-Będę za 20 minut.- biegła wolnym truchtem myśląc wciąż
naprzemiennie o Konradzie i Igorze, mijała kolejne ulice Warszawy, a było
dopiero przed 10, a ona już biegła do swojego księcia.
-Ej nie myślałem, że tak dosłownie to przyjmiesz!- zaśmiał
się Herbut w słuchawce, a ona aż się zatrzymała.- Bądź o 19:30, bo nie zdążę
teraz wszystkiego zrobić, okej mała?
-Jasne.- burknęła i cały jej optymizm uszedł. Rozłączyła się i ruszyła w stronę domu. Zawiedziona biegła jak najszybciej i przetwarzała w myślach całą sytuację. „Nie myślałem, że tak dosłownie to przyjmiesz…” Ciekawe co, jak od razu po powiedzeniu tej głupiej kwestii się rozłączył! Wściekła ruszyła jeszcze szybciej i po 5 minutach była już pod blokiem. Chyba rekord. Nabiła kod i wbiegła po schodach na 4 piętro. Z hukiem otworzyła drzwi, rzuciła torbę i poszła do łazienki. Odkręciła kran, wlała płynu do wanny i poszła do wieży, by puścić odpowiednią muzykę. The rasmus, idealne. Zamknęła jeszcze drzwi podwójnie na zamek, zasłoniła okna, by w mieszkaniu było jeszcze mroczniej, pogłośniła muzykę, by było słychać ją w łazience, ale by nie raziła sąsiadów i wskoczyła zła do wanny. Gorąca woda uraziła delikatną skórę, ale nie martwiła się tym. W głowie nadal miała jego słowa. Burak. Mruknęła w myślach i nagle oprzytomniała!”Nie zdążę teraz wszystkiego zrobić…”
-A to małpa! Szykuje coś!- zawołała zadowolona do siebie i od razu radość wróciła, złość zastąpiła ogromna ciekawość przed wieczorem. Złapała szampon i żel do mycia. Oj tak… To będzie ciekawy wieczór- pomyślała i wzięła się za mycie włosów i ciała.
-Jasne.- burknęła i cały jej optymizm uszedł. Rozłączyła się i ruszyła w stronę domu. Zawiedziona biegła jak najszybciej i przetwarzała w myślach całą sytuację. „Nie myślałem, że tak dosłownie to przyjmiesz…” Ciekawe co, jak od razu po powiedzeniu tej głupiej kwestii się rozłączył! Wściekła ruszyła jeszcze szybciej i po 5 minutach była już pod blokiem. Chyba rekord. Nabiła kod i wbiegła po schodach na 4 piętro. Z hukiem otworzyła drzwi, rzuciła torbę i poszła do łazienki. Odkręciła kran, wlała płynu do wanny i poszła do wieży, by puścić odpowiednią muzykę. The rasmus, idealne. Zamknęła jeszcze drzwi podwójnie na zamek, zasłoniła okna, by w mieszkaniu było jeszcze mroczniej, pogłośniła muzykę, by było słychać ją w łazience, ale by nie raziła sąsiadów i wskoczyła zła do wanny. Gorąca woda uraziła delikatną skórę, ale nie martwiła się tym. W głowie nadal miała jego słowa. Burak. Mruknęła w myślach i nagle oprzytomniała!”Nie zdążę teraz wszystkiego zrobić…”
-A to małpa! Szykuje coś!- zawołała zadowolona do siebie i od razu radość wróciła, złość zastąpiła ogromna ciekawość przed wieczorem. Złapała szampon i żel do mycia. Oj tak… To będzie ciekawy wieczór- pomyślała i wzięła się za mycie włosów i ciała.
Punkt 19:45 stała przed mieszkaniem Igora, w czarnej sukience
koktajlowej podkreślającej jej gorę, lecz wyszczuplające dolną część ciała,
która jak zawsze przyprawiała ją o kompleksy. Włosy podkręciła lokownicą i pozostawiła
w artystycznym nieładzie. Do tego delikatny makijaż i jedyne co psuło cały ten
urok to buty. Jako, że po ostatnim wypadzie w szpilkach do restauracji, która
zakończył się spacerem po lesie, jej obcas odleciał jedyne co jej pozostało to…
czerwone Conversy. Westchnęła głęboko i modląc się, aby nie było tak źle jak
myśli za te buty zapukała trzy razy w drzwi.
