Słońce dzisiaj grzało wyjątkowo mocno, już o 6 rano ulice Warszawy
były przepełnione jego blaskiem. Dagmara otworzyła z trudem oczy,
jednak w jednej chwili jej ciało opanował szatan. Szybko wstała,
wstawiła wodę na herbatę i pobiegła do łazienki. Dobrze wiedziała co
teraz. Ten tydzień miała wolny od pracy, więc chciała go wykorzystać do
granic możliwości, ani chwili wolnego. Dziewczyna umyła twarz, nałożyła
podkład, do tego tusz do rzęs, eyeliner, delikatne cienie, róż i była
gotowa. Włosy spięła w wysoki kok, jedynie pojedyncze pasemka zwisały po
bokach twarzy, ale dodawały one je jedynie uroku. Wyszła z łazienki,
woda już się zagotowała. Wyjęła w locie kubek, herbatę i szybko wrzuciła
torebeczkę, do tego łyżeczka cukru, wszystko zalała wrzątkiem i
pobiegła dalej po ubrania. Szybko zdjęła z siebie całą piżamę. Była
dziwną osobą, każdego dnia zamiast wpierw napić się kawy, umyć, ubrać i
umalować, ona robiła praktycznie wszystko na opak, ale może właśnie za
to Igor tak ją kocha. Sama myśl o nim sprawiła, że jej ciało przeszedł
okropny, ale przyjemny dreszcz.
Zdjęła z siebie koszulkę. Złapała
stanik sportowy, czarne figi, wyjęła letnie szarawary, do tego top,
który idealnie kontrastował ze stanikiem i była gotowa. Wybiegła do
kuchni łapiąc w locie nerkę, do której wrzuciła telefon, słuchawki,
fajki i portfel. Herbata nie było już gorąca więc wypiła ją na dwa
łyki, z blatu złapała jabłko, wgryzła się w nie na tyle mocno, aby mogła
włożyć czarne Vansy i szybko wyszła z mieszkania, zamknęła tylko drzwi
na klucz i już ruszyła biegiem po schodach. Czasami przerażał ją ten
demon, który się w niej krył. Budził się tylko w te piękne dni, bądź gdy
jej umysł opanował świat filozofii. Wtedy nie miała kontroli nad swoim
ciałem. Gdy tylko otworzyła drzwi kamiennicy jej ciało opanowało
szaleńczo gorące powietrze. Wisła-pomyślała i wzięła kolejnego gryza.
Wyjęła telefon, włączyła swoją ulubioną play listę składającą się z
trzech wykonawców- Damien Rice, Hozier i Tabu. Była gotowe więc ruszyła
truchtem przed siebie. Cud nad Wisłą to jej kierunek. Pierwsza piosenka
byłą idealna na początek- „Nie bój się” Tabu. W rytmie pięknej melodii
biegła uliczkami Warszawy, co chwila gryząc jabłko. Chłodny wietrzyk
tylko umilał jej poranek. Nie musiała nawet patrzeć na drogę, znała ją
na pamięć, wiedziała kiedy są pasy, kiedy skręcić. O tej porze te ulice
były opuszczone, a nawet jeśli ktoś nią przechodził, coż… Trudno
najwyżej na kogoś wpadnie. Nie lubiła patrzeć. Nienawidziła tego widoku.
Nie cierpiała wielkich miast, marzyła o wolności w dzikiej naturze, ale
to nie było jej dane. Kocha morze i dlatego zawsze biegnie nad Wisłę, a
oczy otwiera dopiero w lesie, to jedyne miejsce, który przypomina jej o
starym życiu.
Tak jak się spodziewała, całą drogę biegła sama.
Zatrzymała się na ostatnich światłach, wyrzuciła ogryzek jabłka i
przeszła przez ulicę. Ostatnia prosta- pomyślała i wzięła głęboki wdech,
przed nią był już tylko las, a w uszach „Nie chcę umierac” ponownie
Tabu. Uśmiechnęła się pod nosem i ruszyła dalej biegiem. Cieszyła się
tym widokiem, tak dawno tutaj nie była, nie było przecież czasu, jedyne
takie spacerki były po pobliskim parku, który był zatłoczony przez stare
babcie z pieskami. Teraz wreszcie poczuła wolność. Dzieliło ją już
tylko niecałe 10 minut, cieszyła się tym, że poprzednie 30 minut
przebiegła bez wielkiego trudu i nawet nie potrzebowała picia, kochała
swój organizm za to, że nigdy się nie męczył. Ostatnie metry pokonała
sprintem, a gdy jej oczom ukazała się woda jej ciało opanowała
niesamowita radość. Biegła jeszcze szybciej a gdy poczuła piach pod
nogami, zatrzymała się i usiadła. Zachowywała się jak małe dziecko, ale
dobrze się z tym czuła. Wzięła w garść piasek i zaczęła bawić się w
sitko. Gdy to jej się jednak znudziło, podeszła do wody, zdjęła buty i
zanurzyła stopy. Chłodna, ale to ją nie interesowało. Potrzebowała
tego. Jednak nie mogła tutaj wiecznie tkwić. Odwróciła się z trudem
wyszła z wody. Ruszyła powoli w stronę wyjścia, Niedaleko był mały klub,
w który Daga często chodziła tańczyć, tak było i dzisiaj. Gdy tylko
nogi jej wyschły, założyła buty i pobiegła w jego stronę. Było przed 8
więc musiała chwilę poczekać więc kupiła butelkę wody. Gdy wróciła
drzwi były już otwarte, a pierwsza grupa już się szykowała na ćwiczenia.
