piątek, 3 kwietnia 2015

XII The Most important is the here and now

Słońce dzisiaj grzało wyjątkowo mocno, już o 6 rano ulice Warszawy były przepełnione jego blaskiem.  Dagmara otworzyła z trudem oczy, jednak w jednej chwili jej ciało opanował szatan. Szybko wstała, wstawiła wodę na herbatę i pobiegła do łazienki. Dobrze wiedziała co teraz. Ten tydzień miała wolny od pracy, więc chciała go wykorzystać do granic możliwości, ani chwili wolnego.  Dziewczyna umyła twarz, nałożyła podkład, do tego tusz do rzęs, eyeliner, delikatne cienie, róż i była gotowa. Włosy spięła w wysoki kok, jedynie pojedyncze pasemka zwisały po bokach twarzy, ale dodawały one je jedynie uroku. Wyszła z łazienki, woda już się zagotowała. Wyjęła w locie kubek, herbatę i szybko wrzuciła torebeczkę, do tego łyżeczka cukru, wszystko zalała wrzątkiem i pobiegła dalej po ubrania. Szybko zdjęła z siebie całą piżamę. Była dziwną osobą, każdego dnia zamiast wpierw napić się kawy, umyć, ubrać i umalować, ona robiła praktycznie wszystko na opak, ale może właśnie za to Igor tak ją kocha. Sama myśl o nim sprawiła, że jej ciało przeszedł okropny, ale przyjemny dreszcz.
Zdjęła z siebie koszulkę. Złapała stanik sportowy, czarne figi, wyjęła letnie szarawary, do tego top, który idealnie kontrastował ze stanikiem i była gotowa.  Wybiegła do kuchni łapiąc w locie nerkę, do której wrzuciła telefon, słuchawki, fajki i portfel.  Herbata nie było już gorąca więc wypiła ją na dwa łyki, z blatu złapała jabłko, wgryzła się w nie na tyle mocno, aby mogła włożyć czarne Vansy i szybko wyszła z mieszkania, zamknęła tylko drzwi na klucz i już ruszyła biegiem po schodach. Czasami przerażał ją ten demon, który się w niej krył. Budził się tylko w te piękne dni, bądź gdy jej umysł opanował świat filozofii. Wtedy nie miała kontroli nad swoim ciałem.  Gdy tylko otworzyła drzwi kamiennicy jej ciało opanowało szaleńczo gorące powietrze. Wisła-pomyślała i wzięła kolejnego gryza. Wyjęła telefon, włączyła swoją ulubioną play listę składającą się z trzech wykonawców- Damien Rice, Hozier i Tabu. Była gotowe więc ruszyła truchtem przed siebie. Cud nad Wisłą to jej kierunek. Pierwsza piosenka byłą idealna na początek- „Nie bój się” Tabu. W rytmie pięknej melodii biegła uliczkami Warszawy, co chwila gryząc jabłko. Chłodny wietrzyk tylko umilał jej poranek. Nie musiała nawet patrzeć na drogę, znała ją na pamięć, wiedziała kiedy są pasy, kiedy skręcić. O tej porze te ulice były opuszczone, a nawet jeśli ktoś nią przechodził, coż… Trudno najwyżej na kogoś wpadnie. Nie lubiła patrzeć. Nienawidziła tego widoku. Nie cierpiała wielkich miast, marzyła o wolności w dzikiej naturze, ale to nie było jej dane. Kocha morze i dlatego zawsze biegnie nad Wisłę, a oczy otwiera dopiero w lesie, to jedyne miejsce, który przypomina jej o starym życiu.
Tak jak się spodziewała, całą drogę biegła sama. Zatrzymała się na ostatnich światłach, wyrzuciła ogryzek jabłka i przeszła przez ulicę. Ostatnia prosta- pomyślała i wzięła głęboki wdech, przed nią był już tylko las, a w uszach „Nie chcę umierac” ponownie Tabu. Uśmiechnęła się pod nosem i ruszyła dalej biegiem. Cieszyła się tym widokiem, tak dawno tutaj nie była, nie było przecież czasu, jedyne takie spacerki były po pobliskim parku, który był zatłoczony przez stare babcie z pieskami.  Teraz wreszcie poczuła wolność. Dzieliło ją już tylko niecałe 10 minut, cieszyła się tym, że poprzednie 30 minut przebiegła bez wielkiego trudu i nawet nie potrzebowała picia, kochała swój organizm za to, że nigdy się nie męczył. Ostatnie metry pokonała sprintem, a gdy jej oczom ukazała się woda jej ciało opanowała niesamowita radość. Biegła jeszcze szybciej a gdy poczuła piach pod nogami, zatrzymała się i usiadła. Zachowywała się jak małe dziecko, ale dobrze się z tym czuła. Wzięła w garść piasek i zaczęła bawić się w sitko. Gdy to jej się jednak znudziło, podeszła do wody, zdjęła buty i zanurzyła stopy. Chłodna, ale to ją nie interesowało.  Potrzebowała tego.  Jednak nie mogła tutaj wiecznie tkwić. Odwróciła się z trudem wyszła z wody. Ruszyła powoli w stronę wyjścia, Niedaleko był mały klub, w który Daga często chodziła tańczyć, tak było i dzisiaj. Gdy tylko nogi jej wyschły, założyła buty i pobiegła w jego stronę. Było przed 8 więc musiała chwilę poczekać więc kupiła butelkę wody.  Gdy wróciła drzwi były już otwarte, a pierwsza grupa już się szykowała na ćwiczenia. W recepcji dziewczyna wykupiła na godzinę salę i za chwilę już się na niej rozgrzewała gdy do środka wszedł wysoki brunet. Dziewczyna wyprostowała się i podeszła do niego, by za chwilę rzucić się w jego ramiona.