Za drzwiami było
słychać głośną muzykę, jednak specjalne drzwi bardzo dobrze ją tłumiły i nie
dało się odróżnić co to było. Igor po kilku sekundach przekręcił klamkę i
ukazał Dagmarze usianą płatkami róży drogę prowadzącą do salony. Blondyn klikną
coś na pilocie i ostra muzyka, prawdopodobnie Metalica przełączyła się na
spokojną, cichą, nastrojową melodię graną przez orkiestrę smyczkową. Dagmara
jednak nie rozpoznała melodii, ale wiedziała, że wybrał ją specjalnie dla niej.
Taki już był. Przez ten krótki czas ich znajomości, a co dopiero związku, co
chwila robił jej takie romantyczne wieczory, kupował prezenty i zabierał w
urocze miejsca. Przesadnie romantyczny mężczyzna… Albo bał się jej straty. Nieustające myśli o Konradzie, które męczyły
ją przez większość drogi teraz powróciły. Wizje tamtych lat… Przed nią stał
szczupły blondyn, z nieziemskim uśmiechem i głosem, romantyczny, utalentowany,
czuły… Konrad? Nie dość, że dwa razy większy i chociaż miał nieziemską urodę…
Duszę miał miej piękną. Dawniej również był niesamowity, zabawny, troskliwy,
ale i zaborczy, ale z każdym rokiem był coraz gorszy. Odkąd poszli razem do
liceum z każdym tygodniem stawał się okropny. Stawał się potworem. Nigdy wtedy
nie zrobił dla niej takiego gestu, stawiał wymagania, ale nigdy nie dawał
niczego w zamian. Nie wiedziała czy to
wina presji wywołanej w szkole, czy w studiu czy po prostu myliła się co do
niego, ale wiedziała, że ich rozstanie rok temu to najlepsza decyzja jaką
podjęła. Ten związek ją niszczył. Nie chciała nigdy do tego wracać, ale każde
ich spotkanie o tym przypominało.
-Zapraszam do środka.- niski głos Herbuta wyrwał ją z tych
wspomnień i ochoczym gestem ręki zaprosił do środka, dziewczyna posłusznie
weszła.
-No Panie Herbut postarał się Pan. Mam nadzieję, że moje
mało wyjściowe buty nie będą Panu przeszkadzać?- wydukała zachwycona
niespodzianką i spojrzała na jej czerwone Conversy. Zdecydowanie nie pasowały
na tu i teraz.
-To nie ma znaczenia.- uśmiechnął się, objął ją w talii i
czule pocałował, po czym złapał delikatnie za nadgarstek i pociągnął ścieżką do
dużego pokoju.
Na środku stał mały stolik, a na nim białe róże i świece.
Igor odchylił jedno z krzeseł i nalał Dagmarze lampkę wina.
-Matko! Chcesz mi się oświadczyć czy co?- zaśmiała się i
upiła łyk czerwonego trunku. Nie była fanką żadnych win, jednak to było do
wypicia, lekko gorzkie, ale nadal słodkie.
- Droga Dagmaro, nie czas na żarty.- powiedział nonszalancko
jednak z trudem ukrywał zadowolenie ze swojego uczynku. Przyniósł tacę z
kuchni, a na niej dwie porcje Su shi. Podał jej porcję i usiadł naprzeciw
dziewczyny.
-Wiem, że twoje ulubione jest z awokado i ogórkiem więc proszę.-
uśmiechnął się czule. Na jej macie
leżała nie mała porcja Uramaki California Gold, jej ulubione danie. Wiedziała,
że robił je sam przez co jeszcze bardziej była zachwycona, bo nie jest to
najprostsze danie. Spojrzała na jego matę- Uramaki z krewetką i węgorzem.
Nie żałował sobie…
-No proszę. Pamiętałeś. Więc co to za okazja?- przeszła do konkretów kręcąc
palcem po okręgu kieliszka od wina.
-Na początku muszę powiedzieć, że prócz butów pięknie
wyglądasz.- uśmiechnął się jeść swoje danie. Dagmara wzięła kawałek i spojrzała
czujnie na mężczyznę.
-Albo coś przeskrobałeś i chcesz się podlizać… Albo nie mam
innego pomysłu.
