, bo Kubuś też pracuje!- zawołał -Drinkiem nie pogardzę.- odezwał się nieznajomy, a Herbut wybuchł nieogarniętym śmiechem
- Raaaaany, Łemkowie są dziwni - westchnęła. - Igor, chodź mi pomóc.
-Już... Już idę.-wykrztusił przez śmiech i ruszył w stronę Dagmary
-Dobra Adam! Już. Starczy.- Wydusiła Wiktoria rzuca przez Adama, co miało być tańcem
-No dobra.- Horoszczak puścił blondynkę, a ta wróciła uradowana do pracy. Chwilę potem dołączył do nich Andrzej.
-Wszystko zdjęte, a Igor. Kuba kazał przekazać, że jutro on i Mirek zabierają cie na… przejażdżkę? No coś takiego.- Wytłumaczył skrzypek, a Igor spojrzał na niego jakby miał dostać cukierka.
-Ej? Mirek? Ten z Eneja?- Zapytała zaciekawiona Wiktoria
-Może tak… Może nie… Dobra! Ludzie czekają na alkohol!- Zawołał blondyn i wrócił do pracy. Każdy zajął się swoją częścią, Wiki z Adamem sprzątali całe zaplecze, a Daga z Igorem wzięli się za szykowanie barku i reszty rzeczy, Andrzej, jako, że swoją pracę odwalił, zaniósł dla przyjaciela drinka. Lokal pomimo godziny opóźnienia wreszcie był gotowy do przyjęcia zamówień.
-To, co? Pomóc w czymś?- Zapytał Igor opierając się o ścianę
-Nie macie nic do roboty? Wy? Gwiazdy MUST BE THE MUSIC?- Zażartowała Wiktoria
-Dzisiaj? Nie. No chyba, że liczyć rozdawanie autografów, zdjęć itp. –zaśmiał się Adam niosący czyste szklanki
-Uważaj, bo zaraz Wiktoria się na ciebie rzuci i zacznie błagać o twój spocony ręcznik z koncertu!- Zaśmiała się Dagmara i pokazała język przyjaciółce.
-Hahaha, bardzo śmieszne.- Wycedziła Wiktoria i przyjęła pierwsze zamówienie.
-Wracając do tematu!- Zawołał Igor, żeby zwrócić na siebie uwagę.- Pomóc w czymś?
-Możecie przyjmować zamówienia, albo sprzątać. –Zaproponowała Dagmara. Łemkowie wymienili się spojrzeniami i wzięli się do pracy. Adam zbierał naczynia, Igor zbierał zamówienia. Andrzej ich jednak zostawił, bo musiał jechać do swojej „miłości” jak to sam powiedział. Kiedy wreszcie dzień dobiegł końca, dziewczyny zrobiły każdemu po drinku i całą czwórką usiedli przy najbliższym stoliku.
Kocham to! Być może niekiedy popełniłaś parę błędów,ale i tak opowiadanie cudowne :)
OdpowiedzUsuń