-Heej mała.- uśmiechnął się i pocałował ją w policzek, jego głos był kojący, a zarazem z nutą grozy.  Jednym słowem- seksowny!
-Hej Konrad. –odpowiedziała mu swoim delikatnym głosem i zbadała jego ciało od góry do dołu- przypakowałeś!- uśmiechnęła się chytrze i znowu go przytuliła
-Może troszkę.- odgryzł się- To co zaczynamy?
-Jasne!- uśmiechnęła się, a Konrad włączył odpowiednią muzykę. Oboje najbardziej kochali rumbe, ten taniec przypominał im o tych wszystkich latach kiedy byli razem i o ich rozstaniu.  Tylko ten taniec ją usatysfakcjonował. Dagmara i Konrad chodzili ze sobą prawie 5 lat, od gimnazjum coś między nimi było, ale dopiero rok temu uświadomili sobie, że ten związek ich niszczy. Zostali więc na poziomie przyjaciół.  Oraz partnerów do tańca! Nawet nie zauważyli kiedy minęła godzina, a uświadomił ich jedynie telefon Dagmary.
Na ekranie ukazało się zdjęcie Igora, a dzwonek "Crazy in Love" Beyonce mówiłam sam za siebie. Dagmara lekko się zarumieniła i szybko schowała telefon spowrotem do torby.
-Spokojnie.- usłyszała ten seksowny głos i szybko zbeształa się w duchu za te myśl- Rozumiem. I tak nasz czas minął.
-No tak... -bąknęła niepewnie i zaczęłą stąpać z nogi na nogę. Pomimo tego rozstania, nadal w głębi duszy coś do niego czuła, ale przecież teraz jest z Igorem, jest szczęśliwa. Więc czemu teraz jest jej głupio?
-Nowy chłopak?
-No tak wyszło, wiesz Konrad...- chciała mówić dalej, ale Konrad przystawił jej palec na usta i zaczął wpatrywać się dziko w jej oczy, a ona w jego, miał takie głębokie brązowe oczy, mogłaby w nich utonąć... NIE!
-Rozumiem. Wiedziałem przecież, że nie będę ostatnim w twoim życiu. Cieszę się, że masz kogoś i nie musisz mi się tłumaczyć. Przecież i tak jesteśmy przyjaciółmi.
Daga uśmiechnęła się tylko i wtuliła w jego ramiona. Mimo wszystko brakowało jej tego dotyku. Konrad miał o wiele szersze barki niż Igor, w dodatku jego mieśnie sprawiały, że wyglądał jak Brad Pitt. Poprostu ideał. Jednak... Musiała pamiętać o tym co działo się wcześniej. Nie chciała tego powtórzyć. Lekko odsunęła się od mężczyzny, a ten od razu wypuścił ją z objęć. Na pożegnanie tylko musnęła jego policzek i szybkim krokiem wyszła z sali nim złe wspomnienia opanują jej mózg.
W szatni szybko się przebrała, upięła włosy w luźny kucyk, poprawiła makijaż i wybiegła spowrotem do domu. po drodze wyjęła telefon i wybrała numer Igora. Nie dugo czekała by usłyszeć jego głos.
-PA PARA RAPA PA PAAA! Gratulujemy! Jest Pani największą szczęściąrą pod słońcem! Zapraszamy do posiadłości Igora Herbuta do odebrania nagrody! - nie dał jej słowem się odezwać i już się rozłączył. Zdezorientowana i rozbawiona całym przedstawieniem jeszcze szybciej ruszyła biegiem. Kierunek-> Mieszkanie Igora!

3 komentarze:

  1. Bardzo ciekawe :). Czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rewelacja :)..

    Czekam na kolejny,już się doczekać nie mogę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowne, jak zwykle, tylko trochę obawiam się Konrada. Nie chodzi o to, że Daga spotyka się z Igorem, tylko że Konrad znów może ją skrzywdzić. Spodziewam się, że to zrobił, ponieważ zawarłaś to w opowiadaniu. Nie wiem czy to dobrze, że Dagmara jeszcze coś do niego czuje. To może się źle skończyć. Rozdział bardzo ciekawy, nie mogę się doczekać kolejnego. Warto było czekać :) Jak zaczynałam czytać, to zdążyłam wyobrazić sobie film na podstawie tego opowiadania :D Jest świetne, naprawdę. Więc życzę weny no i Wesołego Alleluja :)

    OdpowiedzUsuń