Poranne słońce wypuściło swoje
promienie prosto na gołe ciało dziewczyny. Wietrzyk z otwartego balkonu zmusił
ją do pobudki, więc wstała zniechęcona i okryła swojego chłopaka kocem, raz
jeszcze spojrzała na jego piękną twarz i ruszyła do kuchni. Wstawiła wodę na
gaz i wyjęła dwa kubki. Dwie łyżki dla Adama, jedna dla niej. Wiedziała, że po
wczorajszym dniu będzie potrzebował chociaż trochę kofeiny. Otworzyła lodówkę i
wyjęła cztery jajka, kolejne słabości mężczyzny, jajecznica o poranku. Dzisiaj chciała
zrobić mu dzień święty, dogadzać, aż mu wyjdzie to po dziurki w nosie. Pokroiła
kiełbasę w kostkę, tak samo pomidory, troszkę cebuli, szczypiorek i bazylia,
wstawiła patelnię na gaz i polała oliwą. Gdy już patelnia była rozgrzana,
dodała wszystkie dodatki i poczekała, aż będą gotowe. W tym czasie zalała kawę
i dodała odrobinę cukru. Na końcu dodała
jajka i położyła gotowe śniadanie na desce. W jedną rękę wzięła kawę w drugą
deskę i ruszyła do pokoju. Cichutko zapukała i łokciem otworzyła drzwi.
-Dzień
dobry.- wyszeptała i położyła śniadanie na stoliku nocnym, a sama usiadła na
łóżku. Pocałowała mężczyznę w odsłonięty obojczyk i ponownie szepnęła- Wstawaj
kochanie.
Mężczyzna
uchylił jedną powiekę, jasność momentalnie go oślepiła, ale poznał ten zapach.
Odsunął się w bok i przeciągnął na łóżku.
-A z jakiej
to okazji?
-Z miłości.-
uśmiechnęła się i pocałowała jego plecy.- Zaraz wracam idę się ubrać.
Adam szybko
zabrał się za swoją ulubioną potrawę o poranku, popijając ją co chwilę kawą.
Dziewczyna wyszła po dłuższej chwili z łazienki ubrana w czarne rurki, biały
tshirt i czarny sweter. Włosy upięła w ciasny kok a za sobą ciągnęła walizkę.
-Uciekasz?-
spytał zdezorientowany.
-Idę się
spakować i zaraz wracam.
-Ah no tak!
Długo ci to zajmie?
-Myślę, że
za godzinkę będę.
-Tak długo?
-No
niestety, ale od jutra 14 dni będziemy razem.
-I to ja
rozumiem! - zawołał zadowolony i wypił ostatni łyk kawy.- A to - wskazał na
patelnię- rekompensata?
-To dopiero
początek.
Dziewczyna zostawiła go samego z
wieloma niewiadomymi i poszła do swojego mieszkania, ciepły wiatr o poranku i
gwar miasta dodawał z jednej strony Warszawie uroku. Wiki wsiadła do tramwaju i
10 minut później była u siebie w mieszkaniu. Spakowała szybko najlepsze
ubrania, na każdą pogodę, trochę zakupionych wcześniej kosmetyków i najważniejszą
niespodziankę dla Adama. Dostała ją rok temu od Dagmara, pierwszy raz ją
założy. Były to czarne body Lescana, czarny pas Chantelle do pończoch i czarne
szpilki. Planowała już niedługo zrobić Adamowi niesamowitą niespodziankę i sprawić,
że tej nocy już nigdy nie zapomni. Na końcu rzeczy osobiste, sprawdziła jeszcze
raz dowód, paszport i już była gotowa. W pośpiechu złapała jeszcze jabłko i jak
szalona wybiegła z mieszkania, zamknęła dwa razy zamki i pobiegła na
przystanek. Tramwaj był punktualnie, równo z nią, przepchnęła się przez ludzi i
zajęła miejsce między siedzeniami, gdzie swobodnie mogła mieć walizkę. Chwilę
później była już u Adama, które także właśnie pakował swoją walizkę, kolejną.