-Hahaa- wybuchła głośnym śmiechem aż się zachłysną, powoli
wracał do nromy gdy Dagmara nadal czujnie go obserwowała- A nie pomyślałaś, że
mam bardzo! Dobrą wiadomość i chcę dodatkowo sprawić by ten wieczór był
najlepszym jak dotąd w naszym związku?
-Nie, tego nie brałam pod uwagę.- mruknęła niepewnie i
wzięła się za jedzenie. W głośnikach zaczęły lecieć pierwsze nuty „Love story”
Wilków.
-Więc, tak. Mam dla ciebie bardzo dobrą wiadomość! – Igor był
podekscytowany jak nigdy, uśmiech zajął połowę twarzy i wglądał jakby z radości
miał wyskoczyć z ciała.
-No słucham.- uśmiechnęła się i cierpliwie czekała, gdy ten
wyjął z kieszeni kopertę i podał ją Dagmarze. Posłusznie ją otworzyła, a w
środku umowa i kontrakt na wydanie płyty zespołu LemON- Nie…
To jedyne co zdołała z siebie wydukać. Ciepło ogarnęło jej
ciało, uśmiech jak u Igora skradł połowę twarzy, a łzy powoli wzbierały się w
kącikach oczu, z całej siły starała się nie piszczeć za szczęścia. Szybko
wstała od stołu i pobiegła do mężczyzny, który tak jak ona wstał i rzuciła mu
się na szyję tym razem piszcząc.
-Nie wierze!!!- zaczęła szeptać mu do ucha i ściskać z całej
siły, na co mężczyzna tylko odpowiadał głośnym śmiechem- Udało Wam się!!!
Butelka po winie leżała w kącie pokoju, z głośników leciała
cichutko Chemia w utworze „Hero”, a zakochana para leżała właśnie na skórzanej
kanapie i popijała ostatnie łyki czerwonego trunku. Kolacja już skończona,
deser zjedzony, litry łez szczęścia wylane, dziesiątki pocałunków oddanych.
Dagmara miała rację. To fantastyczny wieczór, a dopiero 21.
-Kiedy zaczynacie pracę?- spokojny głos Dagmary był
ukojeniem mężczyzny. Jej dotyk gdy leżała na jego piersi, gdy głaskał jej ramię
w górę i w dół i jej spokojny oddech. Mógł spędzać tak każdą wolną chwilę do końca
życia. Ostatnie świeczki paliły się w oddali, zapach wanilii unosił się w
powietrzu. Wanilia, jej ulubiony zapach. Delikatny, ale jaki słodki. Kompletnie
odwrotne niż ona. Dla niej lepsza byłaby róża. Tak. Dlatego kupił białe róże.
Białe bo gdy ją poznał wydawała się być zimna jak lód, jak zima, lecz z każdym
dniem widział jak na jego oczach topniała i ukazywała tą piękną duszę, którą
dotąd skrywała. Róża, bo była piękna, jak ona, słodka, ale pełna wigoru i niby
niewinna, ale jakoby się do niej głębiej dobrać potrafiła być zadziorna i ranić
tymi swoimi kolcami, że człowiek przy niej musiał przemyśleć każdy ruch, każde
słowo, by nie narazić się na jej gniew, w dodatku potrafiła być skromna i cicha, ale
co by zdobyć serce mężczyzny, czy osiągnąć wyznaczony wcześniej cel, potrafiła
świat obrócić do góry nogami i swoją urodą, silną wolą i wdziękiem zdobyć to za
wszelką cenę. Ale wiadoma róża, róży nie równa. Jedne są wielkie, pełne gracji
i wdzięku, inne mniej zgrabne, a jeszcze inne idealnie zbudowane, a jednak bez
przesadności. To również była jej cecha. Potrafiła być taka zmienna, każdego
dnia patrzył jak rano wydawała się być taką biedną, niezgrabną dziewczynką,
potykające się o własne nogi, zabłąkaną we własnym świecie, by godzinę później
pokazać, że nie da sobą pomiatać i jednym ruchem zniszczy każdego kto ośmieli
się podważyć jej słowa, a na wieczór tego samego dnia mogła przyjść do niego ze
łzami w oczach, mówiąc tylko jedno słowo „Proszę”, a on już wiedział, że jedyne
czego wtedy potrzebuje to jego ramion, które oplotą jej małe ciało, tak
bezbronne, bezradne w tamtej chwili, że człowiek mógłby ją pomylić z duchem,
nie wiesz jak długo będzie w twoich ramionach, ale jest tak lekka, mała i
delikatna, że w każdej chwili mogłaby zniknąć. Była jak sarenka, zbliżysz się
za blisko, a ucieknie i już jej nie złapiesz. Chyba to kochał w niej
najbardziej. Była dla niego wyzwaniem. Była
kobietą wręcz niemożliwą do zdobycia, a jednak jemu się udało. Zdobył ją, jest
jego i teraz jego w tym wola, by poskromić jej dziką duszę. Wiedział, że nie zna jej całej, że to dopiero
część jej duszy, że gdzieś tam kryje kolejne sekrety i że przed nim jeszcze
daleko droga, by odkryć ją całą. Wtedy do niej najbardziej pasowało określenie „Pięćdziesiąt
twarzy Dagmary”.