W recepcji dziewczyna wykupiła na godzinę salę i za chwilę już się na
niej rozgrzewała gdy do środka wszedł wysoki brunet. Dziewczyna
wyprostowała się i podeszła do niego, by za chwilę rzucić się w jego
ramiona.
-Heej mała.- uśmiechnął się i pocałował ją w policzek, jego głos był kojący, a zarazem z nutą grozy. Jednym słowem- seksowny!
-Hej
Konrad. –odpowiedziała mu swoim delikatnym głosem i zbadała jego ciało
od góry do dołu- przypakowałeś!- uśmiechnęła się chytrze i znowu go
przytuliła
-Może troszkę.- odgryzł się- To co zaczynamy?
-Jasne!-
uśmiechnęła się, a Konrad włączył odpowiednią muzykę. Oboje najbardziej
kochali rumbe, ten taniec przypominał im o tych wszystkich latach kiedy
byli razem i o ich rozstaniu. Tylko ten taniec ją usatysfakcjonował.
Dagmara i Konrad chodzili ze sobą prawie 5 lat, od gimnazjum coś między
nimi było, ale dopiero rok temu uświadomili sobie, że ten związek ich
niszczy. Zostali więc na poziomie przyjaciół. Oraz partnerów do tańca!
Nawet nie zauważyli kiedy minęła godzina, a uświadomił ich jedynie
telefon Dagmary.
Na ekranie ukazało się zdjęcie Igora, a dzwonek
"Crazy in Love" Beyonce mówiłam sam za siebie. Dagmara lekko się
zarumieniła i szybko schowała telefon spowrotem do torby.
-Spokojnie.- usłyszała ten seksowny głos i szybko zbeształa się w duchu za te myśl- Rozumiem. I tak nasz czas minął.
-No
tak... -bąknęła niepewnie i zaczęłą stąpać z nogi na nogę. Pomimo tego
rozstania, nadal w głębi duszy coś do niego czuła, ale przecież teraz
jest z Igorem, jest szczęśliwa. Więc czemu teraz jest jej głupio?
-Nowy chłopak?
-No
tak wyszło, wiesz Konrad...- chciała mówić dalej, ale Konrad przystawił
jej palec na usta i zaczął wpatrywać się dziko w jej oczy, a ona w
jego, miał takie głębokie brązowe oczy, mogłaby w nich utonąć... NIE!
-Rozumiem.
Wiedziałem przecież, że nie będę ostatnim w twoim życiu. Cieszę się, że
masz kogoś i nie musisz mi się tłumaczyć. Przecież i tak jesteśmy
przyjaciółmi.
Daga uśmiechnęła się tylko i wtuliła w jego
ramiona. Mimo wszystko brakowało jej tego dotyku. Konrad miał o wiele
szersze barki niż Igor, w dodatku jego mieśnie sprawiały, że wyglądał
jak Brad Pitt. Poprostu ideał. Jednak... Musiała pamiętać o tym co
działo się wcześniej. Nie chciała tego powtórzyć. Lekko odsunęła się od
mężczyzny, a ten od razu wypuścił ją z objęć. Na pożegnanie tylko
musnęła jego policzek i szybkim krokiem wyszła z sali nim złe
wspomnienia opanują jej mózg.
W szatni szybko się przebrała,
upięła włosy w luźny kucyk, poprawiła makijaż i wybiegła spowrotem do
domu. po drodze wyjęła telefon i wybrała numer Igora. Nie dugo czekała
by usłyszeć jego głos.
-PA PARA RAPA PA PAAA! Gratulujemy!
Jest Pani największą szczęściąrą pod słońcem! Zapraszamy do posiadłości
Igora Herbuta do odebrania nagrody! - nie dał jej słowem się odezwać i
już się rozłączył. Zdezorientowana i rozbawiona całym przedstawieniem
jeszcze szybciej ruszyła biegiem. Kierunek-> Mieszkanie Igora!
Bardzo ciekawe :). Czekam na więcej :)
OdpowiedzUsuńRewelacja :)..
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny,już się doczekać nie mogę :)
Cudowne, jak zwykle, tylko trochę obawiam się Konrada. Nie chodzi o to, że Daga spotyka się z Igorem, tylko że Konrad znów może ją skrzywdzić. Spodziewam się, że to zrobił, ponieważ zawarłaś to w opowiadaniu. Nie wiem czy to dobrze, że Dagmara jeszcze coś do niego czuje. To może się źle skończyć. Rozdział bardzo ciekawy, nie mogę się doczekać kolejnego. Warto było czekać :) Jak zaczynałam czytać, to zdążyłam wyobrazić sobie film na podstawie tego opowiadania :D Jest świetne, naprawdę. Więc życzę weny no i Wesołego Alleluja :)
OdpowiedzUsuń