Już pod drzwiami stała jedna torba, trzy futerały z gitarami i teczka z jakimiś
dokumentami, dziewczyna odłożyła walizkę na bok i podeszła do swojego
mężczyzny.
-To co
robimy jak skończysz?- zapytała kuszącym głosem i pocałowała go w czułe miejsce
przy uchu.
-Co tylko
zechcesz.- odpowiedział czułym pocałunkiem i zapiął ostatnią walizkę. Gdy już wszystko
mieli gotowe, Wiktoria złapała Horoszczaka za koszulę i zaciągnęła go do
sypialni. Musiała odreagować ostatnie dni, a upojne chwile z tym mężczyzną były
idealnym lekarstwem. Bała się mu o wszystkim powiedzieć i na razie nie miała
nawet takiego planu, ale wiedziała, że kiedyś ten dzień nadejdzie, ale nie
dziś. Dzisiaj cieszą się ostatnimi chwilami w Polsce.
_ _ _
Samolot był już na pasie startowym,
wszyscy byli już na swoich miejscach.
Bagaże schowane, słońce powoli zachodziło, reflektory na lotnisku już oświetlały
drogę. Kilka słów hostessy i informacja, że samolot zaraz wystartuje. Wiktoria
z sercem w gardle złapała Adama za rękę i zaczęła powtarzać coś bezgłośnie.
-Co się
dzieje?
-Zapomniałam
ci powiedzieć, że mam lęk wysokości.- wydukała i kurczowa zacisnęła powieki. W
tej samej chwili samolot ruszył i powoli zbliżał się do odbicia od ziemi, Wiki kurczowo
zacisnęła dłonie aż Adamowi zbielały kostki a twarz wykrzywił grymas bólu, ale
dziewczyna tego nie widziała, za bardzo się bała otworzyć oczy.
-Spokojnie,
zaraz będziemy na miejscu. Nic się nie stanie. Obiecuje.- wyszeptał jej na ucho
i pocałował w czoło. Turbulencje zarzuciły całym samolotem, ale trwały tylko
chwilę, parę minut później Wiki stanowczo ochłonęła i zapadła w długi sen. Była
zmęczona po wczorajszych urodzinach, ale lek na sen tylko upewnił ją, że lepiej
odpłynąć w objęcia Morfeusza niż zmagać się z silami powietrza . Już kilka godzin później wylądowali
na miejscu.
-Witaj Turcjo.
–wyszeptał z zachwytem Adam gdy wysiedli z samolotu.
__
Przykro mi, że spóźnione, ktoś mi zrobił zamieszanie ze wszystkim, ale uratowane dane :) Krótko ponownie, długo nie było i prędko nie będzie, bo plan lekcji jest tak pięknie zrobiony, że w środę jestem od 8 do 19 w szkole i nie dam rady za często pisać. DO tego nowe przedmioty więc przykro mi. Rozdziały będą rzadziej :c Czekam na komenatrze, bo nie wiem już dla kogo ja to nawet piszę :c
__
Przykro mi, że spóźnione, ktoś mi zrobił zamieszanie ze wszystkim, ale uratowane dane :) Krótko ponownie, długo nie było i prędko nie będzie, bo plan lekcji jest tak pięknie zrobiony, że w środę jestem od 8 do 19 w szkole i nie dam rady za często pisać. DO tego nowe przedmioty więc przykro mi. Rozdziały będą rzadziej :c Czekam na komenatrze, bo nie wiem już dla kogo ja to nawet piszę :c
Świetne opowiadanie! Przyznam, że trochę posmutniałam jak przeczytałam, że kolejne nie będzie tak prędko, ale będę wyczekiwała z cierpliwością bo rozdziały są tego warte, naprawdę! Mam nadzieję, że Wiki i Adam świetnie będą się bawić w Turcji bo w pełni na to zasłużyli, a szczególnie Jego dziewczyna. Czekam na kolejny rozdział, pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńSuper!
OdpowiedzUsuń