-Od przyszłego tygodnia.- wyszeptał i pocałował ją we włosy.
-Macie już jakieś materiały?- Igor tylko się zaśmiał
-Czy mamy? Proszę. Nie licząc tego co napisaliśmy i
zagraliśmy w Must’cie dzięki Wam mam materiał na dwie płyty! No może półtorej.
-Jak to?- podniosła się zaciekawiona i zmieniła pozycją tak,
że teraz siedział na jego kolanach okrakiem i patrzyła w jego oczy. Oh te jej błękitne
oczy, jak ocean….
-Adam odkąd jest z Wiki napisał wiele dobrych tekstów, a ja
dzięki tobie… Też mam sporo. Jesteś moją muzą.- pocałował ją głęboko, jedną
ręką odłożył swój kieliszek na podłogę, zrobił to samo z Dagmary kieliszkiem, a
drugą ręką głaskał jej plecy od karku aż po lędźwie. Pocałunek był coraz bardziej intensywny, ich
usta grały pikantną grę, Igor podgryzał jej wargę i prosił, by go wpuściła, ale
dziewczyna nadal drażniła się z nim i nie dopuszczała go do siebie. Z jego
krtani wydobył się niski warkot, wiedział, że to kocha, ale nie chciał nigdy
dawać jej tej satysfakcji, jednak teraz nie wytrzymał. Dziewczyna w jednej
chwili zmiękła tak jak się spodziewał, uchyliła wargi co było dla niego
zielonym światłem na drodze. Jego język zaczął niesamowitą grę wraz z jej, a
dłonie odszukały zapięcie stanika i szybko się go pozbyły, złapał tylko pilota
i przełączył na inną play listę. Wszystko miał zaplanowane. Z głośników
poleciał Kings Of Leon „Sex on fire”. Tak. Zdecydowanie była jego muzą.
Wszystko co działo się w jego życiu było na bazie muzyki, teraz gdy sam ją
tworzył, to ona była jego muzyką, była jego motorem, napędzała go do działania,
do osiągania tego co niemożliwe dla większości pospolitych ludzi. Była jego
nadzieją, wiarą, siłą. Była wszystkim i te chwile gdy widział jej ciało nagie,
spragnione jego dotyku, jego obecności, buchające żarem, wręcz zaraźliwym,
sprawiającym, że i on płonął z pragnienia, w jego głowie słyszał te melodie,
muzykę, widział partyturę, widział nuty, widział słowa, dziesiątki, tysiące
słów układających się w zdania, w tekst. Widział to. Płyta sama się tworzyła i
to wszystko dzięki niej. Każde chwile z nią sprawiały, że kolejna część albumu
była gotowa. To ona była autorem tej płyty, nie on. On był tylko wykonawcą.
Wydawało mu się, że już nie będzie mógł bez niej żyć. Była jak narkotyk.
Cudowny rozdział jak zwykle :) Byłam w szoku jak zobaczyłam, że pojawił się tak szybko, ale dziękuję :) Igor wprowadził w błąd Dagmarę,ale to właśnie chyba dzięki temu sytuacja stała się tak napięta w oczekiwaniu na dalszy rozwój akcji ;) Nie spodziewałam się tego po Nim ;) Znaczy domyślałam się, że jest romantyczny,ale chyba nie, że aż tak ;)) Super, że LemON podpisał kontrakt na nową płytę, pewnie bardzo wyczekiwaną ;) Wzruszające było też to, że Herbut powiedział jak wiele Daga dla Niego znaczy, że jest jego Muzą :)))) Z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg akcji. Pozdrawiam :*
OdpowiedzUsuń